
Autor: Kacper Paterski/fcthun.ch | Opis: Szwajcarzy mają swoje atuty, ale są absolutnie w zasięgu mistrza Polski
Wyraźna zmiana po historycznym sukcesie
FC Thun ma za sobą wyjątkową drogę do europejskich pucharów. Ostatni raz klub próbował zaistnieć na Starym Kontynencie w 2019 roku, rywalizując w el. Ligi Europy ze Spartakiem Moskwa. Mimo zaciętej rywalizacji, przygoda na arenie międzynarodowej zakończyła się już po tym dwumeczu, a drużyna kilka miesięcy później spadła ze szwajcarskiej Super League. Powróciła dopiero przed rozpoczęciem ubiegłego sezonu, a następnie w roli beniaminka wywalczyła pierwsze mistrzostwo kraju w historii.
Teraz klub musi jednak radzić sobie w zupełnie nowych warunkach. Po sensacyjnym sukcesie zmienił się trener. Mauro Lustrinelli, który poprowadził FC Thun do mistrzostwa, odszedł do Unionu Berlin. Jego miejsce zajął Gian-Luca Privitelli, który w przeszłości pracował już w klubowej akademii. Oprócz tego w swoim CV ma m.in. pobyt w akademii FC Basel, a w ostatnich latach prowadził reprezentację Szwajcarii U-20. Władze klubu podkreślały, że nie jest to przypadkowy wybór.
– Znaleźliśmy naszego absolutnie upragnionego kandydata, aby kontynuować ścieżkę, którą konsekwentnie podążaliśmy. Gian-Luca potrafi doskonale rozwijać młodych piłkarzy, preferuje ofensywny i intensywny futbol, a do tego zna już nasze struktury i metody pracy – mówił o nim dyrektor sportowy FC Thun, Dominik Albrecht.
Sam szkoleniowiec zaznaczał też, że chce kontynuować to, co było jednym z fundamentów sukcesu z poprzedniego sezonu – wysoką intensywność i ciągłe dążenie do rozwoju.
Mocne strony najbliższego rywala Lecha Poznań
Intensywność i dynamika w fazach przejściowych to jeden z charakterystycznych elementów w grze Szwajcarów. FC Thun nie jest zespołem, który potrzebuje długo utrzymywać się przy piłce. Po odbiorze starają się błyskawicznie przenosić grę z jednej strony na drugą, chętnie wykorzystując bocznych obrońców do stworzenia przewagi.
Doskonale widać było to w rewanżowym spotkaniu III rundy el. Ligi Europy z Vikingurem Reykjavik, gdy mieli zaledwie 43 proc. posiadania piłki, ale mimo to oddali 10 strzałów na bramkę, a przy tym dwukrotnie częściej wchodzili w pole karne Islandczyków.
Warto też wspomnieć o systemie, w jakim grają Szwajcarzy. To pozornie klasyczna formacja 1-4-4-2, ale w fazie ofensywnej boczni obrońcy umacniają skrzydła, a zadaniem napastników nie jest tylko finalizacja, ale też ściąganie na siebie uwagi obrońców rywala, by uwalniać miejsce dla zbiegających do środka skrzydłowych.
Ważnym elementem są stałe fragmenty gry i tu Lech musi szczególnie uważać – FC Thun potrafi dość dobrze wykorzystać warunki fizyczne swoich zawodników. Mistrzowie Polski muszą pilnować zarówno bezpośrednich dośrodkowań w pole karne oraz drugich piłek, po których rywal może spróbować kończyć akcję z dystansu.
Tych zawodników nie można zlekceważyć
Latem drużynę opuściło wielu kluczowych zawodników. Najlepszy strzelec drużyny Elmin Rastoder został sprzedany do Panathinaikosu Ateny. Środkowy pomocnik Franz-Ethan Meichtry za 4 mln euro trafił do FC Genoi, a doświadczony Leonardo Bertone został nowym piłkarzem FC Luzern. W ataku nie ma już także Christophera Ibayi’ego, choć ten odszedł chwilę temu po tym, jak drużyna pożegnała się z el. Ligi Mistrzów. Można wymienić w tym gronie też Mathiasa Tomasa, Dominika Franke, czy Vasilije Janjicicia. Czy to oznacza, że Lech nie ma się kogo obawiać? Niezupełnie.
W tym momencie największym atutem zespołu jest 30-letni napastnik Brighton Labeau – zdobywca pięciu goli w tym sezonie. Na pewno nie jest to „dziewiątka” czekająca na podanie w pole karne. Reprezentant Martyniki potrafi zejść niżej po piłkę, pomóc w bocznym sektorze, zaatakować wolną przestrzeń, no a przy tym dysponuje dobrymi warunkami fizycznymi.
Drugim nazwiskiem wartym zapamiętania jest Fabio Fehr – prawy obrońca, który stylem gry przypomina Joela Pereirę. To zawodnik, który aktywnie uczestniczy w grze do przodu. Świadczą też o tym jego statystyki z ubiegłych sezonów: gol i 9 asyst w sezonie 2024/25 oraz 2 gole i 7 asyst w sezonie 2025/26. W obecnej kampanii ma już na koncie trafienie w rewanżu z Vikingurem, a także trzy asysty w poprzednich spotkaniach europejskich pucharów.
Sztab szkoleniowy Lecha powinien mieć na uwadze także Nilsa Reichmutha, występującego w środkowej strefie boiska. Pomocnik urodził się w Szwajcarii, ale reprezentuje Chile. Pierwsze poważne kroki w seniorskiej piłce stawiał w barwach FC Zurich, a piłkarzem FC Thun został przed sezonem zakończonym awansem do elity. W meczu z Vikingurem Reyjkavik zanotował dwie asysty i zdecydowanie nie warto zostawiać mu miejsca przodem do bramki. Reichmuth dużo widzi i potrafi zagrać prostopadłą piłkę pomiędzy liniami, napędzając akcję.
Trudny początek sezonu w wykonaniu mistrza Szwajcarii
Po trzech kolejkach nowego sezonu FC Thun ma zaledwie trzy punkty w ligowej tabeli i bilans bramkowy na wyraźnym minusie (-6). Na inaugurację wygrali z FC Luzern 3:1, ale potem spotkali się z krajowymi pretendentami i… nie było lekko. Przegrana aż 0:6 z Young Boys Berno, a następnie mecz z FC Basel i wynik 2:4.
To jest ważny punkt odniesienia, gdyż na tę chwilę wyniki na krajowym podwórku potwierdzają, że poprzedni sezon był niespodzianką, a będzie bardzo trudno go powtórzyć. Tym bardziej, że FC Thun ma zapewniony udział w fazie ligowej Ligi Konferencji i grę w Europie będzie godzić z ligą przynajmniej do grudnia.
fot. Google / aktualna tabela rozgrywek Swiss Super League w sezonie 2026/27
Tak Lech powinien podejść do tego meczu
Szwajcarzy płynnie przechodzą do ataku po odbiorze, bazują na dużej intensywności, ale… to też może ich zgubić. Naturalną konsekwencją ich stylu gry jest to, że zostawiają sporo przestrzeni za sobą, co wydaje się być wodą na młyn dla Kolejorza. W ataku pozycyjnym Lechowi w żaden sposób nie pomogą bezmyślne dośrodkowania w pole karne. Podopieczni trenera Nielsa Frederiksena muszą spróbować rozciągnąć defensywę FC Thun, cierpliwie przesuwać ich blok defensywny, jednocześnie minimalizując ryzyko strat.
Jeżeli Lech będzie potrafił zmusić Szwajcarów do długiego biegania bez piłki, w drugiej połowie może mieć z tego dużo korzyści. Szwajcarzy nie przyjeżdżają do stolicy Wielkopolski na pełnej świeżości, bo to zespół, który od początku sezonu gra wszystko, bez przekładania spotkań. Ostatni mecz w Pucharze Szwajcarii rozgrywany w niedzielę był już ósmym w ciągu czterech tygodni.
Mistrzowie Polski na papierze są faworytem tego meczu, ale drużyny prowadzonej przez Gian-Lucę Privitelliego nie należy lekceważyć. Dla Lecha ważne będzie wypracowanie zaliczki, która pozwoli spokojnie podejść do meczu rewanżowego. Pierwszy krok w kierunku Ligi Europy niebiesko-biali postawią już w ten czwartek, 20 sierpnia o godz. 19.
Od dziecka zakochany w wielu dyscyplinach sportu. Najlepiej odnajduje się na piłkarskim boisku i przed tarczą do darta. Zimą z zapartym tchem śledzi poczynania skoczków narciarskich. Z portalem „Sportowy Poznań” związany od początku 2026 roku. W przeszłości publikował na łamach Wirtualnej Polski oraz „Głosu Wielkopolskiego”.
