„Odrzutowy bezzałogowy statek powietrzny przelatuje nad obwodem tarnopolskim w kierunku Dubna” — napisały 18 sierpnia ukraińskie siły powietrzne, które na bieżąco informują o ruchach rosyjskich dronów. Oznacza to, że rosyjska maszyna mogła znajdować się w odległości mniejszej niż 150 km od Polski.
„Przegrywamy”. Nawet Rosjanie szykują się na najgorsze. „Wszyscy gromadzą zapasy”
Wojsko nie ujawniło, o jaką konstrukcję chodziło, ukraińskie media wskazują z kolei np. na drona Geran-5, który w porównaniu do drona Szahid „bardziej przypomina już pocisk manewrujący” i dysponuje zasięgiem ok. 950 km, poruszając się z prędkością dochodzącą do 600 km na godz.
Czy Polska ma się czego bać?
Jak zauważa analiza serwisu Defence Express, taki zasięg drona oznacza, że w jego zasięgu znajduje się Polska, Rumunia czy Litwa — co widzimy na poniższej mapce — przy założeniu, że porusza się on w linii prostej.

Służba Wywiadowcza Ukrainy
Zasięg drona Geran-5
Czy Polska może zatem obawiać się, że odrzutowy Garen-5 przypadkowo naruszy naszą przestrzeń powietrzną? Wydaje się, że przynajmniej na razie możemy spać spokojnie.
„Przy locie w linii prostej dron jest dosyć łatwym celem dla ukraińskiej obrony przeciwlotniczej, bo nie będzie poruszał się na małej wysokości. Zasięg dronów Geran-4 i Geran-5 należy traktować więc jedynie jako wartość maksymalną, a rzeczywisty zasięg rażenia należy zmniejszyć od 30 do 50 proc. Takie środki rażenia poruszają się bowiem po skomplikowanym kursie, wykorzystując ukształtowanie terenu i omijając obszary, w których mamy do czynienia z koncentracją obrony przeciwlotniczej” — analizuje Defence Express.