Przypomnijmy, że GKM w pewnym momencie był nawet liderem tabeli i słusznie był określany obok Fogo Unii Leszno największą rewelacją rozgrywek. Mówiło się, że świetna forma obu tych ekip może sprawić, że o medale nie pojedzie któryś z potentatów z Torunia, Wrocławia czy Lublina. Taki scenariusz nadal jest możliwy.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Podopieczni Roberta Kościechy zaczęli sezon od wpadki, bo tylko zremisowali na własnym torze z Gezet Stalą Gorzów, ale potem potrafili pokonać na wyjeździe Stelmet Falubaz Zielona Góra i u siebie Betard Spartę Wrocław. Grudziądzanie mocno też postawili się mistrzom Polski z Torunia na jego terenie, przegrywając zaledwie sześcioma punktami.
Zobacz także: Pełna mobilizacja w Lublinie. „Nic innego nam nie pozostało”
Potem doszły dwie domowe wygrane — z Fogo Unią Leszno i planowana z Krono-Plast Włókniarzem Częstochowa. Apogeum formy nastąpiło pod koniec maja, gdy GKM sensacyjnie zwyciężył na wyjeździe Motor Lublin. W połowie czerwca udało się natomiast rozgromić u siebie Falubaz. I od tamtej pory nastąpił przestój, który de facto trwa do dzisiaj, bo trudno mówić o przełamaniu po wygranej w Częstochowie.
Kto kogo zweryfikuje?
Grudziądzanie wcześniej wysoko przegrali w Gorzowie i we Wrocławiu, będąc dodatkowo stłamszonymi przy Hallera z Apatorem. Złej passy nie udało się też przerwać w Lesznie, a dopiero pod Jasną Górą. Kościecha wierzy, że będzie to punkt zwrotny dla jego zespołu.
— Zrobiliśmy pierwszy z dwóch kroków i to ten łatwiejszy. Wygrany mecz jest najlepszym psychologiem. Nabraliśmy wiatru w żagle, dostaliśmy jeszcze jedną szansę i chcemy to wykorzystać. Odcinamy grubą linią przeszłość i chcemy być tym zespołem, którym byliśmy na początku sezonu — przyznał, cytowany przez „Gazetę Pomorską”.
Zobacz także: „Motor Lublin to przeszłość”. Ostre słowa byłego menedżera
Tak naprawdę dopiero bezpośrednia konfrontacja z Motorem odpowie na pytanie, czy GKM faktycznie odzyskał blask z pierwszej części sezonu, czy jednak triumf w Częstochowie niczego nie zmienił. Wydaje się, że nadzieją „Gołębi” na awans do play-off jest… równie kiepska forma „Koziołków”, którzy na własne życzenie zostali uwikłani w walkę o „czwórkę”. Komuś z tej dwójki będzie dane wykorzystać tę jeszcze jedną, ostatnią szansę.