Fundacja Marka Polska Think Tank opracowała dokument „Polaków Portret Własny. Raport z badań DNA marki Polska”. Badania zleciło, w ramach zadania publicznego, Ministerstwo Sportu i Turystyki, przeznaczając na ten cel prawie 200 tys. zł. Pracami kierowała dr hab. Barbara Mróz-Gorgoń, prof. UEW, która pod koniec lipca została powołana na funkcję pełnomocnik rządu ds. promocji marki Polski. Dokument został zaprezentowany jako „pierwsze tak kompleksowe badania o tym, kim jesteśmy, jakie wartości kształtują nasz wizerunek i jak widzimy potencjał Polski”. Raport zawiera jednak szereg rażących błędów. Katowice zostały opisane jako znajdujące się w „północnym centrum Polski”, pojawiły się nieprawidłowości w danych, wskazano też, że młodzi Polacy nierzadko posługują się „językiem mandaryńskim”.


Sprawa jest szeroko komentowana w przestrzeni publicznej.

Stanowski nie wytrzymał. „Babka się skończyła zanim się zaczęła”


„Pełną odpowiedzialność za ekspertyzę, redakcję i weryfikację merytoryczną ponoszą autorzy. (…) Wszelkie założenia rozwiązań, koncepcję i idee prezentowane w dokumencie są oryginalnym dorobkiem autorów. Rola modeli generatywnej sztucznej inteligencji została celowo ograniczona do etapu pomocniczego (nieautorskiego), obejmującego wsparcie w testowaniu hipotez. Przedstawiony raport nie był częścią zamówienia ani umowy. Praca badawcza została przeprowadzona zgodnie z zasadami nauk społecznych, rzetelnie i merytorycznie, w oparciu o opisaną metodologię” – zapewniała w oświadczeniu na platformie X Mróz-Gorgoń.


Na antenie Polsat News przyznała jednak, że raport powstał przy użyciu sztucznej inteligencji i dodała, że „dokument nigdy nie powinien pojawić się w przestrzeni publicznej”. – Tak się stało i tu muszę powiedzieć, że biję się w piersi, wykorzystywałam AI – przyznała.


Sprawę od początku komentuje w mediach społecznościowych Krzysztof Stanowski. W kilku wpisach wyśmiewał oświadczenie Mróz-Gorgoń. „200 000 złotych w najlepszym razie za chłam, w najgorszym za wygenerowany przez AI chłam. Ilu waszych znajomych mówi po mandaryńsku?”; „Czy możemy dowiedzieć się, który konkretnie autor nie wie, gdzie leżą Katowice i Wrocław, żeby już więcej niczego u niego nie zamawiać?” – pisał.


„Cała ta historia z Panią Profesor jest o tyle straszna, że premier postanowił sięgnąć po „fachowca z wolnego rynku”. Wybrał wariatkę. To rodzi pytania o kompetencje w doborze kadr. Ta babka się skończyła zanim się zaczęła, ale ilu takich „fachowców” pracuje dla nas i za nasze?” – podsumował aferę twórca Kanału Zero.


Czytaj też:
Na dziennikarkę spadł hejt. Jest komunikat Kancelarii Prezydenta Czytaj też:
Kolejne odejście z Newsmax Polska. „Pełniła kluczową rolę”