– deklaruje Krzysztof Wadowski w rozmowie z Podhale24 przy okazji otwarcia nowego salonu Kia w Nowym Targu.
Otwarcie nowego salonu Kia w Nowym Targu stało się okazją do rozmowy o ćwierćwieczu obecności marki na Podhalu, przyszłości elektromobilności oraz o tym, jak lokalny rynek reaguje na motoryzacyjne rewolucje. Czy górale przekonali się do „elektryka”? – pytamy nowotarskiego dealera Kia.Podhale24: Spotykamy się w wyjątkowym momencie – to pierwszy dzień oficjalnego funkcjonowania nowego salonu Kia
Krzysztof Wadowski: W zasadzie wystartowaliśmy już w poniedziałek, ale ten pierwszy tydzień upłynął nam tradycyjnie „na dotarcie”. Dziś zaprosiliśmy naszych klientów, znajomych i wszystkich sympatyków marki, aby wspólnie z nami świętowali to otwarcie. – Marka Kia jest obecna na Podhalu już od ponad ćwierć wieku. Pamięta Pan jeszcze te początki?
– O tak, doskonale. Nasza historia z marką Kia na Podhalu rozpoczęła się dokładnie 26 lipca 1999 roku, kiedy otworzyliśmy nasz pierwszy salon w Zakopanem, na Spyrkówce. A kiedy przyszedł czas na Nowy Targ?
– W Nowym Targu naszą działalność rozpoczęliśmy 30 września 2011 roku. Poprzedni salon służył nam wiernie przez 15 lat. Przyszedł jednak moment, w którym zmiana stała się koniecznością. Wynikało to też z globalnej ewolucji samej marki Kia – wprowadzono nowe logo, zupełnie inne oznakowanie wizualne, nowoczesne meble i całkowicie zmienioną filozofię projektowania przestrzeni dealerskich.- Co w takim razie zyskuje klient odwiedzający nowy obiekt?
– Przede wszystkim znacznie łatwiejszy dostęp do salonu oraz imponującą przestrzeń ekspozycyjną. Obecnie wewnątrz salonu możemy komfortowo zaprezentować dziewięć samochodów. W starym obiekcie, ze względu na ciasnotę, mieściło się zaledwie sześć aut. Olbrzymią różnicę widać także na zewnątrz – mamy do dyspozycji dużą przestrzeń i wygodne miejsca parkingowe dla odwiedzających. Całość prezentuje się zupełnie inaczej, a sama lokalizacja też jest bardziej atrakcyjna.- Czy ta przeprowadzka oznacza również rewolucję w portfolio? Niektórzy dealerzy decydują się na łączenie kilku marek pod jednym dachem…
Krzysztof Wadowski: Nie, ja pozostaję w pełni wierny marce Kia i tak już na pewno zostanie. – Jaki model z obecnej gamy Kia ma największe szanse stać się hitem i przyciągnąć klientów do nowego salonu?
– Ostateczny wybór zawsze należy do klienta, ale od lat naszym absolutnym liderem i modelem wiodącym jest Kia Sportage. Ten samochód od dawna cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem i napędza sprzedaż. Spore emocje budzi też Kia Seltos, która niedawno weszła do sprzedaży. To auto pozycjonowane nieco poniżej Sportage’a – jest od niego odrobinę mniejsze, ale posiada bardzo pożądany, zwłaszcza w naszym regionie, napęd na cztery koła. Seltos ma idealnie zagospodarować segment mniejszych SUV-ów.- Kiedy rozmawialiśmy blisko dwa lata temu, wspominał Pan, że górale to motoryzacyjni tradycjonaliści, którzy z dużym dystansem podchodzą do aut elektrycznych. Czy czas pokazał, że… mieli rację.
– Rzeczywiście, ta dynamiczna ekspansja samochodów elektrycznych nie potoczyła się do końca tak szybko, jak planowali to szefowie koncernu Kia. W skali całej Polski trend wzrostowy w segmencie EV jest widoczny, ale dynamika tego wzrostu pozostaje słaba. Mimo to, śmiem twierdzić, że w elektromobilności tkwi przyszłość i ten segment będzie się sukcesywnie rozwijał. Cały proces adaptacji nowej technologii postępuje jednak znacznie wolniej niż pierwotnie zakładano.- Mówił Pan wówczas, że wybierze się swym elektrykiem nad morze. Udało się?
– Szczerze mówiąc… nie. Niestety tak daleka podróż autem elektrycznym wciąż wymaga pewnych kompromisów. Na miejscu, w codziennym użytkowaniu w granicach zasięgu baterii, jazda elektrykiem to czysta poezja – jest niesamowicie komfortowa i dziś nie wyobrażam sobie już powrotu do auta spalinowego na co dzień.- Sytuacja zmienia się jednak, gdy ruszamy w daleką trasę?
– Tak. Jadąc nad polskie morze autostradą, po drodze musimy zaplanować co najmniej dwa ładowania. Nawet jeśli pojedynczy postój przy szybkiej ładowarce trwa 30-40 minut, to przy dwóch przystankach tracimy dodatkowo półtorej godziny. Jeden postój na odpoczynek i tak jest oczywiście potrzebny przy takiej trasie, ale ten drugi, konieczny postój na ładowanie w połączeniu z wolniejszym tempem jazdy sprawia, że cała podróż nad morze się wydłuża.- Czyli w obecnych realiach idealnym rozwiązaniem okazuje się swoisty „model hybrydowy” w domowym garażu: jedno auto elektryczne do codziennej jazdy, a drugie, spalinowe na dalekie wyjazdy?
– Zdecydowanie tak. Do jazdy lokalnej elektryk jest absolutnie bezkonkurencyjny i gorąco go wszystkim polecam. Jeśli ktoś dodatkowo posiada domową instalację fotowoltaiczną, to codzienne podróże stają się praktycznie bezkosztowe, a sama przyjemność z jazdy jest gigantyczna. Natomiast na dalekie, autostradowe trasy wciąż optymalnym wyborem pozostaje tradycyjny napęd spalinowy.- Na rynku motoryzacyjnym robi się coraz ciaśniej. Czy obawia się Pan ekspansji marek chińskich, których debiutuje w Europie tak wiele, że trudno wręcz spamiętać ich nazwy?
– Pewne obawy są rzeczą naturalną, ale uważam, że jako marka stojąca stabilnie na rynku od wielu lat, mamy potężne asy w rękawie. Przede wszystkim przemawia za nami wypracowane przez dekady zaufanie, sprawdzona i niezawodna technologia oraz w pełni rozwinięta, stabilna sieć serwisowa i natychmiastowa dostępność części zamiennych.- Pozostaje nam więc życzyć Panu częstych odwiedzin w salonie, a nam, by nas było stać na motoryzacyjne nowości.
– Zapraszam do nowego salonu.
Rozmawiał Józef Figura.