„Kubański reżim od dawna wspiera rozległą sieć wywrotową w USA, która ma identyfikować, formować i radykalizować dywersantów” — informuje w komunikacie Departament Stanu. Podkreślono, że ta siatka działa pod pozorem pracy edukacyjnej lub wymiany kulturalnej, a jej celem jest „eksport marksizmu, resentymentów na tle rasowym i komunistycznej przemocy na cały świat”.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

O takie działania oskarżono Kubański Instytut Przyjaźni Narodów (ICAP), a sankcjami indywidualnymi objęto trzy osoby z kierownictwa tej organizacji, w tym prezesa Fernando Gonzaleza Llorta.

Sankcje nałożono też na dziewięć instytucji, którym zarzucono „utrzymywanie aparatu represji reżimu poprzez kontrolowanie kluczowych sektorów gospodarki”. Oprócz ministerstwa budownictwa na liście znalazły się przedsiębiorstwa górnicze i metalurgiczne.

Kryzys energetyczny na Kubie

To kolejne amerykańskie sankcje nałożone na Kubę. W styczniu USA wprowadziły faktyczną blokadę dostaw ropy naftowej na wyspę, co wzmocniło kryzys energetyczny. Ok. 10 mln mieszkańców kraju muszą mierzyć się z ograniczeniami, w tym przerwami, w dostawach prądu.

Donald Trump wciąż ma oko na Kubę. Administracja wykonała alarmujący krokHawana, Kuba

Prezydent USA Donald Trump uważa, że rządzona przez partię komunistyczną Kuba, położona 150 km od wybrzeża Florydy, stanowi „nadzwyczajne zagrożenie” dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych. Wielokrotnie ostrzegał, że może „przejąć nad nią kontrolę”.