To była kompromitacja zespołu FC Thun 1898. Mistrz Szwajcarii był jedynie tłem dla Lecha Poznań, a za komentarz powinien wystarczyć końcowy wynik. „Kolejorz” wygrał aż 7:0 i jest w zasadzie pewny gry w fazie ligowej Ligi Europy.

Konferencja prasowa trenera Gian-Luki Privitellego była błyskawiczna. Trwała raptem kilkadziesiąt sekund.

– W pierwszych dziesięciu minutach nasza gra wyglądała dobrze – mieliśmy dwie okazje bramkowe. Później rozluźniliśmy szyki i trochę straciliśmy pewności siebie po kilku dobrych zagraniach Lecha Poznań. Po trzecim straconym golu była to już tylko moja wina, bo nie wycofałem zawodników i nie zmieniłem ustawienia, tylko nadal graliśmy wysoko. Zostawialiśmy przeciwnikowi dużo wolnej przestrzeni. Po tych trzech straconych golach grało nam się bardzo trudno – stwierdził Privitelli.

ZOBACZ WIDEO: Polak żyje w Hiszpanii jak w raju. „Nie muszę się martwić o jutro”

Po tym krótkim komentarzu konferencja prasowa dobiegła końca. Nie było żadnych pytań od dziennikarzy w kierunku szwajcarskiego szkoleniowca.

Ostatnio w podobnym tonie tłumaczył się trener Radomiaka Radom Tomasz Kaczmarek po przegranej 0:5 z Legią Warszawa. – Jeśli chodzi o pierwsze pięć minut, to dobrze weszliśmy w mecz – mówił. Niestety dla niego – w 7. minucie stołeczny zespół strzelił pierwszego gola, a później już poszło.