— Rolnicy znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji — mówi Nowej Gaziecie analityk europejskiej firmy konsultingowej, który poprosił o zachowanie anonimowości.
Ukraińskie siły zdołały w nieco ponad miesiąc wywołać kryzys w jednej z kluczowych gałęzi rosyjskiej gospodarki. Ukraińcy obrali za cel porty i żeglugę na Morzach Azowskim i Czarnym. Te kierunki eksportu mają kluczowe znaczenie dla rosyjskich rolników: to właśnie tędy wywozi się prawie 90 proc. eksportowanych zbiorów zboża, czyli 46 z 53 mln t. Z tego samego powodu gwałtownie spadły dostawy innego ważnego towaru eksportowego — oleju słonecznikowego.
Rosja jest największym dostawcą pszenicy na rynek światowy. Sprzedaż ma istotne znaczenie dla dochodów skarbu państwa. Zgodnie z planami budżet federalny w latach 2026–2028 ma corocznie uzyskiwać od 135 do 158 mld rubli (według aktualnego kursu od 6 do 7 mld zł) z ceł eksportowych na zboże.
Liczba ta nie wydaje się zbyt duża — odpowiada za ok. 2 proc. dochodów z ropy i gazu spodziewanych w tym roku. Jednak gdy gospodarka znalazła się na skraju recesji, wyczerpały się wszystkie rezerwy, a deficyt rośnie, liczy się każda kopiejka. Ponadto rolnicy mogą potrzebować dotacji państwowych z powodu kryzysu — w ten sposób dochody budżetowe z branży zamienią się w wydatki.
Nowa ropa naftowa
Ataki Ukrainy na infrastrukturę zbożową są dla Rosji wrażliwe politycznie, ponieważ żywność, obok nawozów i energii jądrowej wykorzystywanej do celów pokojowych, stanowi ostatni duży zasób eksportowy kraju. Kreml, pozostając w konflikcie z Zachodem, buduje pas sojuszników spośród krajów tzw. globalnego Południa — a to właśnie one są najważniejszymi globalnymi importerami żywności.
Ponadto siły Kijowa chcą pozbawić dochodów z eksportu klany z otoczenia Putina. Chodzi o rodzinę Patruszewów, szefa banku państwowego WTB Andrieja Kostina, a także Rosatom — jego radzie nadzorczej przewodniczy zastępca szefa administracji kremlowskiej Siergiej Kirijenko, a koncernem kieruje jego znajomy z lat 80. Aleksiej Lichaczow.
W czasie wojny grupy te przejęły kontrolę nad dużymi podmiotami zajmującymi się handlem produktami rolnymi oraz kompleksami zajmującymi się wysyłką towarów rolnych w Tamaniu i Noworosyjsku. Klany kremlowskie uznały, że zboże to nowa ropa naftowa, a w handlu tym towarem nie ma miejsca dla prywatnych przedsiębiorców, którzy od lat 2000–2010 aż do początku wojny kontrolowali handel zbożem.
„Przegrywamy”. Nawet Rosjanie szykują się na najgorsze. „Wszyscy gromadzą zapasy” [OPINIA]
Katastrofa dla rolników rozpoczęła się 7 lipca, kiedy ukraińskie drony zaczęły przeprowadzać intensywne ataki na statki wypływające z rosyjskich portów na Morzu Azowskim. Dosłownie kilka dni później Rosja zamknęła żeglugę na tym akwenie. Tylko z portów azowskich wysyłana jest ok. jedna czwarta rosyjskiego eksportu zboża i oleju słonecznikowego.
Część tych przepływów można przekierować do portów nad Morzem Czarnym, ale teraz one również są zamknięte. Spośród pięciu głębokowodnych terminali morskich (umożliwiających wysyłanie statków o dużym tonażu) na Morzu Czarnym cztery wstrzymały działalność. Są to port w Tamaniu, który wstrzymał załadunki pod koniec lipca, a także wszystkie terminale zbożowe w Noworosyjsku, które przestały działać po atakach 12 i 13 sierpnia. Wszystkie te obiekty to największe rosyjskie kompleksy przeładunkowe o wydajności od 5,5 do 8 mln t rocznie.
Cios dla rolnikówW rezultacie Rosji pozostał w basenie azowsko-czarnomorskim tylko jeden niewielki terminal głębokowodny w Tuapse, który może załadować do 3 mln t rocznie. Jednocześnie wiosną port sam został celem ataku. Ukraińcy uderzyli wówczas w terminal naftowy i rafinerię.
W kontekście ataków rynek zbożowy odebrał bombardowanie portu w Ust-Łudze 14 sierpnia jako kolejną próbę unieruchomienia pozostałej infrastruktury zbożowej. Terminal naftowy w Zatoce Fińskiej mógł zostać uszkodzony, ale w jego sąsiedztwie znajduje się duży kompleks zbożowy o wydajności 7 mln t. — Dla Rosji Morze Bałtyckie w żadnym wypadku nie może zastąpić Morza Czarnego, ale i tak coś uda się wywieźć — wyjaśnia analityk europejskiej firmy konsultingowej. Nie oznacza to, że blokada będzie trwać wiecznie.
Część terminali prawdopodobnie wznowi działalność, ale „zupełnie nie wiadomo, kiedy dokładnie sytuacja się unormuje i [pszenica na eksport] zacznie płynąć” — pisze na Telegramie dyrektor firmy konsultingowej SovEcon Andriej Sizow.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
„Przewidywania, że wszystko, czego nie udało się teraz wywieźć, uda się wysłać później, również wydają się zbyt optymistyczne — zwłaszcza biorąc pod uwagę zimowe burze, zamarzanie rzek i Morza Azowskiego. Nie da się dodatkowo wcisnąć zboża do rury eksportowej, która i tak działa na granicy przepustowości” — dodał.
Zatrzymanie działalności tych terminali i żeglugi na Morzu Azowskim oznacza, że rosyjskie przedsiębiorstwa rolnicze nie mogą obecnie sprzedawać na rynki zagraniczne nawet 3,3 mln t zboża miesięcznie — ok. 75 proc. całego eksportu. To ogromny cios dla rolników.
— Zboże „uwięzione” w Rosji z powodu nadprodukcji spowodowało załamanie wewnętrznych cen w rublach — tłumaczy Nowej Gaziecie analityk rynku spożywczego. — W ciągu od pół roku do roku doprowadzi to do bankructwa niektórych przedsiębiorstw rolniczych, które nie będą w stanie spłacać swoich długów.
„Nie wszyscy przetrwają”
Ceny zboża w Rosji spadły już o ok. jedną trzecią do poziomów, na których w normalnej sytuacji produkty te powinny znajdować się w szczycie sezonu — informują źródła z branży rolniczej.
Jeszcze niedawno, na początku czerwca, czyli przed atakami sił Ukrainy na porty, pszenicę i jęczmień można było kupić po 16 tys. rubli (711 zł) za tonę wraz z podatkiem VAT.
— Było jasne, że [w miarę postępu zbiorów] cena spadnie do 13 do 14 tys. (577 do 622 zł). Zamrożenie eksportu spowodowało spadek cen poniżej 10 tys. (444 zł) — mówi nam jeden z rolników. — Jeśli eksport nie zostanie wznowiony, ceny mogą spaść jeszcze bardziej. Marża jest już ujemna. Nie wszyscy przetrwają.
To samo dzieje się z cenami innej ważnej rosyjskiej uprawy eksportowej — słonecznika. Ceny nowego zbioru spadły o jedną trzecią — wynika z danych SovEcon. „Eksport oleju słonecznikowego w lipcu gwałtownie zwolnił na tle eskalacji konfliktu na Morzu Czarnym” — pisze firma analityczna.
Kryzys eksportu zbóż może stać się kroplą, która przeleje czarę goryczy. Państwo czerpało z tej branży środki od 2021 r., wprowadzając cła eksportowe. Do tego doszły drogie kredyty, których oprocentowanie wzrosło od 2023 r. wraz ze wzrostem stopy procentowej banku centralnego — a rolnicy są w dużym stopniu uzależnieni od pożyczek. Ponadto branża boryka się z niedoborem siły roboczej, wyścigiem płac i silnym rublem, a w tym roku dodatkowo z niedoborem oleju napędowego oraz wzrostem jego cen.
Igor IVANKO / AFP / East News
Pole pszenicy pod Moskwą, 17 sierpnia 2026 r.
— Praktycznie nikt w uprawie roślin nie ma rezerw finansowych. Wielu osobom nie starcza nawet pieniędzy na zbiory, a przed nami jeszcze siew — mówi jeden z rolników.
„Sytuacja na rynku rublowym (zboża) będzie nadal się pogarszać z powodu skrajnie ograniczonego popytu eksportowego. Myślę, że wielu nie przetrwa tego sezonu — zwłaszcza po kilku latach pogarszania się sytuacji finansowej producentów z powodu ceł eksportowych” — pisze na Telegramie Andriej Sizow.
Uratować rolnictwo
Jeśli wojna morska się przedłuży, a kryzys eksportowy doprowadzi do bankructwa rolników, branża może z donatora budżetu stać się beneficjentem pomocy państwowej. — Państwo najprawdopodobniej będzie musiało podjąć działania wspierające, aby ratować rolnictwo — mówi analityk rynku spożywczego.
Jak zauważają rolnicy i eksperci z branży, bankructwo plantatorów spowoduje zmniejszenie areałów uprawnych. Z tego powodu zbiory w 2027 r. mogą spaść — uważa analityk rynku żywnościowego. — Wówczas nie będzie czym uzupełnić brakujących zasobów, a ceny krajowe mogą wzrosnąć — zauważa. Wzrost cen zboża odbije się na całym łańcuchu produkcji artykułów spożywczych i pobudzi inflację.
Długotrwałe wstrzymanie eksportu grozi również tym, że Rosja może stracić swój udział w światowym rynku zboża, który tak starannie budowała przez ostatnie 10 lat. Jej głównym towarem rolnym jest pszenica, która odpowiada za ok. jedną czwartą światowego rynku (46,5 mln z 200 mln t według wyników roku rolnego 2025–2026). Jednocześnie kraje uzależnione od rosyjskiego zboża znajdą innych dostawców, co oznacza, że to gospodarka Kremla będzie miała problemy.
— Utrata takiego eksportera z pewnością będzie odczuwalna na rynku, ale nie dramatyzowałbym. Są inni dostawcy. Rynek światowy sobie z tym poradzi — wyjaśnia analityk ds. żywności.
Dwa kraje, które są najbardziej uzależnione od rosyjskiego zboża, to Turcja i Egipt, a ten ostatni nie jest w stanie zapewnić sobie zaopatrzenia bez importu — mówi europejski analityk rolno-przemysłowy. Jednak jak dotąd nabywcy z tych krajów nie rzucają się na rynek, aby pilnie kupować dostawy i zwiększać zapasy: w tym roku zbiory w Turcji i Egipcie są dobre.
„Sytuacja będzie trudna”
Ekspert ds. żywności twierdzi, że światowe ceny zboża mogą wzrosnąć od 5 do 15 proc. Ceny pszenicy mogą rosnąć również z powodu tego, że inny największy dostawca na rynek światowy, Ukraina, od połowy lata praktycznie całkowicie wstrzymał eksport produktów rolnych z powodu wojny.
Czarnomorskie porozumienie zbożowe, które na pewien czas zapewniło bezpieczeństwo żeglugi na morzu, obowiązywało przez rok — od połowy 2022 r. do połowy 2023 r. Po objęciu urzędu prezydenta przez Donalda Trumpa w 2025 r. Stany Zjednoczone rozważały z Moskwą i Kijowem możliwość ponownego zawarcia takiego rozejmu, ale do umowy nie doszło. Obecnie Turcja proponuje powrót do porozumienia, a Rosja odrzuca tę propozycję.
— Z Ukrainy, w ujęciu warunkowym, od połowy lipca prawie nic nie wypływa. Na Morzu Czarnym zdarzają się pojedyncze przypadki, gdy statki są gotowe do zawinięcia do portu. Rynek zdał sobie sprawę, że sytuacja będzie trudna, i postanowił nie ryzykować — tłumaczy europejski analityk rynku zbóż.
Według jego danych średnie dzienne wysyłki ukraińskiego zboża z dużych portów spadły 10-krotnie: do 120 tys. t w sierpniu — z 2,4 mln t w lipcu 2026 r. Ukrainie udało się zwiększyć eksport Dunajem do 210 tys. t w ciągu dwóch tygodni sierpnia — z 105 tys. w lipcu. Nie jest to jednak rozwiązanie problemu: poziom największej rzeki w UE znacznie się obniżył z powodu suszy, a rosyjskie siły zbrojne nieustannie ostrzeliwują port Izmaił na Dunaju.
W rezultacie z powodu wojny zyski wynikające ze wzrostu cen zgarną inni dostawcy — z Europy, USA i Australii. I to w ich stronę zwrócą się kraje Azji i Afryki, tradycyjni nabywcy zboża z regionu Morza Czarnego.