Tanie pociski manewrujące o zasięgu kilkuset kilometrów to aktualnie jedna z głównych potrzeb amerykańskiej armii, która szuka nowego uzbrojenia na potencjalny konflikt zbrojny z Chinami na Pacyfiku. Takiej broni szukają też inne kraje, w tym Polska, która niedawno ogłosiła umowę na produkcję i rozwój tanich pocisków manewrujących Barracuda.”Przegrywamy”. Nawet Rosjanie szykują się na najgorsze. „Wszyscy gromadzą zapasy”Władimir Putin i ukraiński atak na magazyn Wildberries pod Moskwą, 16 sierpnia 2026 r.Konstrukcja, na którą postawili Amerykanie, ma dokładnie te same założenia, co broń wybrana przez nasz kraj. Ma zasięg kilkuset kilometrów, przenosi relatywnie niedużą głowicę bojową i, przede wszystkim, jest tania i szybka w produkcji. „Zardzewiały sztylet” (ang. rusty dagger) ma jednak tę przewagę, że sprawdził się już w realnych warunkach bojowych w Ukrainie i być może właśnie dlatego Pentagon zdecydował się akurat na niego.Program CHAOS pokłosiem wojny w Ukrainie?

Jak podają Amerykanie, program CHAOS (ang. Coalition Heterogeneous Affordable Offensive Strike), w ramach którego armia USA przyznała powyższy kontrakt, „ma na celu szybkie opracowywanie i dostarczanie sojusznikom oraz partnerom niedrogiej, skalowalnej broni do precyzyjnych uderzeń”.

Inicjatywa Pentagonu niespecjalnie też dziwi, gdy spojrzymy na ukraiński front, gdzie taki arsenał regularnie pokazuje swój potencjał, tyle że tam robi to w formie dalekodystansowych dronów uderzających na terytorium Rosji. Amerykanie, przynajmniej na razie, trzymają się jednak bardziej tradycyjnych metod rażenia wroga na dużą odległość za pomocą klasycznych pocisków.