Bezbramkowy remis w ostatnim domowym meczu Śląska Wrocław przeciwko Cracovii oznaczał, że drużyna Ante Šimundžy przedłużyła serię bez ligowej porażki przed własną publicznością do dziesięciu występów. W tym czasie drużyna z Oporowskiej po równo podzieliła liczbę zwycięstw oraz remisów (wliczając walkower za nierozegrany mecz przeciwko Wiśle Kraków w marcu), a ostatniego pogromcę znalazła w listopadzie ubiegłego roku. Wtedy Śląsk przegrał jedyny domowy mecz w ubiegłym sezonie I ligi z rewelacyjną Polonią Bytom (2:3) prowadzoną przez Łukasza Tomczyka, jednak poza tą wpadką, to właśnie świetna dyspozycja we Wrocławiu umożliwiła mu szybki powrót w szeregi PKO BP Ekstraklasy.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoAleksandar Vuković potrafi wygrywać we Wrocławiu
Uprzedzając argumenty o tym, że w I lidze o podobne serie klubom pokroju Śląska jest zdecydowanie łatwiej, warto zwrócić uwagę, że Ante Šimundža nie zwykł przegrywać we Wrocławiu również przed spadkiem.
Słoweniec prowadził zespół przez całą rundę wiosenną 2025 r., w trakcie której nie udało mu się wywalczyć utrzymania i dał się ograć jako gospodarz tylko dwukrotnie — w debiucie Piastowi Gliwice (1:3) oraz w końcówce sezonu, gdy sytuacja stawała się już coraz trudniejsza GKS-owi Katowice (0:2).
Przy nazwie tego pierwszego przeciwnika warto zatrzymać się na dłużej, bo pierwszym rywalem, jakiego podjął Šimundža w PKO BP Ekstraklasie był… Aleksandar Vuković, obecny szkoleniowiec Widzewa Łódź, czyli najbliższego rywala Wrocławian.
Dla Serba sezon 2024/25 był zresztą bardzo udany w kontekście rywalizacji ze Śląskiem na jego stadionie, bo krótko przed przyjściem Šimundžy, wygrał także w 1/8 finału Pucharu Polski (1:1 po dogrywce, karne: 8:9). Jeżeli ktoś miałby zatem znać sposób na złamanie wrocławskiej twierdzy, to szkoleniowiec, któremu we wcześniejszych ekstraklasowych meczach również wiodło się w meczach na terenie aktualnego beniaminka PKO BP Ekstraklasy.

Maciej Kulczyński / newspix.pl
Aleksandar Vuković jako trener Piasta podczas meczu we Wrocławiu w lutym 2025 r. (3:1)
Bergier wraca do Wrocławia
Vuković, prowadząc Legię i Piasta wygrał bowiem 4 z 5 oficjalnych meczów we Wrocławiu, wyłączając bardzo pechową porażkę z jesieni 2024 roku (0:1), kiedy Śląsk był niespodziewanym liderem tabeli. Ogółem to jedyna przegrana serbskiego szkoleniowca w dziesięciu ligowych oraz pucharowych konfrontacjach z sobotnim przeciwnikiem Widzewa, a starcie z Šimundžą w ekstraklasowym debiucie Słoweńca do dziś pozostaje jej ostatnim aktem.
Co ciekawe, jednym z najważniejszych elementów składu Łodzian na sobotni mecz we Wrocławiu ma być zawodnik, który grał… w drugim przegranym meczu Šimundžy na własnym stadionie w PKO BP Ekstraklasie. Kiedy w kwietniu 2025 roku na stadionie Śląska pewnie triumfował wspomniany GKS Katowice, w podstawowym składzie ówczesnego beniaminka biegał Sebastian Bergier.

Credit: Pawel Andrachiewicz / PressFocus / NEWSPIX.PL / newspix.pl
Sebastian Bergier w barwach GKS Katowice podczas meczu we Wrocławiu w kwietniu 2025 r. (2:0)
Urodzony we Wrocławiu wychowanek zielono-biało-czerwonych bramki nie zdobył, jednak był bardzo aktywny, a tamto spotkanie okazało się ostatnim w jego wykonaniu w barwach GieKSy przed transferem do Widzewa. Przypomnienie się poprzedniemu klubowi, w którym nie dostał prawdziwej szansy i może być dziś powodem do wielkich wyrzutów sumienia, to cel dla Bergiera na sobotni wieczór.
Smak motywacji, a co najważniejsze skuteczności w spotkaniu z byłym pracodawcą już zna, bo kiedy na początku poprzedniego sezonu po raz pierwszy w koszulce Widzewa wybiegł przeciwko GKS-owi Katowice, to bez żadnej litości zapakował mu gola otwierającego wynik meczu zakończonego wynikiem 3:0.

Łukasz Skwiot / newspix.pl
Trener Śląska Ante Šimundža
Śląsk osłabiony na początku sezonu
— Jeżeli nie będziemy na odpowiednim poziomie, to w każdym meczu w PKO BP Ekstraklasie możemy mieć problemy — regularnie podkreśla Šimundža, który po pierwszym spotkaniu z najwyższą klasą rozgrywkową sprzed półtora roku, musiał mieć świadomość, że poprzeczka pójdzie zdecydowanie wyżej.
Jego drużyna w pierwszych czterech meczach przegrała już więcej meczów niż w tym samym okresie z początku spadkowego sezonu 2024/25 (dwa do jednego), jednak zdobyła nieco więcej punktów (cztery do trzech). Potrafiła też już wygrać dzięki efektownemu odwróceniu losów spotkania z Rakowem Częstochowa (2:1) w samej końcówce, a dwa lata temu na pierwszy komplet punktów musiała poczekać aż do końcówki października (2:1 ze Stalą Mielec, która na koniec również spadła do I ligi).
Prawdziwe wyzwania w tym sezonie są jednak dopiero przed Śląskiem, bo po meczu z Widzewem czekają go ligowe wyjazdy do Legii Warszawa i Jagiellonii Białystok, a także domowa potyczka w Pucharze Polski z Pogonią Szczecin. Wrocławianie narażają się na straty bramek w sytuacjach, przed którymi przestrzega ich Šimundža, co gorzko podkreślał słoweński szkoleniowiec po ubiegłotygodniowych derbach Dolnego Śląska w Lubinie (1:2).

Foto Pawel Andrachiewicz / PressFocus / newspix.pl
Michał Mokrzycki doznał kontuzji w meczu Śląska przeciwko Cracovii (0:0)
Mają też problem z zarządzaniem prowadzeniem, bo przebieg spotkania na stadionie KGHM Zagłębia mocno przypominał wydarzenia z inauguracji przeciwko Górnikowi w Zabrzu (również skończyło się 1:2). Śląsk ma lidera z prawdziwego zdarzenia w postaci kapitana Piotra Samca-Talara, ale niekoniecznie kreuje piłkarzy, którzy mogliby równać do niego poziomem. Zmaga się także ze znaczącymi osłabieniami kadrowymi, bo więzadło krzyżowe w kolanie zerwał Michał Mokrzycki, a w sobotę drugi mecz pauzy związanej z czerwoną kartką w meczu z Cracovią (0:0) będzie odbywał Lamine Ba.