Obie drużyny czekały na to spotkanie niemal dwa tygodnie. W momencie, w którym Motor wypuścił punkt bonusowy w dwumeczu z Betard Spartą Wrocław niemal pewne było, że to właśnie w Grudziądzu rozstrzygną się losy ostatniego miejsca gwarantującego udział w fazie play-off.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Spotkanie rozpoczęło się od dominacji gości, którzy szybko wyszli na sześciopunktowe prowadzenie. „Koziołki” dość niespodziewanie wygrały bieg młodzieżowy, a wśród seniorów najlepiej radzili sobie Mateusz Cierniak i Martin Vaculik, dla których ostatni czas nie był najlepszy. W pierwszej połowie meczu to oni ciągnęli wynik drużyny, gdy nie szło Kacprowi Worynie i Bartoszowi Zmarzlikowi.

— Rewelacyjne zawody Mateusza Cierniaka i Martina Vaculika, którzy ostatnio mieli swoje problemy. Świetnie pojechali również juniorzy, bo obaj wygrali po wyścigu i dołożyli łącznie osiem punktów, tak że naprawdę cała drużyna była bardzo zmobilizowana. Można powiedzieć, że coś podobnego widzieliśmy przed starciem w Zielonej Górze, które wówczas również było dla nas meczem o wszystko, bo ewentualna porażka wykluczałaby nas z tej walki o czwórkę. I dzisiaj było podobnie. Była mobilizacja, koncentracja i mimo że to spotkanie było trochę na prowadzeniu, potem z tyłu, to ostatecznie wszystko się dobrze ułożyło i zwyciężyliśmy — powiedział nam trener Jacek Ziółkowski po meczu.

Zachowali pełny spokój

Po sześciu biegach goście prowadzili 21:15 i wydawało się, że mają sytuację pod kontrolą. Siódma i ósma gonitwa to jednak dwa podwójne zwycięstwa Grudziądzan, którzy nagle nabrali wiatru w żagle i wyszli na prowadzenie w meczu. Swoje problemy miał Zmarzlik, który w dwóch występach zdobył tylko punkt. GKM miał z kolei dwa punkty przewagi, a obok stadionu pojawiły się nawet sztuczne ognie. Jak podkreśla szkoleniowiec Motoru, w zespole nie było jednak nerwowych ruchów.

— Nie było żadnego niepokoju, bo wiedzieliśmy, że Kacper i Bartek na pewno się przełamią. Oni mieli ten początek taki niezbyt fortunny, ale wiedzieliśmy, że złapią swoją prędkość i będzie dobrze. Można powiedzieć, że na tamtym etapie meczu czuliśmy pewne rezerwy w drużynie i to się potem potwierdziło — zapewnił Ziółkowski.

W czwartej serii startów goście ponownie odwrócili wynik meczu i przed biegami nominowanymi prowadzili 41:37. Wówczas wiadomo było, że aby zapewnić sobie awans do fazy play-off, przyjezdni potrzebują tylko czterech punktów w dwóch biegach. Cel udało się zrealizować już w gonitwie czternastej, wygranej przez parę Zmarzlik-Woryna 4:2.

— Ogromna radość, że udało się ten mecz wygrać, że zawodnicy pojechali naprawdę bardzo dobrze i to cała drużyna, bo każdy przywiózł ważne punkty. Nawet ci, którym początek spotkania nie wyszedł, potem się trochę przełamali, dokonali odpowiednich korekt i byli szybcy — podkreślił Ziółkowski.

— Gospodarze niczym nas nie zaskoczyli. Spodziewaliśmy się twardego toru, który był dzisiaj bardzo dobrze przygotowany, równiutki, twardziutki. Po prostu tylko się ścigać. Trening w Gnieźnie na pewno się przydał, bo tam też było twardo — dodał.

„Najważniejsze, że nie w Częstochowie”

Zwycięstwo oznacza, że Motor Lublin zapewnił sobie miejsce w pierwszej czwórce na koniec rundy zasadniczej i będzie walczył o medale drużynowych mistrzostw Polski. Teraz „Koziołki” muszą czekać na decyzję Sparty Wrocław, która w poniedziałek wybierze sobie rywala na półfinał. Trener Motoru przyznaje jednak, że nie ma to dla niego większego znaczenia.

— Najlepszym dla nas rozwiązaniem jest fakt, że to ktoś nas wybierze, a nie my będziemy dokonywać wyboru (gdyby Motor przegrał, wówczas spadłby na 5. miejsce i wybierał rywala w fazie play-down). Za tydzień mamy wolne, a za dwa tygodnie mecz w Lublinie. Z kim? Nie mam pojęcia, ale to tak naprawdę nie ma znaczenia. Najważniejsze, że nie jadę za tydzień w Częstochowie — podsumował Jacek Ziółkowski.