Choć o rzekomej próbie przygotowań do zorganizowania zamachu, jak twierdzi prokuratura, „na kilkunastu polskich polityków”, poinformowano w czwartek nad ranem, to do zatrzymania podejrzewanego o to 23-letniego Mikołaja T. doszło już tydzień temu w domu jego rodziców w Tomaszowie Lubelskim.

Powodem był zamieszczony 6 dni wcześniej na platformie Telegram wpis o tym, że szuka on osób gotowych podjąć się przeprowadzenia „zamachu na kilkanaście osób z osobna, które terroryzują nasz kraj”.

Mężczyzna narzeka w nim na panujący w Polsce duopol partyjny i wieszczy, że z powodu krajowej polityki Polska „zniknie z mapy na kolejne 100 lat”.

Wpis Mikołaja T zamieszczony w serwisie społecznościowym Telegram

Zdjęcia własne

Wpis Mikołaja T zamieszczony w serwisie społecznościowym Telegram

Choć mężczyzna zamieścił wpis w swoim domu na Lubelszczyźnie, zatrzymali go policjanci Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości z odległego Krakowa.Po przewiezieniu do Małopolski usłyszał zarzuty przygotowania do przestępstwa przeciwko pokojowi i ludzkości, zmierzania do ludobójstwa określonej grupy politycznej i publicznego nawoływania do popełnienia zbrodni. Dodatkowo usłyszał zarzut posiadania niewielkiej ilości środków odurzających.

Do sądu skierowano wniosek o tymczasowe aresztowanie Mikołaja T. Ostatecznie najbliższe 30 dni spędzi on za kratami.

Prywatny detektyw i „zaufani dziennikarze” CBA. Jak pracownicy prawicowych mediów dostali taśmy politykówMarek Falenta, Krzysztof S., Piotr Nisztor, Cezary Gmyz i Samuel PereiraSłużby: ten człowiek nie stał nawet koło terrorysty — zero dowodów

Od rana aresztowanie Mikołaja T. prezentowane było przez prokuraturę i policję jako wielki sukces i sposób na zapobieżenie tragedii. Sęk jednak w tym, że ta narracja niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.

— Po jego zatrzymaniu zabezpieczone zostały wszystkie należące do niego nośniki pamięci, dokładnie przeszukana została również posesja, którą zamieszkuje. Nie odkryto niczego, absolutnie niczego, co mogłoby wskazywać, że jego wpis to coś więcej, niż tylko głupota i przejaw frustracji — opowiada nasz informator. — W jego komputerze nie było śladów jakichkolwiek kontaktów z innymi osobami mogącymi być zaangażowanymi w te jego rzekome przygotowania, na nośnikach też nie było niczego niedozwolonego. Nawet pornografii.

Zatrzymany przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości  Mikołaj T.

Facebookk

Zatrzymany przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości Mikołaj T.

Zatrzymanie mężczyzny i sączona w mediach narracja o tym, że policja udaremniła jakikolwiek zamach, wzburzyły przedstawicieli służb specjalnych, na co dzień zajmujących się monitorowaniem tego typu działalności.

— To klasyczny humbug. Ten człowiek nie stał nawet koło terrorysty. Ot, kolejny sfrustrowany wyborca i przeciwnik obecnej klasy politycznej — przekonuje kolejny nasz rozmówca ze służb. — Cała ta sprawa to klasyczne mydlenie oczu wyborcom oczekującym sukcesów. Zabezpieczony wpis z Telegrama to jedyne, co go obciąża, i jedyna tego typu jego aktywność w sieci. Chłopak się upalił i napisał jakąś bzdurę, a przeciwko niemu wytacza się najcięższe działa.

Onet ujawnia: ABW protestuje przeciwko łączeniu jej ze sprawą „zamachowca”

Nasz kolejny rozmówca zwraca też uwagę na nieścisłości w komunikatach przekazywanych w tej sprawie przez prokuraturę.

— Nieprawdą jest, że w sprawę zaangażowana jest Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Wszelkie dotyczące jej czynności prowadzi policja. Dalej: policja twierdzi, że zatrzymania dokonano bezpośrednio po opublikowaniu jego wpisu. To dlaczego zajęło im to aż sześć dni? Skoro jest z niego tak niebezpieczny zamachowiec, to dlaczego śledztwo w jego sprawie prowadzi prokuratura rejonowa? I odpowiada za nie asesor? Dlaczego sąd zgodził się na jego aresztowanie tylko na 30 dni? Obstawiam zresztą, że za kilka dni adwokat wyciągnie go z tego aresztu, bo brak jest jakichkolwiek dowodów wskazujących na rzeczywistą chęć przeprowadzenia jakiegokolwiek zamachu — słyszymy.

O zaangażowaniu w akcję Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego mówił oficjalnie na konferencji prasowej prok. Mariusz Boroń z Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

Funkcjonariusze ABW, z którymi rozmawiał Onet zdecydowanie temu jednak zaprzeczają.

– Nie mamy z tym wszystkim nic wspólnego – usłyszeliśmy od jednego z nich.

Inny, doświadczony funkcjonariusz służb, szydzi w rozmowie z nami z opublikowanego przez policję filmu z zatrzymania Mikołaja T.

— Widział pan to? Niebezpieczny przestępca, potencjalny zamachowiec, który chciał mordować polityków, a wybiera się po niego trzech funkcjonariuszy w jeansach i koszulkach? Bez „czarnych”, bez długiej broni? Przecież to jakiś kabaret.

Sprawa Brunona Kwietnia sprzed lat też zakończyła się blamażem

Sprawa Mikołaja T. z Tomaszowa Lubelskiego przywodzi na myśl wydarzenia sprzed 14 lat, kiedy to — również w Krakowie — pod zarzutem przygotowywania zamachu na polski Sejm zatrzymany został Brunon Kwiecień.

Sąd skazał go wówczas na karę 13 lat pozbawienia wolności.

Brunon Kwiecień

Jacek Bednarczyk / PAP

Brunon Kwiecień

Podczas niejawnego procesu okazało się jednak, że agenci ABW działający pod przykryciem nakłaniali Kwietnia do przygotowań do przeprowadzenia akcji.

Jak twierdził, grozili mu, że jeśli nie zaangażuje się w ich przygotowanie — planowano również zamachy na ambasadę Izraela i ówczesną prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz — zrobią krzywdę jego rodzinie.

Ostatecznie Brunon Kwiecień próbował wycofać się z przygotowań do zamachu, o czym poinformował swoich współpracowników, a w rzeczywistości podstawionych agentów służb.

Tydzień później został zatrzymany i aresztowany.

Mniej więcej w połowie odbywania przez niego kary znaleziono go martwego w celi więzienia przy ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu. Stwierdzono, że zmarł z przyczyn chorobowych.