„Biedna Polska” — mawialiśmy w okresie powojennym. Po ponad stuletniej nieobecności na mapie, po dzielnej walce w bitwie o Anglię i na innych frontach, po cierpieniach związanych z okupacją nazistowską i radziecką hegemonią Polacy zasłużyli na nasz szacunek.

Przetrwawszy nieszczęścia historii i geografii, Polacy w końcu odnajdują swoje należne miejsce przy europejskim stole. Polska właśnie wyprzedziła Szwecję i Belgię, stając się szóstą co do wielkości gospodarką w Unii Europejskiej. Sukces Polaków wynika w dużej mierze z jednego czynnika.

Polska może pochwalić się najsilniejszą etyką pracy na kontynencie. Przy wzroście gospodarczym wynoszącym w zeszłym roku 3,6 proc. — dwukrotnie wyższym od średniej UE — Polacy mogą być słusznie dumni ze swoich osiągnięć.

Podstawy polskiego cudu gospodarczego położył pokolenie temu minister finansów Leszek Balcerowicz, a uzupełniły je solidny system edukacji i stosunkowo niski poziom korupcji. Napływ ponad miliona Ukraińców pomógł zrównoważyć starzenie się społeczeństwa.

Badanie opinii publicznej przeprowadzone w tym miesiącu przez sondażownię YouGov pokazuje, że Brytyjczycy są obecnie bardziej przychylni polskim imigrantom niż 10 lat temu, kiedy to do kraju nadal przybywały tysiące hydraulików i innych wykwalifikowanych pracowników. Obecnie jednak więcej Polaków wraca do kraju niż przyjeżdża do Wielkiej Brytanii, ponieważ perspektywy zatrudnienia są lepsze w ojczyźnie. Dobrobyt Polaków nie zależy już od przekazów pieniężnych.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Do Polski przenosi się również spora liczba Brytyjczyków, w tym nasz syn i jego polska żona. Wychowują trójkę dzieci we Wrocławiu, stolicy Śląska, gdzie wskaźniki przestępczości są niższe, a polityka społeczna bardziej przyjazna rodzinom niż w Wielkiej Brytanii.

Premier Donald Tusk obiecał, że do 2030 r. Polska wyprzedzi Wielką Brytanię pod względem PKB na mieszkańca, skorygowanego o siłę nabywczą.

Stracona dekada brexitu. Brytyjczycy mówią o „bregrecie”. Były ambasador o „wielkim rozczarowaniu”Prof. Rzegocki

Gospodarka może się dobrze rozwijać, ale Polska nie ma zbytniego wpływu na swoje położenie strategiczne, ponieważ graniczy z Białorusią i rosyjskim obwodem królewieckim. Ponadpartyjny konsensus od czasu inwazji Putina na Ukrainę pozwolił na zwiększenie polskich wydatków na obronę do poziomu 4 proc. PKB.

Dzięki tej determinacji w ochronie wschodniej granicy NATO Polacy zrealizowali najbardziej imponującą rozbudowę potencjału wojskowego w ramach sojuszu atlantyckiego. Polska dysponuje obecnie większymi i lepiej wyposażonymi siłami zbrojnymi niż Niemcy, których gospodarka jest pięć razy większa.

Połączenie siły gospodarczej i potęgi militarnej daje Polsce realne wpływy w Brukseli. Polityka UE na wschodzie nie może już być ustalana wyłącznie między Paryżem a Berlinem z pominięciem Warszawy. Zamiast tego władza przesuwa się na wschód, w kierunku Trójkąta Weimarskiego — nieformalnego sojuszu między Polską, Francją i Niemcami. Polacy mogą nadal być młodszymi partnerami w tym trio, ale to ich gospodarka jest najbardziej dynamiczna.

W swoim dotychczas podzielonym sąsiedztwie Polska jest obecnie primus inter pares. Blok środkowoeuropejski ma obecnie tak samo duże znaczenie w radach UE jak południowoeuropejski.

„Tusk stał się niekoronowanym królem Mitteleuropy”Spektakularny upadek węgierskiego premiera Orbana na początku tego roku sprawił, że Donald Tusk stał się niekoronowanym królem Mitteleuropy. Był premierem Polski łącznie przez ponad 10 lat (w latach 2007-2014 oraz od 2023 r. do chwili obecnej). Jako eurokrata był znany ze swojej wrogości wobec brexitu, ale Tusk pozostaje anglofilem i polskim patriotą.

Dla niego UE nie jest rodzącym się superpaństwem, lecz bastionem przeciwko rosyjskiej agresji.

Sukces Polski pozwolił Tuskowi — przy sprawnym wsparciu ministra spraw zagranicznych Radka Sikorskiego — stanąć w jednym rzędzie z Emmanuelem Macronem, Giorgią Meloni i Friedrichem Merzem. Jednak jego pozycja w kraju jest bardziej zagrożona niż jego międzynarodowy autorytet.

Problem Tuska jako liberalnego męża stanu polega na tym, że polska opinia publiczna od 1989 r. stopniowo przesuwa się w kierunku prawicy. Długotrwałe zaniedbanie polskiej tożsamości pozostawiło w spadku dumny patriotyzm i niezwykłą koncentrację na historii. Obie te cechy mogą być wykorzystywane przez pozbawionych skrupułów polityków.

Kościół w Polsce wykazuje tendencję do popierania narodowo-konserwatywnej partii Prawo i Sprawiedliwość, założonej przez bliźniaków Jarosława i Lecha Kaczyńskich. W latach 2014-2023, pod rządami koalicji kierowanej przez PiS, instytucje takie jak sądownictwo i media państwowe utraciły znaczną część swojej niezależności. Gospodarka Polski może przeżywać rozkwit, ale społeczeństwo obywatelskie pozostaje niebezpiecznie spolaryzowane.

„Polska prawica uległa rozdrobnieniu”

Koalicja Obywatelska Tuska obrała centrowy kurs pomiędzy liberalizmem gospodarczym a konserwatyzmem społecznym. Zraziła jednak do siebie wielu katolickich rodziców, zastępując fakultatywną edukację religijną obowiązkowymi zajęciami z edukacji obywatelskiej, które według krytyków są narzędziem propagandy LGBT.

W zeszłym roku na prezydenta został wybrany kandydat PiS Karol Nawrocki, popierany przez Donalda Trumpa. W pełni wykorzystał on swoje konstytucyjne prawo weta i podsycił tlący się historyczny spór ze swoim ukraińskim odpowiednikiem, Wołodymyrem Zełenskim — ku konsternacji ich sojuszników i ku uciesze Władimira Putina.

Od czasu porażki trzy lata temu polska prawica uległa rozdrobnieniu. Sam PiS podzielił się na frakcję technokratyczną, na czele której stoi były premier Morawiecki, oraz na zwolenników Jarosława Kaczyńskiego, który ma obecnie 78 lat, ale nie zamierza zrezygnować z kontroli nad partią.

Tymczasem dalej na prawicy zyskują na popularności dwie partie o myląco podobnych nazwach: Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej. Konfederacja cieszy się poparciem sięgającym nawet 15 proc. dzięki swojemu libertariańskiemu nacjonalizmowi. Na czele KKP stoi Grzegorz Braun: prorosyjski, agresywnie antysemicki, reakcyjny katolicki monarchista. Postrzega Polskę jako „kondominium rosyjsko-niemieckie pod żydowsko-amerykańskim zarządem powierniczym”. Mimo to wciąż przyciąga co 10. wyborcę.