Efektowny, genialny, doskonały, olśniewający, bombowy, ekskluzywny, znamienity, wykwintny, wyrafinowany, oszałamiający, porywający, bajeczny, cudny. I tak można wymieniać kolejne synonimy słowa „świetny” w kontekście Lecha Poznań. Aż trudno opisać to, co zrobił „Kolejorz” w czwartkowy wieczór. To przechodziło ludzkie pojęcie.

Straszyli nas tym FC Thun, jakby na Bułgarską przyjechał poważny zespół. Mistrz Szwajcarii? Ten tytuł został chyba wyciągnięty z paczki z czipsami. Karykaturalny występ. I chwała Lechowi, że potrafił wykorzystać beznadziejną postawę przeciwnika. I – co ciekawe – bez nominalnego napastnika!

Była w pierwszych minutach sytuacja, gdy Radosław Murawski wybijał piłkę niemal z linii bramkowej. No i cóż – to by było na tyle. Później swój koncert rozpoczęła kapela Nielsa Frederiksena. Coś nieprawdopodobnego. Skończyło się na siedmiu (!) strzelonych golach.

ZOBACZ WIDEO: Kuriozalny gol w Anglii. Niewiarygodne, co zrobił bramkarz i obrońcy

Można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że piłkarze Lecha trudniej mają na treningach. FC Thun w defensywie był słaby niczym Zagłębie Sosnowiec z sezonu 2018/2019. Sito. Durszlak.

Podchodzili do wysokiego pressingu i zostawiali hektary wolnego miejsca. A Lech był bezwzględny. Patrik Walemark – raz. Allahyar Sayyadmanesh – dwa. Później znowu Walemark, po stałym fragmencie Mateusz Skrzypczak. A tuż przed przerwą trafił jeszcze Murawski po efektownej akcji Pablo Rodrigueza. 5:0 do przerwy, a mogło być jeszcze lepiej, gdyby Rodriguez miał lepiej nastawiony celownik.

Po przerwie – jakkolwiek to brzmi – było mniej efektownie. Co prawda tuż po niej szóstą bramkę (z pomocą rykoszetu) zdobył Daniel Hakans, ale później nastąpił przestój. Było trafienie dla gości, choć nieuznane z powodu minimalnego spalonego. A dzieło zwieńczył Robert Gumny, który efektownie przelobował Niklasa Steffena.

Czy awans jest już przyklepany? Na 99 proc. Lech zagra w fazie ligowej Ligi Europy. Mimo wszystko trzeba mieć z tyłu głowy, że pozostaje jeszcze rewanż w Szwajcarii. Dwumecz z Aarhus GF w eliminacjach Ligi Mistrzów pokazał, że żadna zaliczka nie jest bezpieczna.

Lech Poznań – FC Thun 1898 7:0 (5:0)
1:0 Patrik Walemark 10′
2:0 Allahyar Sayyadmanesh 20′
3:0 Patrik Walemark 25′
4:0 Mateusz Skrzypczak 31′
5:0 Radosław Murawski 45′
6:0 Daniel Hakans 48′
7:0 Robert Gumny 79′

Składy:

Lech: Mateusz Lis – Joel Pereira, Mateusz Skrzypczak, Wojciech Mońka, Michał Gurgul – Patrik Walemark (37′ Daniel Hakans), Antoni Kozubal (80′ Karol Delikat), Radosław Murawski, Pablo Rodriguez (64′ Robert Gumny), Luis Palma (64′ Gustav Berggren) – Allahyar Sayyadmanesh (80′ Wojciech Szymczak).

FC Thun: Niklas Steffen – Fabio Fehr, Jan Bamert, Marco Burki, Michael Heule (46′ Tom Strannegard) – Nils Reichmuth (56′ Nicolas Burgy), Justin Roth, Nassim Zoukit (46′ Fabio Saiz), Valmir Matoshi – Marc Gutbub (45+1′ Furkan Dursun), Brighton Labeau (82′ Lucien Dahler).

Żółte kartki: Murawski (Lech) oraz Reichmuth, Strannegard (FC Thun).

Sędzia: Sebastian Gishamer (Austria).