Afera taśmowa wstrząsnęła w 2014 r. polską sceną polityczną i otworzyła nowej władzy drzwi do przejęcia rządów. Ujawnienie nagrań prywatnych rozmów polityków, urzędników i biznesmenów doprowadziło w wyniku wyborów w 2015 r. do upadku koalicyjnego rządu Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Ważną rolę odegrała tu prawicowa TV Republika, która zadebiutowała dwa lata wcześniej, 10 kwietnia 2013 r.

Dziś po latach na jaw wychodzą szczegóły dotyczące tego, kto tak naprawdę sterował przepływem kompromitujących materiałów. Wiemy to dzięki śledztwu Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, które zostało wszczęte w 2015 r. po publikacjach taśm w prawicowych mediach.

Z zeznań kluczowych świadków i samego Marka Falenty wyłania się obraz układu, w którym główną rolę odgrywali funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego oraz czołowi pracownicy prawicowych mediów. Biznesmen Marek Falenta ujawnił śledczym, że Cezary Gmyz i Piotr Nisztor byli „zaufanymi dziennikarzami” CBA, przez których mieli pośredniczyć w przekazywaniu nagrań z afery podsłuchowej.

Prawicowi pracownicy mediów pod lupą śledczych

Taśmy, na których znalazły się zapisy rozmów m.in. prezesa Najwyższej Izby Kontroli Krzysztofa Kwiatkowskiego i innych urzędników NIK oraz wicepremierki w ówczesnym rządzie Donalda Tuska Elżbiety Bieńkowskiej, emitowano np. w programie Anity Gargas „Zadanie specjalne” w TV Republika. Rozmowy ujawniały kulisy konkursów na stanowiska kierownicze w Izbie, co ostatecznie doprowadziło do wniosku o uchylenie immunitetu szefowi NIK.

Jak prywatny detektyw handlował taśmami polityków. Od Jana Kulczyka chciał ogromnej kwoty

Przeczytaj pierwszą część tekstu Sebastiana Białacha

W czerwcu 2015 r. Anita Gargas i Cezary Gmyz ujawnili na antenie stacji kolejne taśmy — tym razem z udziałem Jana Kulczyka i Radosława Sikorskiego.

W wyniku naszego wielomiesięcznego śledztwa ujawniliśmy, że Krzysztof S., właściciel agencji Detektyw24, miał dostęp do nagrań z udziałem czołowych polityków i biznesmenów. Świadkowie zeznali, że nagrań było kilkadziesiąt i część z nich S. próbował sprzedać. W kolejce ustawili się m.in. Rosjanie, z którymi było umówione spotkanie w Wiedniu.

Taśmy, które zmieniły polską politykę

Przeczytaj, czym była afera podsłuchowa

Marek Falenta

Jednym z ciekawszych wątków tej sprawy jest próba wyjaśnienia, w jaki sposób pracownicy prawicowych mediów weszli w posiadanie taśm z podsłuchanymi rozmowami. W ramach postępowania śledczy przesłuchali m.in. Cezarego Gmyza, Samuela Pereirę, Anitę Gargas, Pawła Lisickiego, Klaudiusza Pobudzina, Piotra Gabryela i Tomasza Terlikowskiego.

Samuel Pereira, Anita Gargas i Cezary Gmyz

PAP/Radek Pietruszka, Tomasz Gzell, Jakub Kamiński / PAP

Samuel Pereira, Anita Gargas i Cezary Gmyz

Za rządów PiS taśmy z afery podsłuchowej zaczęły pojawiać się również w Telewizji Polskiej, do której przeszli dziennikarze sprzyjający ówczesnej władzy. W 2017 r. publiczny nadawca ujawnił nagranie z ks. Kazimierzem Sową, a w 2018 r. z Pawłem Grasiem.

W marcu 2018 r. Pobudzin zeznał, że decyzję w sprawie publikacji nagrań w Telewizji Polskiej „podjął prezes TVP — Jacek Kurski”. Pobudzin mówił: „On [Pereira] przyniósł to nagranie, kontaktował się z prezesem Kurskim (…). Nie wiem od kogo pan Pereira uzyskał to nagranie”.

Z kolei dwukrotnie przesłuchiwany Samuel Pereira zaprzeczył, by w sprawie publikacji taśm konsultował się z Jackiem Kurskim. W jednym ze swoich zeznań Pereira przyznał, że upublicznione w TVP nagranie otrzymał od źródła, którego danych nie ujawni. „Nagranie otrzymałem na dysku zewnętrznym” — powiedział śledczym Samuel Pereira.

Zaufani publicyści CBA

Kluczowe w tej sprawie są wyjaśnienia Marka Falenty, biznesmena, który stał się twarzą afery podsłuchowej. W marcu 2021 r. podczas śledztwa dotyczącego obrotu taśmami przyznał, że działał na zlecenie CBA. Miał kupować nagrania od kelnera i przekazywać je funkcjonariuszom. Jak zeznał, współpracował ze służbami także po wybuchu afery.

— Moja rola polegała na pozyskiwaniu nagrań i przekazywaniu ich do CBA lub wskazanym przez nich dwóm dziennikarzom: panu Nisztorowi i Gmyzowi. To są ich zaufani dziennikarze — mówił śledczym Falenta.

Piotr Nisztor i Cezary Gmyz

Materiały „Na prawach cytatu”

Piotr Nisztor i Cezary Gmyz

Według jego relacji wszystkie taśmy trafiały do CBA aż do wygranych przez PiS wyborów parlamentarnych w 2015 r. Pierwsze przekazywał Jarosławowi Wojtyckiemu, funkcjonariuszowi CBA, który od 2004 r. był jego oficerem prowadzącym. Po wybuchu afery Falenta miał przekazywać nagrania także pracownikom prawicowych mediów. Wprost wskazał Cezarego Gmyza, który — jak twierdził — przekazywał je później funkcjonariuszom.

„Przekazania taśm odbywały się w wyznaczonych przez CBA mieszkaniach, najczęściej przy ul. Hożej i Pięknej (…) Po wybuchu afery bałem się tego robić i chciałem to zakończyć. Panowie z CBA obawiali się, że śledzi mnie inna służba i dlatego wymyślili, żeby przekazywać taśmy przez pana Cezarego Gmyza” — wyjaśniał Falenta.

Biznesmen twierdził również, że jego współpracę z CBA potwierdzają raporty, które wyciekły do mediów. Według jego zeznań Gmyz miał je otrzymywać od agenta CBA Artura Chodzińskiego, a następnie pokazywać Falencie jeszcze przed publikacją. Jeden z raportów miał nakazywać dalsze pozyskiwanie nagrań.

Chodziński to były dziennikarz „Gazety Wyborczej”, który po 2005 r. trafił do CBA. Po odejściu Mariusza Kamińskiego został zwolniony ze służby w związku z dochodzeniem dotyczącym wynoszenia tajnych materiałów. Po powrocie PiS do władzy w 2015 r. wrócił do CBA i awansował. Nadzorował m.in. operację „Okser”, wymierzoną w Romana Giertycha.

Po wyborczej porażce PiS w 2023 r. ponownie odszedł ze służby. Pojawiał się też na „patriotycznych domówkach” z udziałem polityków PiS, byłych funkcjonariuszy i prawicowych dziennikarzy. W ostatnich dniach Onet ujawnił, że Chodziński współpracował z Przemysławem Kralem, szefem Zondacrypto.

Cezary Gmyz ujawnia swoje źródło

Wróćmy do słów Falenty o zwolnieniu Cezarego Gmyza z tajemnicy dziennikarskiej. To jedna z podstawowych gwarancji wolności mediów — chroni źródła informacji i co do zasady uniemożliwia zmuszenie dziennikarza do ujawnienia informatora. Wyjątkiem jest m.in. zwolnienie z tajemnicy przez sąd lub samo źródło.

W lutym 2015 r. Gmyz zeznawał, że po raz pierwszy usłyszał o Falencie dopiero po jego zatrzymaniu w związku z aferą podsłuchową. Kilka miesięcy później przekazał prokuraturze kopię nagrania rozmowy wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej z szefem CBA Pawłem Wojtunikiem, zarejestrowanej 5 czerwca 2014 r. w restauracji „Sowa i Przyjaciele”. Odmówił jednak odpowiedzi na pytania o źródło nagrania i o to, czy posiada inne taśmy. Powołał się na tajemnicę dziennikarską.

W styczniu 2023 r., już po zwolnieniu z tajemnicy, Gmyz przyznał, że jego pierwszym źródłem informacji o aferze był Marek Falenta. Zeznał też, że to od niego otrzymał kilkadziesiąt nagrań z warszawskich restauracji, zapisanych na zaszyfrowanym dysku. Część materiałów przekazał prokuraturze.

Marek Falenta

PAP/Tomasz Gzell / PAP

Marek Falenta

„Nagrania otrzymałem od Marka Falenty (…) Tych nagrań było kilkadziesiąt. Według mojej wiedzy to było większość nagrań z afery taśmowej. (…) Marek Falenta chciał, by materiały trafiły do CBA” — zeznawał Gmyz. Zanim jednak do tego doszło, nagrania zostały opublikowane w mediach. Gmyz twierdził, że kierował się „interesem publicznym”, i zapewniał, że sam nie przekazywał ich innym redakcjom.

Piotr Nisztor pisze o problemach „pewnego detektywa”

O bliskich kontaktach pracowników prawicowych mediów z Falentą świadczą także zgromadzone dowody i zeznania. W telefonie Krzysztofa Rybki, bliskiego współpracownika biznesmena i jednego z głównych oskarżonych w aferze podsłuchowej, śledczy znaleźli zapisy spotkań m.in. z Piotrem Nisztorem i Krzysztofem S.

Czołowy agent CBA w czasach PiS pracował dla szefa Zondacrypto. Wojna na prawicy

Ujawniamy: czołowy agent CBA w czasach PiS pracował dla szefa Zondacrypto

Były funkcjonariusz CBA z czasów rządu PiS, a obecnie jeden z założycieli Frontline Foundation  Artur Chodziński

„Tajemnica dziennikarska obowiązuje mnie, jeżeli chodzi o to, ile i w jaki sposób kontaktowałem się z Markiem Falentą (…) znam go od dobrych kilku lat (…) Chciałem się zasłonić tajemnicą dziennikarską, odmawiając odpowiedzi na pytanie: czy przed publikacją rozmawiałem z Markiem Falentą na temat tych materiałów (…) Oprócz znajomości dziennikarskiej z Markiem Falentą zwyczajowo składamy sobie, czy to SMS-em, czy w innej formie, na przykład życzenia świąteczne” — zeznał pracownik TV Republika w pierwszym śledztwie dotyczącym afery podsłuchowej.

W swojej książce „Jak rozpętałem aferę taśmową” Nisztor opisał też rozmowy z osobami, które miały dostęp do nagrań. Pojawia się w nich wątek prywatnego detektywa i taśmy, która miała dotyczyć Donalda Tuska i jego wiedzy o Amber Gold. Według rozmówców Nisztora nagranie miało także dotyczyć syna byłego premiera.

Piotr Nisztor

PAP/Wojtek Jargiło / PAP

Piotr Nisztor

Z rozmowy Piotra Nisztora z jego informatorami wynikało, że pewien prywatny detektyw miał wejść w posiadanie nagrania z podsłuchów, co pozwoliło mu na uniknięcie problemów prawnych. Nie pada tam żadne nazwisko.

Śledztwo w sprawie ujawnienia nagrań trwa

Jeszcze przed zamknięciem śledztwa w sprawie nielegalnego udostępniania taśm prokuratura wyłączyła do osobnego postępowania wątek publikacji fragmentów nagrań przez TV Republika, TVP i „Do Rzeczy”. Śledztwo umorzono w 2024 r. z powodu „znikomej społecznej szkodliwości”. Pełnomocnicy pokrzywdzonych złożyli jednak zażalenie, a w 2025 r. sąd nakazał je kontynuować.

— Sąd zlecił przede wszystkim uzupełniające przesłuchanie świadków. Obecnie postępowanie pozostaje w toku — przekazuje nam prokurator Remigiusz Krynke z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Jak ustaliliśmy, niedawno w charakterze świadka przesłuchano Krzysztofa S.

Osobno prokuratura prowadzi też postępowanie dotyczące Norberta P., któremu detektyw S. udostępnił kilkanaście taśm. Część z nich mężczyzna miał zniszczyć, a pozostałe przekazać CBA. Śledztwo jest zawieszone, ponieważ nie udało się ustalić miejsca pobytu jednego ze świadków.

— W przypadku ustalenia miejsca pobytu świadka i wykonania czynności procesowych z jego udziałem postępowanie zostanie podjęte — mówi prokurator Karolina Staros, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Cezary Gmyz: nie przekazywałem materiałów CBA

W rozmowie z Onetem Cezary Gmyz potwierdza, że został zwolniony z tajemnicy dziennikarskiej przez Marka Falentę na okoliczność ujawnienia swojego źródła. Nie zgadza się jednak ze stwierdzeniem biznesmena, że razem z Piotrem Nisztorem byli „zaufanymi dziennikarzami” CBA.

— To jest oczywiście bzdura. Nie jestem żadnym zaufanym dziennikarzem CBA. Wszystkie moje kontakty z CBA odbywały się za pośrednictwem biura prasowego. W tamtym czasie nie odbywałem żadnych tajnych, nieoficjalnych spotkań z CBA. Wszystko, co się działo, odbywało się za wiedzą redakcji i w sposób oficjalny — mówi nam Cezary Gmyz.

Gmyz przekonuje, że „osobiście nie przekazywał” żadnych materiałów CBA. Na pytanie, co się stało z zaszyfrowanym dyskiem, który otrzymał od Marka Falenty, odpowiada: — To zahacza o tajemnicę dziennikarską. Nie mogę tego powiedzieć.

Przyznaje też, że słyszał o detektywie Krzysztofie S., ale nie pamięta, aby kiedykolwiek miał z nim kontakt. — Może się na niego kiedyś gdzieś natknąłem, ale nie przypominam sobie, żebym z takim człowiekiem rozmawiał — zapewnia Gmyz.