Dokument pojawił się w grudniu 2025 r. na stronie think tanku Marka Polska. Można było w nim dostrzec liczne błędy językowe, składniowe i merytoryczne. Mróz-Gorgoń, którą swego czasu premier Tusk nazywał „najwybitniejszą w Polsce specjalistką od kształtowania marki”, podała się do dymisji, ale opozycja zyskała tutaj kolejne paliwo do ataków na rząd.
Czy ta historia może być niebezpieczna dla Tuska, bo działa również na wyborców Koalicji Obywatelskiej? Lata temu będący w opozycji politycy PO (przy aplauzie swoich wyborców) mocno krytykowali PiS za tworzenie różnych narodowych fundacji, które w teorii miały promować Polskę, a w rzeczywistości wyciągały z budżetu wielkie kwoty i przynosiły marne rezultaty.
— Historia z tym raportem nie podziała na wyborców Koalicji Obywatelskiej, bo to jest temat absolutnie niszowy. To jest temat dla ludzi, którzy się bardzo mocno interesują polityką. Zwykłych wyborców to kompletnie nie interesuje — uważa prof. Waldemar Wojtasik.
Politolog nie uważa również, że historia ta odbije się szerokim echem wśród niezdecydowanego elektoratu.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Zwraca jednak uwagę na jedną kwestię. — Zgrabne jest budowanie analogii, że ten raport, zaangażowanie ministerstwa i „Marka Polska” przypominają działania PiS i ówczesną Fundację Narodową. Taka narracja się broni. Jeżeli ktoś będzie na niej zyskiwał politycznie, to będzie to Konfederacja, która będzie kreślić analogię, że PiS i PO robią dokładnie to samo — dodaje w rozmowie z Onetem.
— Dla Platformy to się rzeczywiście kiepsko zgrało przy tym raporcie. Zaangażowała do tego ministerstwo, think tank, a efekt jest taki, jaki jest — komentuje politolog.
„Tu mamy wejście w buty PiS”
Jaka historia z obozu władzy może podziałać na elektorat Koalicji Obywatelskiej? Co musi zrobić rząd, by dla jego wyborców było to nie do przełknięcia? Czy też wyborcy KO są w stanie wybaczyć premierowi Tuskowi praktycznie wszystko, bo w ich oczach stanowi on zaporę dla przyszłych rządów prawicy?
W odpowiedzi prof. Wojtasik zwraca uwagę na historię z ministrem Markiem Berkiem.
POLECAMY: „Proszę mi znaleźć lepszego gościa niż on”. Kulisy operacji „Berek”

— Ta historia uderza w podstawy aksjologiczne Koalicji Obywatelskiej, która, idąc do władzy, mówiła: „jesteśmy inni i będziemy działać zgodnie z regułami demokratycznymi”. A tu mamy wejście w buty PiS — tłumaczy politolog.
— Oczywiście dla ludzi, których ja nazywam „fanboyami partyjnymi”, czyli dla fanatyków danej partii, ta historia nie będzie miała kompletnie żadnego znaczenia. Natomiast dla tych ludzi, którzy są umiarkowanymi wyborcami strony demokratycznej, uważam, że akurat historia z Berkiem będzie miała znaczenie — dodaje.
Politolog kreśli obraz, jak będą wyglądały ostatnie miesiące przed wyborami 2027 r.
— Wchodzimy w logikę roku przedwyborczego. Wszystkie siły opozycji jednoczą się w apelu przeciwko rządowi, tłumacząc, że ten rząd trzeba odsunąć. To jest skuteczne z punktu widzenia logiki wyborczej, bo jest jakieś zmęczenie po trzech latach każdych rządów. Z drugiej strony rząd będzie mówił, że to jest element kontynuacji, że nie mieliśmy tyle czasu, ile potrzebujemy. I w związku z tym rząd będzie prosić wyborców o kolejny kredyt zaufania i o głosy — przewiduje.