
Autor: Kacper Paterski | Opis: Trener Niels Frederiksen oczekuje, że jego zespół pokona w czwartkowy wieczór drużynę FC Thun
Yegbe i Agnero pomogą drużynie w meczu z FC Thun? „Tego dowiecie się jutro”
Lech Poznań w ostatnich miesiącach lepiej niż przed własną publicznością radził sobie na… wyjazdach. Mistrzowie Polski mają jednak świadomość, jak ważne będzie czwartkowe starcie przy Bułgarskiej, i jak dużą rolę mogą odegrać kibice. Niels Frederiksen przyznał, że pamięta wcześniejsze słabsze występy Kolejorza na własnym stadionie w europejskich pucharach, ale jednocześnie podkreślił, że jego zespół bardzo dobrze czuje się przed własną publicznością i jest gotowy podjąć wymagające wyzwanie, jakim będzie rywalizacja z FC Thun.
– Nie sądzę, żebyśmy mieli powody do obaw. Lubimy grać u siebie i mam nadzieję, że jutro na stadion przyjdzie wielu kibiców, bo będziemy potrzebowali ich wsparcia. Wiemy oczywiście, że czeka nas trudny mecz, ale jestem przekonany, że potrafimy dobrze zaprezentować się także na naszym stadionie. Zdaję sobie sprawę, że w europejskich pucharach mieliśmy tutaj kilka słabszych wyników, również w poprzednim sezonie. Pamiętamy też mecz z Aarhus, ale nie obawiam się tego. Jestem pewien, że jutro zagramy dobrze. Zmierzymy się z bardzo mocnym zespołem, ale sami również mamy dużo jakości i oczekuję, że wygramy ten mecz – przekonywał trener Lecha Poznań, Niels Frederiksen.
Jednym z najważniejszych tematów podczas konferencji prasowej była sytuacja Terry’ego Yegbe oraz Yannicka Agnero, którzy przez problemy proceduralne związane z uzyskaniem wiz ostatnie dni spędzili w Afryce. Obaj zawodnicy otrzymali już jednak niezbędne dokumenty i nic nie stoi na przeszkodzie, by mogli wystąpić w meczu z mistrzami Szwajcarii. Yegbe zameldował się w Poznaniu w środowy poranek i odbył indywidualny trening, natomiast Agnero miał pojawić się tego samego dnia po południu. Niels Frederiksen potwierdził, że zarówno ghański obrońca, jak i napastnik z Wybrzeża Kości Słoniowej znajdą się w kadrze meczowej na spotkanie z FC Thun, ale nie zdradził, w jakim wymiarze czasowym pojawią się na boisku.
– Terry Yegbe dołączył do nas dziś rano. Trenował już indywidualnie na boisku i to bardzo dobra wiadomość. Jeśli chodzi o Yannicka Agnero, nie widziałem go od dziesięciu dni, ale z tego co słyszałem, wszystko z nim w porządku. Odbędzie krótki trening i obaj znajdą się w kadrze na jutrzejszy mecz. Oczywiście można się zastanawiać, ile będą w stanie zagrać po dziesięciu dniach nieobecności, ale przynajmniej teoretycznie są już do naszej dyspozycji. Nie będę jednak zdradzał swoich planów dotyczących obsady pozycji napastnika. Tego dowiecie się jutro – odparł nieco enigmatycznie szkoleniowiec mistrzów Polski.
Choć Yegbe i Agnero przez ponad tydzień pozostawali poza drużyną, Lech zadbał o to, aby po powrocie byli oni w możliwie najlepszej dyspozycji fizycznej. Obaj zawodnicy realizowali indywidualne plany treningowe obejmujące między innymi przygotowanie motoryczne oraz pracę na siłowni. Niels Frederiksen przyznał, że taka sytuacja nie jest idealnym rozwiązaniem, ponieważ piłkarze tracą kontakt z zespołem i treningami z piłką, ale dzięki odpowiedniemu przygotowaniu powinni wrócić do drużyny w dobrej formie.
– Kiedy nasi zawodnicy przebywają poza zespołem, zawsze staramy się zapewnić im jak najlepsze warunki do utrzymania formy. Otrzymują indywidualne plany treningowe obejmujące bieganie, przygotowanie motoryczne i ćwiczenia na siłowni. Oczywiście nie trenują z piłką, ale pod względem fizycznym utrzymują odpowiedni poziom przygotowania. Pozostawaliśmy z nimi w stałym kontakcie i wiedzieliśmy, jak realizują swoje programy treningowe. To nie jest sytuacja idealna, jednak dzięki temu wracają do drużyny w możliwie najlepszej dyspozycji – powiedział Niels Frederiksen.
Niels Frederiksen pozostaje wierny swojemu systemowi gry. „Piłka nożna nie jest aż tak prosta”
W poprzedzającej czwartkowy mecz z FC Thun konferencji prasowej udział wziął również skrzydłowy Kolejorza, Daniel Hakans. Fin został zapytany o możliwość gry na pozycji środkowego napastnika. Przyznał on, że w przeszłości występował już jako zawodnik numer dziewięć i jeśli trener będzie go potrzebował właśnie w tej roli, jest gotowy podjąć takie wyzwanie.
– Tak, zdarzało mi się występować w przeszłości na pozycji numer „dziewięć”. Jeśli trener uzna, że potrzebuje mnie właśnie tam, mogę zagrać również jako napastnik – uśmiechnął się Daniel Hakans. Wtórował mu trener Frederiksen, który zauważył, że przecież Fin, zmieniając na wyspach Owczych Mikaela Ishaka, zagrał właśnie na „dziewiątce”, a dobry występ przypieczętował zdobyciem bramki.
Mecz z KI Klaksvik pokazał jednak, że Lech potrafi bardzo dobrze funkcjonować także bez nominalnego napastnika. W drugiej połowie rewanżowego spotkania mistrzowie Polski zdobyli aż cztery gole i zaprezentowali bardzo ofensywną, skuteczną grę. Taki występ mógł dać sztabowi szkoleniowemu dodatkowy wariant taktyczny, ale Niels Frederiksen stanowczo podkreślił, że nie zamierza traktować gry bez klasycznej dziewiątki jako podstawowego rozwiązania. Duńczyk zaznaczył, że w jego filozofii bardzo ważną rolę odgrywa silny środkowy napastnik, który potrafi utrzymać się przy piłce, grać tyłem do bramki i być obecny w polu karnym.
– To bardzo dobre pytanie, ale nie rozważam gry bez klasycznego napastnika jako naszego podstawowego rozwiązania. W naszym sposobie gry bardzo ważną rolę odgrywa silny środkowy napastnik, który jest obecny w polu karnym i gotowy do wykańczania akcji. Tak chcemy grać również w przyszłości. Oczywiście bardzo cieszy mnie, że w drugiej połowie meczu z Klaksvik zdobyliśmy cztery gole i były to naprawdę dobre bramki. Trzeba jednak uważać, by nie wyciągać z tego wniosku, że od teraz powinniśmy zawsze grać bez napastnika. Piłka nożna nie jest aż tak prosta. To dobrze, że zawodnicy potrafili poradzić sobie w takiej sytuacji i daje nam to dodatkowe możliwości, ale nie będzie to nasz plan A. Od czasu do czasu możemy skorzystać z takiego rozwiązania, jednak nie zamierzam opierać na nim naszej gry – stwierdził Duńczyk.
W spotkaniu na Wyspach Owczych Lech musiał radzić sobie nie tylko bez Yannicka Agnero, ale również Wojciecha Szymczaka, który kilka tygodni wcześniej został zgłoszony do rozgrywek Ekstraklasy. Młody napastnik nie pojechał jednak z powodu kontuzji, a problemów żołądkowych. Jak przekazał Niels Frederiksen, 18-latek od początku tygodnia normalnie trenował z zespołem i znajdzie się w kadrze meczowej na starcie z FC Thun. Niewykluczone więc, że młody napastnik otrzyma swoją szansę, debiutując tym samym w pierwszej drużynie Kolejorza.
– Nie, Wojtek nie jest kontuzjowany – trenował przez cały tydzień wraz z resztą zespołu i znajdzie się jutro w kadrze meczowej. W zeszłym tygodniu miał problemy żołądkowe, dlatego nie był częścią składu na Wyspach Owczych. Od poniedziałku jest jednak w pełnym treningu – przekazał Niels Frederiksen.
Jeszcze przed rewanżowym spotkaniem z KI Klaksvik Lech Poznań poinformował o kolejnym transferze. Piątym letnim wzmocnieniem zespołu został Gustav Berggren – szwedzki pomocnik doskonale znany polskim kibicom z występów w Rakowie Częstochowa, z którym zdobył mistrzostwo Polski. Niels Frederiksen nie ukrywał zadowolenia z pozyskania 28-latka, podkreślając jego wszechstronność, jakość w rozegraniu oraz ogromną intensywność w grze pressingiem. Duńczyk zaznaczył również, że Berggren jest gotowy do gry i może otrzymać szansę debiutu już w czwartkowy wieczór.
– Bardzo się cieszę, że Gustav Berggren do nas dołączył. Znam go bardzo dobrze z czasów, kiedy grał w Rakowie Częstochowa. Szczerze mówiąc, nie lubiłem grać przeciwko niemu, ponieważ uważam go za bardzo dobrego piłkarza. Świetnie operuje piłką, dobrze rozumie grę i bardzo intensywnie pracuje w pressingu. To zawodnik, który może występować w środku pola zarówno jako „szóstka”, jak i „ósemka”. Mamy już dobrych piłkarzy na tych pozycjach, ale przed nami bardzo dużo spotkań – niezależnie od tego, czy będziemy grać w Lidze Konferencji, czy, na co liczymy, w Lidze Europy. Potrzebujemy szerokiej kadry, a Gustav bardzo nam w tym pomoże. Jest w pełni gotowy do gry, ponieważ dziesięć-jedenaście dni temu rozegrał pełne 90 minut w barwach swojego poprzedniego zespołu – cieszył się duński szkoleniowiec.
Na ten element gry lechici będą zwrócić szczególną uwagę. „Thun jest pod tym względem bardzo groźne”
FC Thun to zespół, który zwłaszcza w poprzednim sezonie bardzo często imponował intensywnością w zakładaniu wysokiego pressingu. Taki sposób gry może sprawiać problemy przy wyprowadzaniu piłki, ale jednocześnie wiąże się z ryzykiem pozostawiania dużych przestrzeni za linią obrony. Lech Poznań jest świadomy charakterystyki szwajcarskiej drużyny i przygotował się zarówno na wariant z wysokim pressingiem przeciwnika, jak i na sytuację, w której FC Thun zdecyduje się bardziej cofnąć i szukać swoich szans w kontratakach. Niels Frederiksen przyznał jednak, że spodziewa się przede wszystkim ofensywnego podejścia ze strony rywala.
– Spodziewamy się zespołu, który bardzo agresywnie pressuje i często kryje rywali indywidualnie. Przygotowaliśmy się właśnie na taki sposób gry. Oczywiście nie mogę wykluczyć, że przeciwnik zdecyduje się cofnąć i bronić w niższym ustawieniu, ale nie jest to coś, co zazwyczaj robi. Jesteśmy przygotowani na oba scenariusze. To drużyna, która w poprzednim sezonie często wysoko naciskała rywali, zostawiając przy tym więcej przestrzeni za swoimi plecami. Wiemy, jak gra FC Thun, ale jesteśmy gotowi zarówno na ich wysoki pressing, jak i na bardziej defensywne ustawienie – przekonywał Niels Frederiksen.
Lech Poznań zwrócił również szczególną uwagę na stałe fragmenty gry wykonywane przez FC Thun. Szwajcarzy pokazali w poprzednich spotkaniach, że potrafią być niezwykle groźni w tym elemencie – w niedawnym meczu z Vikingurem Reykjavik zdobyli w ten sposób dwie z trzech bramek. Niels Frederiksen podkreślił, że właśnie stałe fragmenty były jednym z głównych punktów przygotowań jego zespołu do rywalizacji z mistrzem Szwajcarii. Duńczyk zaznaczył, że choć FC Thun nie jest zespołem szczególnie wysokim, bardzo dobrze wykorzystuje swoje stałe fragmenty i Lech będzie musiał zachować w tych sytuacjach maksymalną koncentrację.
– Stałe fragmenty gry były jednym z naszych głównych punktów przygotowań. Widzimy, że FC Thun jest w tym elemencie bardzo groźne. Mimo że nie jest to zespół szczególnie wysoki, bardzo dobrze wykonuje stałe fragmenty. Przeanalizowaliśmy to dokładnie, oglądaliśmy materiały wideo i pracowaliśmy nad tym na treningach – docenił klasę swoich czwartkowych rywali trener Lecha Poznań.
Wielki fan futbolu, wokół którego kręci się całe jego życie. Wybierze mecz Ekstraklasy nawet kosztem El Clasico. Na łamach portalu Sportowy-Poznan.pl od października 2024 roku pisze głównie o Warcie i Lechu.
