Przed półfinałem turnieju WTA 1000 w Cincinnati więcej powodów do optymizmu miała 25-latka. Polka w ćwierćfinale praktycznie się nie zmęczyła, bo jej spotkanie z Jeleną Rybakiną zakończyło się po zaledwie 28 minutach przy prowadzeniu 4:1, gdy Kazaszka skreczowała. Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja Amerykanki, która w dwóch poprzednich rundach musiała rozegrać dwa trzysetowe maratony i spędziła na korcie łącznie ponad cztery godziny.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Pierwszy set był niezwykle chaotyczny i pełen przełamań. Przez pięć pierwszych gemów żadna z tenisistek nie utrzymała podania, a Pegula jako pierwsza przerwała tę serię, wychodząc na 4:2. Świątek zdołała jednak odrobić straty i doprowadzić do remisu 4:4.

Końcówka należała już do tenisistki z USA. Przy stanie 5:5 przełamała mimo prowadzenia Świątek 40:15, a następnie przy swoim serwisie wykorzystała pierwszą piłkę setową. Pomógł jej fatalny błąd rywalki przy siatce. Po 66 minutach 32-latka wygrała pierwszą partię 7:5.

Iga Świątek nie ukrywała frustracji. Tak reagował jej sztab

Świątek od początku spotkania nie ukrywała zdenerwowania. Po nieudanych zagraniach często spoglądała w stronę swojego boksu i głośno komentowała to, co działo się na korcie. Podobnie było na początku drugiego seta. Wówczas z trybun dało się usłyszeć także wskazówki kierowane do Polki przez jej sztab.

„Raz-dwa, raz-dwa, cały czas” — instruował sześciokrotną mistrzynię wielkoszlemową Maciej Ryszczuk. „I nie machaj rękami Iga, tylko kolejna piłka, c’mon, tylko do przodu” — wtórowała trenerowi przygotowania fizycznego Abramowicz. — Troszkę więcej spokoju w tym poruszaniu, bo rwiesz ten ruch, spokojnie, trzymaj ruch, masz dużo czasu przy tym — mówił chwilę później Ryszczuk. — Graj, graj, graj — dopingowała psycholożka.