Praca Papszuna w Legii Warszawa nie do końca pasuje do jego stylu znanego z Rakowa Częstochowa. W stolicy zaczął zdecydowanie chętniej stawiać na młodych zawodników. Nie może jednak liczyć na ogromne wzmocnienia ze względu na niepewną sytuację finansową klubu. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoMarek Papszun mówi o transferach. Nie ma pewności
Przed meczem Ekstraklasy z Piastem Gliwice szkoleniowiec Wojskowych odniósł się do sytuacji na rynku. — Myślę, że pracują nad transferami, natomiast nasza sytuacja się nie zmieniła. Zmieniła się optyka patrzenia na Legię, ale nic się nie zmieniło od dwóch czy trzech miesięcy — mówi na konferencji prasowej Papszun cytowany przez serwis Legia.net.
Nie ukrywa jednak, że klub nie jest konkurencyjny w walce o zawodników, którzy znacząco wzmocniliby zespół. — Sytuacja jest taka sama, czyli trudna pod kątem ekonomicznym, więc nie wiem, czy coś się wydarzy i czy będzie jeszcze jakiś transfer. Na dzisiaj mogę powiedzieć, że o żadnym transferze przychodzącym w tej chwili nic nie wiem — dodaje szczerze szkoleniowiec.
Latem do Legii dołączyli Zoran Arsenić, Ivan Brkić, Robert Deziel Jr, Michal Sevcik, Łukasz Zjawiński i Jan Kuchta. Czeski napastnik zadebiutował w Ekstraklasie po wejściu z ławki w meczu z Radomiakiem. Trener nie ukrywa, że może postawić na niego wkrótce w pierwszym składzie.
— Przede wszystkim szybko zadebiutował, a to jest ważne. Trochę też oswoił się z naszą publicznością i z meczem u siebie. To jest istotne. Jest do dyspozycji. Wszyscy napastnicy są zdrowi, cała czwórka, którą bierzemy dzisiaj pod uwagę. Janek jest więc w rywalizacji — mówi Papszun przed sobotnim spotkaniem z Piastem Gliwice.
Wojskowi po czterech rozegranych spotkaniach są liderem Ekstraklasy z 10 punktami na koncie. Część zespołów ma jednak rozegrane jedno spotkanie mniej. — Nie mamy jeszcze takiego celu długoterminowego. Na pewno ten początek mamy bardzo dobry, bo w tej chwili mamy średnią 2,5 punktu na mecz. Nie chcielibyśmy zejść z tej średniej poniżej dwóch punktów w dłuższej perspektywie. Myślę, że powinien być to nasz cel, bo historycznie taki wynik daje walkę o najwyższe miejsca — deklaruje szkoleniowiec.