„Bunt Młodych” – przedwojenne środowisko skupione wokół Jerzego Giedroycia – pokazuje, że źródła intelektualne polskiej prawicy są zdecydowanie bogatsze, niż się powszechnie uważa. Już na przełomie lat 20. i 30. XX wieku istniała ideowa prawica katolicka i solidarystyczna, stawiająca na silne państwo, mocarstwowość i prometeizm w polityce wschodniej. Te idee warto przypomnieć szczególnie dziś, gdy obserwujemy zmierzch dotychczasowego modelu prawicowości oraz nacjonalistyczny i liberalny zwrot w myśleniu gospodarczym.
Czwarta prawica
Rafał Matyja w książce Konserwatyzm po komunizmie wyróżnia trzy kolejne wcielenia polskiej prawicy po 1989 roku. Pierwsze wyrasta jeszcze z doświadczenia opozycji wobec komunizmu po stanie wojennym i rozpada się wraz z końcem solidarnościowej jedności podczas kampanii prezydenckiej Lecha Wałęsy.
Drugie wcielenie kształtuje się w pierwszej połowie lat 90. jako próba określenia, czym ma być prawica w warunkach niepodległego państwa. Tworzą ją różnorodne, konkurujące ze sobą środowiska – między innymi Zjednoczenie Chrześcijańsko-Narodowe, Porozumienie Centrum, Unia Polityki Realnej i Ruch dla Rzeczypospolitej.
W dużej mierze to właśnie z tych środowisk i ich zaplecza powstaje później Akcja Wyborcza Solidarność, która przejmuje władzę w 1997 r., ale już cztery lata później – po wewnętrznych konfliktach – nie przekracza progu wyborczego do Sejmu.
Trzecia prawica wyrasta z kryzysu tego obozu na przełomie wieków. Powstaje wówczas Prawo i Sprawiedliwość, początkowo konkurujące o prawicowy elektorat również z Platformą Obywatelską.
Dziś obserwujemy czwarty etap historii polskiej prawicy. Jego początkiem jest utrata przez Prawo i Sprawiedliwość ponad dwudziestoletniej hegemonii po prawej stronie sceny politycznej i przegrana w wyborach parlamentarnych w 2023 roku.
Nie chodzi przy tym tylko o zmianę partyjnego układu. Dziś, po raz pierwszy od czasu ukształtowania się dominacji PiS, prawicę dzieli niemal wszystko.
Jaką politykę zagraniczną powinna prowadzić Polska? Jaki powinien być jej stosunek do Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Rosji? Jak powinien wyglądać polski model gospodarczy? Jaką rolę powinien odgrywać katolicyzm?
Cztery liczące się dziś ugrupowania prawicowe nie mają spójnej odpowiedzi na te kluczowe pytania. Żeby zrozumieć, skąd wzięła się ta sytuacja, trzeba najpierw przyjrzeć się trzeciej koncepcji prawicy.
Koniec trzeciej prawicy
Prawo i Sprawiedliwość wprowadziło szereg zmian, które wyraźnie wpłynęły na kształt III Rzeczypospolitej. Program 500+, później rozszerzony do 800+, podwyższenie płacy minimalnej, wprowadzenie minimalnej stawki godzinowej oraz zwiększenie wydatków na obronność należały do najważniejszych z nich. PiS zmieniło również język polskiej polityki, przesuwając ją w stronę większej roli państwa, redystrybucji i polityki społecznej.
Trzecia prawica rządziła jednak w wyjątkowym momencie historycznym i poniosła kilka znaczących porażek. Osiem lat rządów Prawa i Sprawiedliwości przypadło na okres, w którym Unia Europejska wyraźnie zwiększała zakres swojej regulacyjnej ingerencji i coraz mocniej angażowała się w spory wewnątrz państw członkowskich.
To okres pandemii COVID-19, związanych z nią trendów deglobalizacyjnych i napięć społecznych; to czas powrotu wojny jako podstawowego problemu europejskiej polityki w kontekście rosyjskiej agresji na Kijów; to wreszcie okres masowej imigracji nie tylko z Ukrainy, ale także z państw dalekich od Polski kulturowo.
To wszystko działo się równolegle do rozpędzonego kryzysu ustrojowego i kosztownego konfliktu politycznego z instytucjami europejskimi.
W tym samym czasie Polska przeżywała dalszy awans gospodarczy i cywilizacyjny, a wraz z nim coraz silniejszą emocję aspiracyjną społeczeństwa, które przestało postrzegać siebie jako biednego krewnego Zachodu. Te wydarzenia i procesy nie były jedynie tłem dla polityki PiS. Stopniowo zmieniały sam przedmiot prawicowej polityki i tożsamości.
Pierwszy raz pojawiły się na polskiej prawicy tak wyraźne trendy eurosceptyczne, a nawet polexitowe. Masowa migracja postawiła nowe pytania o granice wspólnoty politycznej.
Konflikt z Ukrainą o pamięć o zbrodni wołyńskiej i gloryfikowanie UPA sprawił, że po raz pierwszy pojawiło się środowisko nieostentacyjnie, ale jednak sprzyjające Rosji. Z kolei awans gospodarczy Polski sprawił, że coraz mniej przekonująca stawała się polityka oparta na obrazie społeczeństwa jako skrzywdzonej i zapóźnionej prowincji Zachodu.
Wraz ze zmianą rzeczywistości stopniowo tracił na znaczeniu również język, którym trzecia prawica ją opisywała. Wszystkie mity polityczne Prawa i Sprawiedliwości się zużyły.
Wielkie opowieści o postkomunistycznym układzie, omnipotentnym liberalnym salonie czy konserwatywnym ludzie z prowincji miały swoje źródła w rzeczywistych doświadczeniach pierwszych dekad III RP.
Z czasem jednak coraz słabiej odpowiadały sytuacji Polski, w której prawica sama przez osiem lat sprawowała władzę, zbudowała własny potężny obieg medialny, a jej elektorat zaczął wyraźnie wychodzić poza tradycyjne środowiska PiS.
Nie znaczy to, że wszystkie te opowieści stały się całkowicie fałszywe. Straciły jednak zdolność wyjaśniania coraz większej części politycznej rzeczywistości. Mitologia, która przez lata pomagała prawicy mobilizować własny obóz, coraz słabiej pomagała jej odpowiedzieć na pytanie, co zrobić z państwem, którym sama już przez lata rządziła.
PiS po wyborach w 2023 r. nie tylko nie był w stanie skonstruować rządu. Zużył się również model polityczny, który przez lata pozwalał partii Kaczyńskiego określać własną tożsamość.
Pogrążeni w ideowym chaosie
Po 2023 roku nie pojawiła się jednak żadna nowa prawicowa synteza. Przeciwnie: prawica rozpadła się na konkurujące ze sobą projekty. Prawo i Sprawiedliwość zachowało największą strukturę i znaczną część dawnego elektoratu. Obok niego funkcjonują dwa różniące się od siebie środowiska Konfederacji.
Mateusz Morawiecki próbuje budować własną pozycję, również wśród wyborców wielkomiejskich i kobiet. Karol Nawrocki, wybrany na prezydenta przy poparciu PiS, znalazł się natomiast w pozycji potencjalnego punktu odniesienia dla szerszego obozu prawicowego.
Reszta jest jedną wielką niewiadomą. Dla jednych przyszłością jest silniejsze państwo i większa ambicja geopolityczna, dla innych – ograniczenie państwa i większa wolność gospodarcza.
Jedni widzą w Ukrainie koniecznego sojusznika przeciwko Rosji, inni przede wszystkim przyszłego konkurenta. Jedni chcą mocniejszego zakorzenienia prawicy w katolicyzmie, inni kierują się w stronę świeckiego i wielkomiejskiego konserwatyzmu.
Chaos na prawicy nie jest więc wyłącznie problemem partyjnym. Rozdrobniona prawica zajmuje fundamentalnie różne stanowiska co do większości spraw ideowych.
Zamiast szukania przeciwników – pozytywny program polityczny
Przez ostatnie kilkanaście lat prawica była niezwykle skuteczna w budowaniu politycznej tożsamości wokół tego, czemu należy się przeciwstawić. Miała swoich przeciwników, swoje symbole, swoje traumy i swoje opowieści o tym, dlaczego Polska wygląda tak, a nie inaczej.
To było politycznie skuteczne. Nie wystarcza jednak do zbudowania projektu na kolejną epokę. Skończył się czas prawicy, której do osiągnięcia sukcesu wyborczego wystarczą mity polityczne, niechęć wobec jej wiecznych lub nowych wrogów oraz antyelitarny populizm.
Nie chodzi przy tym o stworzenie kolejnej wielkiej syntezy polskiej prawicowości. Być może nie potrzebujemy jednego zamkniętego systemu ideowego, który rozstrzygałby wszystkie spory.
Potrzebujemy raczej ponownego uruchomienia pracy ideowej: zastanowienia się, jakiego państwa chcemy, jaką pozycję Polski chcemy zbudować, jak urządzić gospodarkę, co ma tworzyć wspólnotę polityczną i jaką rolę w tym wszystkim powinien odgrywać katolicyzm.
W tym sensie współczesna prawica potrzebuje nie tyle kolejnej strategii wyborczej, ile źródeł nowego myślenia. Tak, aby była zdolna przeciwstawić się tym tendencjom, które stopniowo przejmują prawicową duszę – na czele z resentymentami: europejskim, ukraińskim czy niemieckim, a także pokusą łatwych rozwiązań chociażby w postaci libertarianizmu.
Jednym z nich może być środowisko, które w polskiej historii ideowej zajmuje miejsce znacznie skromniejsze, niż powinno.
„Bunt Młodych” – nowoczesna prawica w międzywojennej Polsce
Nie chodzi oczywiście o to, by przepisywać przedwojenne recepty do Polski XXI wieku. Znacznie ciekawsze jest coś innego: „Bunt Młodych” był próbą stworzenia prawicy, która nie tylko reagowała na rzeczywistość, lecz próbowała ją kształtować.
W myśleniu tych publicystów znajdziemy ambicję budowy sprawnego państwa. wizję Polski jako mocarstwa regionalnego, solidaryzm gospodarczy sytuujący się pomiędzy etatyzmem a liberalizmem, antyendecki projekt polityki wschodniej, próbę ułożenia partnerskich relacji z Niemcami, katolicyzm rozumiany jako fundament aksjologiczny całej wspólnoty oraz politykę wobec mniejszości narodowych wolną od pokusy etnicznej homogenizacji.
Jeszcze ważniejszy był jednak sposób, w jaki Giedroyć i jego współpracownicy rozumieli swoją rolę w czasach ideowego zamętu i geopolitycznej zawieruchy. Nie mieli jedynie reprezentować istniejących emocji społecznych i służyć jako tuba propagandowa tej lub innej partii.
Chcieli kształtować opinię publiczną, formować własne środowisko i oddziaływać na politykę poprzez pracę ideową – także wówczas, gdy idee te nie spotykały się z aprobatą mas.
Silne państwo, nacjonalizm i mocarstwowość
Wyznacznikiem linii politycznej „Buntu Młodych” było nastawienie instytucjonalne. „Rzeczą zasadniczą było dla mnie wtedy wzmocnienie władzy państwowej” – pisał Jerzy Giedroyć w Autobiografii na cztery ręce. Główną troską nie był więc sam naród, lecz stan instytucji młodego państwa.
W tej samej książce Giedroyć wspomina dwudziestolecie międzywojenne jako okres powszechnej niepraworządności w administracji i znaczenia osobistej protekcji w instytucjach publicznych. To interesująca perspektywa również dzisiaj.
Państwo nie staje się silne tylko dlatego, że rządzą nim ludzie deklarujący patriotyzm. Potrzebuje sprawnych instytucji, etosu służby publicznej, prawa i administracji zdolnych realizować jego cele, nie zaś paramafijnych układów tworzonych w imię partyjnych znajomości.
Środowisko „Buntu młodych” krytykowało przy tym część nacjonalistycznej retoryki, która – jak ujmował to Stefan Kisielewski – stawała się instrumentem populizmu, ułatwiającym masowe wyładowanie emocji zamiast realnego budowania potęgi państwa.
Z tą krytyką wiązał się postulat mocarstwowości. Jak rekonstruował tę myśl Maciej Zakrzewski, dawne hasło „niepodległości” należało zastąpić postulatem „mocarstwowości”, właśnie po to, aby tę niepodległość zachować.
Państwo położone między Rosją i Niemcami nie mogło prowadzić polityki biernej i zachowawczej. To ważna intuicja także dla dzisiejszej prawicy. Silne państwo nie jest celem samym w sobie. Jest narzędziem realizacji ambicji politycznej.
Adolf Bocheński, wówczas zaledwie 19-letni, w książce Ustrój a racja stanu domagał się uniezależnienia od opinii publicznej i partyjniactwa dwóch sfer działalności państwowej – polityki zagranicznej i wojskowej. Nie chodziło o ich utajnienie, lecz o to, by ich kierunek nie był podporządkowany chwilowym nastrojom.
To szczególnie aktualne dziś, gdy polityka zagraniczna coraz łatwiej staje się funkcją polityki wewnętrznej. Nie będzie polskiego mocarstwa bez myślenia kategorią racji stanu zamiast racji tłumu.
Katolicyzm i solidaryzm
Katolicyzm był dla „Buntu Młodych” czymś więcej niż zbiorem stanowisk w sprawach obyczajowych. Miał stanowić fundament szerszej wizji człowieka, społeczeństwa i państwa, a więc również źródło konkretnych przekonań politycznych.
W Polskiej idei imperialnej, zawierającej pełne stanowisko polityczne buntowników, czytamy: „Nauka katolicka (…) stawia (…) rozwój osobowości ludzkiej na czele wszystkich celów ludzkich. (…) Katolicki światopogląd (…) tworzy (…) typ człowieka; człowieka, który sprawując jakąkolwiek władzę, posiada wewnętrzne hamulce przeciwko jej nadużywaniu; podlegając zaś władzy, nie ścierpi obojętnie jej nadużyć”.
To ważne także w odniesieniu do gospodarki. Solidaryzm środowiska wyrastał z katolickiej nauki społecznej i zakładał, że własność prywatna nie jest dobrem absolutnym. Kapitał i przedsiębiorstwo pełnią również funkcję społeczną: powinny przyczyniać się do rozwoju całego społeczeństwa, a nie tylko do luksusowej konsumpcji właścicieli.
Nie oznaczało to odrzucenia kapitalizmu. Przeciwnie – chodziło o podporządkowanie mechanizmów gospodarki szerszemu celowi społecznemu: inwestowaniu, tworzeniu miejsc pracy i podnoszeniu dobrobytu szerokich mas i mocy państwa.
To istotna tradycja, o której współczesna prawica, a szczególnie obie Konfederacje, często zapomina. Alternatywą dla liberalizmu gospodarczego nie musi być etatyzm czy socjalizm.
Istnieje także konserwatywna tradycja solidaryzmu, która uznaje własność prywatną i rynek, ale odrzuca przekonanie, że gospodarka jest sferą wolną od zobowiązań wobec wspólnoty – szczególnie jej najuboższych członków.
Także tutaj katolicyzm pełnił funkcję znacznie szerszą niż obrona pojedynczych norm moralnych. Był językiem odpowiedzialności, obowiązku i dobra wspólnego.
Misja Polski w Europie i stosunek do mniejszości
Z katolickim i propaństwowym myśleniem „Buntu Młodych” wiązała się również prometejska wizja polityki zagranicznej. Było nią pokojowe współistnienie narodów Europy Środkowo-Wschodniej, wolnych od wschodniej despotii, i stworzenie układu, który pozwoli Polsce zachować podmiotowość wobec Rosji i Niemiec.
W wielonarodowej II Rzeczypospolitej buntownicy proponowali wobec Ukraińców politykę daleko bardziej otwartą niż ówczesny główny nurt narodowy: autonomię kulturalną, swobodę używania języka ukraińskiego, a nawet stworzenie ukraińskiego uniwersytetu.
Nie wynikało to z przekonania, że wszystkie konflikty narodowościowe można rozwiązać przez dobre chęci. Nie było w tym myśleniu ani grama współczesnego, liberalnego multikulturalizmu.
Przeciwnie: środowisko Giedroycia uważało, że polski interes wymaga realistycznego uznania istnienia ukraińskiego narodu i próby związania go z polskim państwem, przy jednoczesnym zwalczaniu szowinizmu i nielojalności wobec państwa.
Było to stanowisko wyraźnie sprzeczne z częścią ówczesnego nacjonalizmu. Dziś ta intuicja nabiera szczególnego znaczenia.
Polska może prowadzić wobec Ukrainy twardą politykę w sprawach gospodarczych, historycznych czy godnościowych, nie rezygnując jednocześnie z podstawowego rozstrzygnięcia strategicznego: niepodległa Ukraina jest elementem bezpieczeństwa Polski, ponieważ ogranicza rosyjską potęgę w regionie.
Podobnie wygląda sprawa Niemiec. Adolf Bocheński uważał, że Polska musi grać na antagonizm niemiecko-rosyjski, ponieważ nie może jednocześnie prowadzić polityki antyniemieckiej i antyrosyjskiej. Nie oznaczało to przyjaźni z Niemcami, lecz podporządkowanie relacji z nimi polskiej racji stanu.
W Polskiej idei imperialnej znajduje się także rozdział poświęcony mniejszości żydowskiej. Środowisko „Buntu Młodych” posługiwało się wówczas retoryką antysemicką i postulowało politykę zachęcającą Żydów do emigracji z Polski. Nie ma powodu, by ten element jego dorobku idealizować.
Można jednak dostrzec tu problem, który nadal pozostaje aktualny: jak państwo powinno reagować na dużą skalę imigracji grup różniących się od większości społeczeństwa kulturą, religią czy obyczajami.
Nie chodzi oczywiście o utożsamianie przedwojennych mniejszości (zwłaszcza żydowskiej) ze współczesnymi migrantami z krajów muzułmańskich. Chodzi o szerszą zasadę: państwo musi prowadzić selektywną politykę migracyjną, uwzględniając nie tylko potrzeby gospodarki, ale także bezpieczeństwo i spójność społeczną i kulturową. Dotyczy to dziś przede wszystkim imigracji z krajów muzułmańskich.
Prawica, która nie schlebia
Jest wreszcie coś, co łączy wszystkie te elementy: stosunek do opinii publicznej. Współczesna prawica jest wielkim beneficjentem podziału na lud i liberalne elity. Antyelitaryzm i sprzeciw wobec Donalda Tuska pozostają jednym z jej najważniejszych wspólnych mianowników.
Tego potencjału mobilizacyjnego prawica nie powinna się wyrzekać. Problem pojawia się wtedy, gdy narzędzia skuteczne w opozycji stają się jedynym językiem rządzenia. Dlatego prawica potrzebuje niezależnych ośrodków intelektualnych, które podzielają z nią część wartości, ale zachowują wobec niej zdolność do krytyki.
Taką funkcję pełnił „Bunt Młodych”. Środowisko Giedroycia było nastawione rewizjonistycznie wobec całej sceny politycznej, również wobec obozu piłsudczykowskiego, z którymi dzieliło zasadnicze wartości propaństwowe.
„Nie mając zamiaru schlebiania ani masom, ani też jakimkolwiek grupom interesów, możemy sobie pozwolić na bezkompromisowe wysunięcie tych wszystkich środków, które wiodą prosto do pożądanych celów narodowych” – pisali w swoim manifeście.
Nie oznaczało to pogardy dla opinii publicznej. Przeciwnie, buntownicy potrafili posługiwać się atrakcyjnym językiem narodowym, katolickim i mocarstwowym. Różnica polegała na tym, że nie traktowali emocji społecznych jako substytutu programu.
Zamiast kolejnej partyjnej wojny – projekt nowych rządów
„Buntu Młodych” nie należy idealizować. Nie da się również przenieść jego odpowiedzi z lat 30. bezpośrednio do Polski XXI wieku. Wartość tej tradycji leży gdzie indziej.
Pokazuje ona, że prawica może jednocześnie być narodowa i geopolitycznie realistyczna, katolicka i otwarta na niektóre mniejszości, państwowa i nieetatystyczna, solidarystyczna i przywiązana do własności prywatnej.
Może uznawać wagę emocji społecznych, nie stając się ich zakładnikiem. I może budować silne państwo bez utożsamiania siły państwa z siłą partyjnej kontroli nad instytucjami.
„Bunt Młodych” przypomina także, że prawica nie musi być wyłącznie reprezentantem istniejącego społeczeństwa. Może być jego wychowawcą i projektantem przyszłości.
Być może dlatego dziś najważniejszym zadaniem nie jest odpowiedź na pytanie, która partia wygra następną walkę na prawicy. Ważniejsze jest to, jakie idee będą w ogóle warte tego zwycięstwa.
Jeżeli polska prawica chce po raz kolejny nie tylko zdobyć władzę, lecz również rzeczywiście zmienić państwo, potrzebuje czegoś więcej niż kolejnego mobilizacyjnego mitu i wskazywania wrogów.
Potrzebuje inspiracji, by wiedzieć, co właściwie chce zbudować. Jedną z nich powinien być dorobek intelektualny „Buntu Młodych”. Pozwala on skutecznie przeciwstawić się roszczeniom tych środowisk, które wyłączają poza prawicowy nawias wszystko, co nie mieści się w neoendeckim i libertariańskim zwrocie.
Publikacja jest częścią projektu „Mocarstwo idei – Jerzy Giedroyc przedwojenny” dofinansowanego ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach programu „Patriotyzm Jutra. Wielkie Rocznice”. Wszystkie materiały w ramach projektu udostępnione są na licencji CC BY. Zachęcamy do ich przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.
