Gdyby Polska przyjęła euro, nasza gospodarka byłaby bardziej podatna na silne wahania PKB, gorzej poradziłaby sobie podczas pandemii COVID-19, a późniejsza odbudowa byłaby słabsza. Własny kurs złotego i niezależna polityka monetarna okazały się w ostatnich kilkunastu latach ważnymi mechanizmami stabilizującymi polską gospodarkę. Przedstawiamy wyniki badań.

Badanie Brzozy-Brzeziny, Galińskiego i Makarskiego wskazuje, że przyjęcie euro zwiększyłoby niestabilność polskiego PKB i osłabiło odporność gospodarki na kryzysy.Gdyby Polska przyjęła euro w 2010 roku, zmienność PKB wzrosłaby z 1,9% do 3% w preferowanym przez autorów modelu behawioralnym, a w modelu racjonalnych oczekiwań do 3,5%.Największe koszty wspólnej waluty ujawniałyby się podczas silnych szoków – przede wszystkim pandemii COVID-19 oraz zaburzeń po rosyjskiej inwazji na Ukrainę.Podczas globalnego kryzysu finansowego osłabienie złotego poprawiło konkurencyjność polskich produktów i według modelu było jednym z najważniejszych czynników chroniących Polskę przed spadkiem produkcji.Po pandemii deprecjacja złotego oraz niezależna polityka NBP wspierały odbudowę gospodarki. Po wejściu do strefy euro Polska utraciłaby oba te instrumenty.Bardzo duże znaczenie miałby kurs, przy którym Polska weszłaby do strefy euro. Przy przewartościowanym złotym gospodarka doświadczyłaby głębokiego i długotrwałego spadku produkcji oraz deflacji.Wejście do strefy euro z niedowartościowanym złotym przyniosłoby początkowo wyższy eksport i wzrost PKB, ale przewaga stopniowo zanikałaby wraz ze wzrostem inflacji i realną aprecjacją.Polityka fiskalna mogłaby częściowo zastępować krajową politykę pieniężną, ale nie w pełni. Przy aktywnych działaniach rządu zmienność PKB spadałaby z 3% do 2,5%, nadal pozostając powyżej 1,9% obserwowanego przy złotym.Ekonomiści zbudowali model Polski w strefie euro

Takie wnioski płyną z nowego badania Michała Brzozy-Brzeziny, Pawła R. Galińskiego i Krzysztofa Makarskiego, którzy przeprowadzili kontrfaktyczne symulacje wejścia Polski do strefy euro. Badanie Monetary Integration under Household Heterogeneity and Bounded Rationality powstało przy udziale ekonomistów Narodowego Banku Polskiego i nadal ma status pracy w toku. Autorzy podkreślają, że prezentowane poglądy nie stanowią oficjalnego stanowiska NBP. Nie jest to jednak prosta publicystyczna analiza korzyści i kosztów euro.

Ekonomiści stworzyli model polskiej gospodarki i strefy euro, oszacowali go na danych z lat 2000-2024, a następnie zadali pytanie: co wydarzyłoby się z polskim PKB, inflacją i konkurencyjnością, gdyby Polska w przeszłości zrezygnowała ze złotego i przyjęła euro? Wynik jest wyraźny. W warunkach historycznych przyjęcie euro znacząco zwiększyłoby negatywną zmienność polskiej produkcji, chociaż jednocześnie ograniczyłoby zmienność inflacji. Największe koszty ujawniałyby się w okresach największych kryzysów. Szczególnie dotyczy to pandemii COVID-19 oraz okresu po pełnoskalowej rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

Zobacz także: Duże zmiany w podatkach. Ryczałt 17%, wyższy próg PIT i nowy fiskus

Autorzy zastosowali dwukrajowy, nowokeynesowski model gospodarki otwartej. Jedną gospodarką jest Polska, drugą strefa euro. W dużym uproszczeniu model próbuje odtworzyć sposób, w jaki gospodarstwa domowe, przedsiębiorstwa, rząd i bank centralny reagują na zmiany stóp procentowych, inflacji, popytu, produktywności, kosztów produkcji czy kursu walutowego. Autorzy uwzględnili również dwa typy gospodarstw domowych.

Pierwsze mogą oszczędzać, inwestować i przenosić konsumpcję w czasie. Drugie to gospodarstwa określane jako hand-to-mouth, czyli w praktyce wydające na bieżąco większość uzyskiwanych dochodów. Założono, że pierwsza grupa stanowi około 80% gospodarstw, a druga 20%. Model został dostosowany do rzeczywistych danych obejmujących okres od pierwszego kwartału 2000 roku do końca 2024 roku. Daje to 100 kwartalnych obserwacji. Dla Polski oraz strefy euro wykorzystano dane dotyczące: PKB, konsumpcji prywatnej, wydatków publicznych, inflacji HICP, krótkoterminowych stóp procentowych, inwestycji, płac realnych.

Autorzy uwzględniają to, że ludzie nie zawsze zachowują się idealnie racjonalnie

Do tego dodano realny kurs walutowy między Polską a strefą euro. Większość danych pochodzi z Eurostatu. Parametry modelu zostały oszacowane metodami bayesowskimi. Autorzy uwzględnili również 15 rodzajów szoków gospodarczych, między innymi zmiany produktywności, polityki pieniężnej, wydatków państwa, inwestycji, marż cenowych i płacowych oraz premii za ryzyko. Model został oszacowany w programie Dynare, przy wykorzystaniu dwóch łańcuchów po 400 tys. losowań algorytmu Metropolisa-Hastingsa.

Brzmi skomplikowanie, ale cel jest stosunkowo prosty. Ekonomiści próbują odtworzyć polską gospodarkę na tyle dobrze, aby następnie zmienić jedną fundamentalną rzecz, czyli odebrać Polsce własną stopę procentową oraz płynny kurs złotego i sprawdzić, jak gospodarka zachowywałaby się wtedy wobec tych samych szoków, które wydarzyły się w rzeczywistości. W badaniu wykorzystano dwa warianty modelu.

Zobacz także: Inwestycje w Niemczech na minusie pierwszy raz od zjednoczenia. Polska zaskakuje

Pierwszy zakłada klasyczne racjonalne oczekiwania. Gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa poprawnie uwzględniają przyszłe konsekwencje swoich decyzji i polityki gospodarczej. Drugi, preferowany przez autorów, wykorzystuje oczekiwania behawioralne. Zakłada, że ludzie nie analizują całej przyszłości w sposób idealny, nie posiadają pełnej informacji i przywiązują większą wagę do sytuacji bieżącej.

Ten drugi wariant znacznie lepiej pasuje do rzeczywistych danych. W zastosowanym przez autorów teście bayesowskim przewaga modelu behawioralnego nad klasycznym była bardzo wyraźna. Dlatego właśnie na nim opiera się przede wszystkim interpretacja wyników. Ma to znaczenie także dla oceny euro. Klasyczne modele zakładające bardzo racjonalne zachowania podmiotów wskazują jeszcze większe koszty utraty własnej polityki pieniężnej. W modelu behawioralnym są one mniejsze, ale podstawowy rezultat się nie zmienia. Przyjęcie euro destabilizuje polski PKB.

Złoty chronił polską gospodarkę przed kryzysami

Jednym z najważniejszych elementów badania jest analiza tego, jak polska gospodarka rzeczywiście reagowała na wcześniejsze kryzysy. Podczas globalnego kryzysu finansowego w latach 2008-2009 złoty gwałtownie się osłabił. W modelu autorów nie jest to traktowane wyłącznie jako problem. Deprecjacja waluty poprawiła konkurencyjność polskich produktów, towary wytwarzane w Polsce stały się relatywnie tańsze wobec produktów zagranicznych.

Zobacz także: Polacy coraz rzadziej chcą zakładać firmy. Zainteresowanie mocno spadło

Według przeprowadzonej dekompozycji właśnie zmiana kursu była jednym z najważniejszych mechanizmów, które ochroniły polską gospodarkę przed spadkiem produkcji. Autorzy stwierdzają, że deprecjacja złotego odegrała kluczową rolę stabilizującą i pomogła uchronić Polskę przed kontrakcją podczas globalnego kryzysu finansowego. Podobny mechanizm pojawił się ponownie podczas pandemii oraz późniejszych turbulencji związanych między innymi z wojną na Ukrainie i wzrostem cen surowców.

Tym razem oprócz kursu bardzo ważna była także polityka Narodowego Banku Polskiego. Obniżenie stóp procentowych oraz osłabienie złotego wspierały popyt i aktywność gospodarczą. Według autorów silna odbudowa polskiej gospodarki była wspierana zarówno przez deprecjację złotego, jak i łagodną krajową politykę monetarną. Po przyjęciu euro oba instrumenty byłyby w dużej mierze niedostępne. Stopy procentowe ustalałby Europejski Bank Centralny dla całej strefy euro, a złoty przestałby istnieć.

Co gdyby Polska przyjęła euro w 2010 roku?

Najważniejsza symulacja autorów zakłada przyjęcie przez Polskę euro w pierwszym kwartale 2010 roku. Od tego momentu ekonomiści zestawiają rzeczywistą historię polskiej gospodarki ze ścieżką, która według modelu wystąpiłaby, gdyby Polska była już członkiem strefy euro. Różnice w spokojniejszych latach nie zawsze są duże. W niektórych okresach między 2012 a 2019 rokiem polski PKB mógłby być nawet wyższy w scenariuszu euro. Wynika to między innymi z odmiennych zmian realnego kursu walutowego i większego wpływu części dodatnich szoków na gospodarkę. Ceną byłaby jednak wyższa inflacja.

Zobacz także: Ceny Paliwa Niżej nie dla branży transportowej? Przewoźnicy nie zaoszczędzą

Wykres 1. Rzeczywista i kontrfaktyczna ścieżka PKB, inflacji i realnego kursu walutowego Polski przy założeniu przyjęcia euro w 2010 r.

Wykres 1. Rzeczywista i kontrfaktyczna ścieżka PKB, inflacji i realnego kursu walutowego Polski przy założeniu przyjęcia euro w 2010 r.Źródło: M. Brzoza-Brzezina, P.R. Galiński, K. Makarski, Monetary Integration under Household Heterogeneity and Bounded Rationality.

Warto wspomnieć, że częstym argumentem za przyjęciem euro, jest właśnie niższe tempo wzrostu cen, co tu nie ma miejsca w pierwszych latach po przyjęciu. Jednak obraz zmienia się wraz z nadejściem dużych kryzysów. Po wybuchu pandemii kontrfaktyczny PKB Polski spada w modelu dużo głębiej niż na rzeczywistej ścieżce. Jeszcze wyraźniej widać różnicę w wariancie opartym na racjonalnych oczekiwaniach. Powód jest prosty. W rzeczywistości NBP mógł szybko obniżyć stopy procentowe, a złoty mógł się osłabić.

W Polsce należącej do strefy euro krajowy bank centralny nie mógłby prowadzić własnej polityki monetarnej, a kurs wobec państw strefy euro byłby nieodwracalnie ustalony. Autorzy piszą wprost, że brak popandemicznej deprecjacji oznaczałby wolniejszą odbudowę gospodarki. W późniejszej części symulacji widać kolejne bardzo silne pogorszenie aktywności w okresie globalnego szoku podażowego i pełnoskalowej wojny na Ukrainie. Badanie pokazuje, że koszt rezygnacji ze złotego byłby szczególnie wysoki właśnie wtedy, gdy polska gospodarka potrzebowałaby własnych instrumentów stabilizacyjnych.

Wahania PKB byłyby znacznie większe

Autorzy nie ograniczają się do wykresu. Obliczają również zmienność gospodarki. W rzeczywistych warunkach odchylenie standardowe PKB wyniosło 1,9%. Gdyby Polska przyjęła euro w 2010 roku, w modelu behawioralnym wzrosłoby ono do 3%. W klasycznym modelu racjonalnych oczekiwań byłoby jeszcze większe 3,5%. Czyli polska gospodarka stałaby się znacznie bardziej podatna na wahania produkcji. W okresach dobrej koniunktury część pozytywnych szoków mogłaby działać mocniej, ale podczas poważnych kryzysów spadki aktywności byłyby znacząco większe, a odbudowa trudniejsza.

Dodatkowo początkowy wzrost PKB może być tłumaczony niskimim stopami procentowymi po przyjęciu euro, czyli większa akcją kredytową, która dodatkowo mogłaby destabilizować sytuację rynkową tak jak miało to miejsce w Hiszpanii czy Grecji. To właśnie jest jeden z najważniejszych wniosków całego badania. Euro nie zapewniłoby Polsce większej stabilności realnej gospodarki. Byłoby odwrotnie, produkcja stałaby się bardziej niestabilna. Nie wszystkie wyniki są negatywne. W przypadku inflacji autorzy otrzymują przeciwny rezultat. Jej historyczna zmienność wynosi w badaniu 4,8%, podczas gdy po hipotetycznym przyjęciu euro spadłaby do 3,5% w modelu behawioralnym i 3,2% w wariancie racjonalnych oczekiwań.

Zobacz także: Tak wyglądałoby PKB Ukrainy bez wojny. Wynik dla Polski zaskakuje [RAPORT OG]

Przyczyna wynika bezpośrednio z kursu. Przy złotym osłabienie waluty podnosi ceny importowanych produktów. Polska korzysta wówczas pod względem konkurencyjności i aktywności gospodarczej, ale częścią kosztu jest wyższa presja inflacyjna. Po wejściu do euro nominalny kurs wobec strefy euro przestałby się zmieniać. Stabilizowałoby to ceny importu i ograniczało część wahań inflacji. Autorzy pokazują więc wyraźną wymianę korzyści i kosztów. Warto jednak zaznaczyć, że wzrost cen produktów importowanych często przekłada się na presję do rozbudowania własnych, krajowych, mocy produkcyjnych. Jak miało to miejsce m.in. w Japonii czy obecnie Chinach.

Własna waluta stabilizuje PKB, ale zwiększa zmienność inflacji, euro stabilizuje inflację, ale zwiększa zmienność PKB. Szczególnie dobrze widać to po pandemii. Rzeczywiste osłabienie złotego wspierało odbudowę produkcji, ale podnosiło ceny importu. W scenariuszu euro nie dochodziłoby do takiego osłabienia waluty. Realny kurs bardziej by się umacniał, co ograniczałoby wzrost cen, ale jednocześnie pogarszało konkurencyjność polskiej gospodarki.

Kurs wejścia do euro może zdecydować o całych latach wzrostu

Jednym z najbardziej interesujących wyników jest znaczenie kursu, przy którym kraj przystępuje do unii walutowej. Autorzy przeprowadzili dodatkowe symulacje dla okresu globalnego kryzysu finansowego. W krótkim okresie złoty przeszedł wtedy od silnego przewartościowania do silnego niedowartościowania. Pozwala to pokazać dwa zupełnie odmienne scenariusze. Jeżeli Polska weszłaby do strefy euro z przewartościowanym złotym, niekorzystny kurs zostałby w praktyce zamrożony.

Polska produkcja byłaby zbyt droga wobec zagranicy, eksport traciłby konkurencyjność, a kurs nominalny nie mógłby się już osłabić. W symulacji prowadzi to do głębokiego i długotrwałego spadku produkcji. Ponieważ kurs nie może się zmienić, odbudowanie konkurencyjności wymaga spadku krajowych cen. Gospodarka przechodzi więc przez kosztowny proces wewnętrznej dewaluacji, któremu towarzyszy deflacja. Autorzy opisują ten wynik bardzo jednoznacznie. Wejście do unii monetarnej z przewartościowaną walutą oznacza silny i trwały spadek produkcji oraz utrzymującą się deflację i spadek/utrzymanie płac.

Zobacz także: Polska gospodarka przyspieszyła. GUS podał najnowsze dane o PKB

Wykres 2. Hipotetyczne skutki przyjęcia euro przez Polskę w III kwartale 2008 r. przy przewartościowanym złotym

Odwrotna sytuacja występuje, gdy Polska wchodzi do strefy euro ze złotym mocno niedowartościowanym. Wtedy ustalenie korzystnego kursu powoduje natychmiastową poprawę konkurencyjności. Polskie towary są relatywnie tanie, eksport rośnie, a PKB znajduje się powyżej rzeczywistej ścieżki. Problem polega na tym, że przewaga nie jest trwała. Ponieważ kurs nominalny zostaje zamrożony, dostosowanie zaczyna odbywać się poprzez ceny.

Inflacja w Polsce jest wyższa niż w pozostałej części strefy euro, a realny kurs stopniowo się umacnia. Przewaga konkurencyjna zanika. W rezultacie początkowy boom wygasa, a produkcja wraca w kierunku rzeczywistej ścieżki. Autorzy podsumowują, że wejście z niedowartościowaną walutą daje krótkoterminowy wzrost PKB kosztem podwyższonej inflacji, ale z czasem korzyść znika. Oznacza to, że kurs wejścia do euro nie jest technicznym szczegółem. Może zdecydować, czy pierwsze lata po przyjęciu wspólnej waluty przyniosą krótkotrwały boom, czy głębokie załamanie.

Dlaczego złoty pomaga podczas kryzysu?

Mechanizm można wyjaśnić na prostym przykładzie. Załóżmy, że polska gospodarka zostaje uderzona negatywnym szokiem. Spada popyt, przedsiębiorstwa ograniczają produkcję, rośnie ryzyko recesji. Przy własnej walucie złoty może się osłabić. Dzięki temu polskie produkty stają się tańsze dla zagranicznych odbiorców, podczas gdy produkty importowane stają się droższe dla Polaków. Część popytu przesuwa się więc w kierunku krajowej produkcji. Eksport zyskuje, a import jest ograniczany.

Zobacz także: Finlandia w walce o dzietność. Czy ten pomysł ma szanse zadziałać w Polsce?

Wykres 3. Hipotetyczne skutki przyjęcia euro przez Polskę w I kwartale 2009 r. przy niedowartościowanym złotym

Wykres 3. Hipotetyczne skutki przyjęcia euro przez Polskę w I kwartale 2009 r. przy niedowartościowanym złotym

Realny kurs walutowy działa jak amortyzator. W strefie euro nominalnej deprecjacji wobec najważniejszych partnerów handlowych nie ma. Jeżeli Polska utraci konkurencyjność, jej odzyskanie musi następować poprzez wolniejszy wzrost cen i płac albo nawet ich spadek. A to jest proces znacznie wolniejszy i społecznie o wiele bardziej kosztowny i nieprzyjemny. Autorzy właśnie dlatego podkreślają znaczenie realnego kursu walutowego. To on w ich modelu w dużym stopniu decyduje o konkurencyjności eksportu i importu, a po przyjęciu euro odchylenia realnego kursu mogą utrzymywać się dłużej, ponieważ nie może ich szybko skorygować zmiana kursu nominalnego.

Czy polityka fiskalna mogłaby zastąpić NBP?

Po wejściu do strefy euro Polska nadal miałaby własny budżet. Teoretycznie rząd mógłby próbować stabilizować gospodarkę poprzez zwiększanie wydatków lub transferów podczas kryzysów. Autorzy sprawdzili także taki scenariusz. Aktywna polityka fiskalna rzeczywiście pomaga. Zmienność PKB spada z 3% do 2,5% zarówno przy wykorzystaniu wydatków publicznych, jak i transferów. To jednak nadal więcej niż 1,9% obserwowane przy własnej polityce monetarnej i płynnym kursie walutowym.

Co więcej, potrzebna reakcja fiskalna byłaby kosztowna. W wybranych okresach dodatkowe zmiany wydatków lub transferów sięgałyby 2-3% PKB. Szczególnie problematyczny okazał się wariant transferów kierowanych do gospodarstw wydających praktycznie całe bieżące dochody. Zmienność ich konsumpcji rosła z 9,1 do aż 24,3%. Tutaj trzeba byłoby zaznaczyć, że prawdopodobnie bardziej agresywnie rosłoby zadłużenie publiczne, a będąc w strefie euro procedura nadmiernego deficytu byłaby bardziej respektowana przez Komisje Europejską wobec Polski, co za tym idzie nasza gospodarka musiałaby zostać ograniczona dla zbilansowania budżetowego.

Zobacz także: Ukraina traci młodych pracowników. Coraz więcej trafia do Polski

Wniosek autorów jest jednoznaczny. Przy realistycznych założeniach sama polityka fiskalna nie byłaby w stanie odtworzyć stabilności makroekonomicznej osiąganej dzięki własnej polityce pieniężnej. Badanie Brzozy-Brzeziny, Galińskiego i Makarskiego nie pokazuje, że w każdym roku po wejściu do strefy euro polski PKB musiałby być niższy. W spokojnej części lat 2010. pojawiają się nawet okresy, w których kontrfaktyczna produkcja przewyższa rzeczywistą. Najważniejszy wynik dotyczy jednak odporności gospodarki. Gdy pojawiają się duże asymetryczne szoki, Polska z euro radzi sobie wyraźnie gorzej. Więc w średnim i długim okresie euro jest niekorzystna w kontekscie tempa realnej konwergencji względem państw zachodnich.

Własny kurs walutowy pomagał amortyzować globalny kryzys finansowy. Własna polityka pieniężna i złoty pomagały później podczas pandemii oraz kolejnego okresu globalnych zaburzeń związanych z wojną, cenami surowców i szokami podażowymi. Bez tych instrumentów spadki produkcji byłyby głębsze, a odbudowa słabsza. W najbardziej podstawowym scenariuszu przyjęcia euro w 2010 roku zmienność polskiego PKB wzrosłaby z 1,9 do 3%. Inflacja stałaby się bardziej stabilna, ale ceną byłaby znacznie większa niestabilność realnej gospodarki.

Autorzy podkreślają w zakończeniu, że nawet po zastosowaniu bardziej realistycznych oczekiwań behawioralnych wejście do unii walutowej destabilizuje produkcję. Polityka fiskalna łagodzi problem, lecz nie jest w stanie zastąpić utraconych instrumentów monetarnych. Utrata możliwości samodzielnego dostosowania stóp procentowych i kursu walutowego oznacza mniejszą odporność na kryzysy. Złoty nie jest w tym ujęciu jedynie symbolem własnej polityki gospodarczej. Jest mechanizmem, który w momentach największych zaburzeń pomagał stabilizować polski PKB.

Wszelkie prawa do treści zastrzeżone.

Post Views: 10