Rodzinna Chłodnia „Jaak” z Lubelszczyzny znalazła się w poważnych tarapatach finansowych. Jak opisuje portal SadyOgrody.pl, zarząd firmy wiąże problemy m.in. z załamaniem cen malin i napływem tańszych owoców z Ukrainy. Po kilku latach bezskutecznego zabiegania o pomoc właściciele zdecydowali się na protest głodowy.
Zarząd Chłodni „Jaak” rozpoczął protest głodowy 11 sierpnia 2026 r.
Firma działa od ponad 30 lat i współpracuje z około 400 gospodarstwami rolnymi.
Według zarządu problemy nasiliły się po gwałtownym spadku cen malin w latach 2022-2023.
Przedsiębiorstwo dwukrotnie bezskutecznie ubiegało się o pożyczkę z KOWR.
Firma przyznaje, że nadal ma nieuregulowane zobowiązania wobec części producentów owoców.
Rodzinna chłodnia walczy o przetrwanie
Zarząd Chłodni „Jaak” z Lubelszczyzny rozpoczął 11 sierpnia protest głodowy na terenie zakładu – informuje portal SadyOgrody.pl. Właściciele chcą w ten sposób zwrócić uwagę władz na sytuację finansową przedsiębiorstwa.
Firma od ponad 30 lat zajmuje się skupem, schładzaniem i mrożeniem owoców miękkich. Działa w powiecie opolskim, w jednym z najważniejszych regionów produkcji malin w Polsce. Około 90 proc. produkcji zakładu stanowią właśnie maliny, a przedsiębiorstwo współpracuje z około 400 gospodarstwami.
– Od 30 lat prowadzimy firmę i współpracujemy z rolnikami z naszego regionu. Chcemy poinformować o sytuacji, w której znaleźliśmy się po gwałtownym załamaniu rynku malin – mówi cytowany przez SadyOgrody.pl Andrzej Banach, członek zarządu Chłodni „Jaak”.
Firma wskazuje na import malin z Ukrainy
Jedną z głównych przyczyn obecnych problemów, na które wskazuje zarząd, jest sytuacja na rynku po rozpoczęciu wojny w Ukrainie i napływ tańszych malin z tego kraju.
Według danych przedstawionych przez firmę pod koniec sezonu 2022 r. ceny malin miały spaść z 16-18 zł do 6-8 zł za kilogram. W 2023 r. miały obniżyć się jeszcze bardziej – do około 4-6 zł/kg.
Zarząd twierdzi, że część przedsiębiorstw i zachodnich koncernów posiadających zakłady w Polsce ograniczyła w tym okresie zakupy krajowych malin na rzecz tańszego surowca sprowadzanego z Ukrainy.
Są to twierdzenia przedstawiane przez zarząd przedsiębiorstwa. W przytoczonym materiale nie przedstawiono niezależnych danych pozwalających określić, w jakim stopniu import z Ukrainy odpowiadał za problemy finansowe konkretnej chłodni.
– Nasza produkcja w około 90 procentach opierała się na malinach. Tak gwałtowny spadek cen w krótkim czasie miał dla nas bardzo poważne konsekwencje – tłumaczył Andrzej Banach.
Skupowali maliny, ale pojawiły się problemy z płatnościami
Według relacji zarządu firma kontynuowała skup owoców od lokalnych producentów również wtedy, gdy sytuacja rynkowa stawała się coraz trudniejsza. Problemy ze sprzedażą i spadek cen miały w konsekwencji uderzyć w płynność przedsiębiorstwa.
Chłodnia przyznaje, że część należności wobec producentów wciąż nie została uregulowana.
– Rolnicy znają nas od lat. Są naszymi sąsiadami i dostawcami. Skupowaliśmy ich owoce do końca sezonu, ponieważ chcieliśmy zapewnić im rynek zbytu. Dzisiaj mamy jeszcze nieuregulowane zobowiązania wobec części z nich – powiedział członek zarządu.
Według przedsiębiorstwa właściciele zabezpieczali również własnymi gospodarstwami kredyty obrotowe przeznaczone na finansowanie skupu malin.
Dwukrotnie starali się o pomoc z KOWR
Jak podaje SadyOgrody.pl, w lipcu 2023 r. Chłodnia „Jaak” wystąpiła do Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa o pożyczkę w ramach programu „Linia Owoce 24”. Instrument miał służyć poprawie płynności przedsiębiorców dotkniętych trudnymi do przewidzenia zdarzeniami gospodarczymi lub losowymi.
Według zarządu wniosek został odrzucony. Firma złożyła go ponownie, ale druga próba również zakończyła się odmową.
– Zdecydowaliśmy się wystąpić o pożyczkę, ponieważ znaleźliśmy się w sytuacji, której wcześniej nie mogliśmy przewidzieć. Przedstawiliśmy również zabezpieczenia spłaty. Mimo to nasz wniosek został dwukrotnie odrzucony – przekazał Andrzej Banach.
Od trzech lat proszą państwo o interwencję
Właściciele twierdzą, że od ponad trzech lat zwracają się w sprawie swojej sytuacji do instytucji publicznych i przedstawicieli władz.
Według zarządu informacje miały trafiać m.in. do Ministerstwa Rolnictwa, Ministerstwa Aktywów Państwowych, KOWR, Krajowej Grupy Spożywczej, ARiMR, władz wojewódzkich, parlamentarzystów oraz organizacji rolniczych i sadowniczych.
Przedsiębiorcy podkreślają, że oczekują rozwiązania pozwalającego uratować zakład oraz uregulować zobowiązania wobec producentów.
„Nasz protest nie jest polityczny”
Właściciele zaznaczają, że rozpoczęty protest głodowy nie ma mieć charakteru politycznego.
– Chcemy wyraźnie podkreślić, że nasz protest nie jest polityczny. Jest prospołeczny. Dotyczy naszej firmy, naszych pracowników, naszych gospodarstw i około 400 gospodarstw rolnych, z którymi współpracujemy – mówił Andrzej Banach.
Zarząd określa przedsiębiorstwo jako „polską ofiarę wojny w Ukrainie” i apeluje do władz o interwencję. W oświadczeniu nie wskazano, jak długo protest głodowy ma potrwać.
Właściciele deklarują, że ich celem jest przede wszystkim znalezienie rozwiązania, które pozwoli firmie wyjść z kryzysu i rozliczyć się z dostawcami. Jak informuje SadyOgrody.pl, na razie protest trwa bez wskazanego terminu zakończenia.




