Lekarze coraz częściej obserwują pacjentów zgłaszających się z objawami zakrzepicy żył głębokich oraz zatorowości płucnej, która jest najgroźniejszym powikłaniem choroby zakrzepowo-zatorowej.

Jak tłumaczy prof. Łukasz Paluch, nie jest to przypadek. Wiadomo już, że wirus SARS-CoV-2 może uszkadzać śródbłonek naczyń krwionośnych, zwiększając skłonność organizmu do tworzenia skrzepów.

Jednocześnie pandemia przyniosła pewien pozytywny efekt. Znacznie wzrosła świadomość pacjentów, którzy częściej rozpoznają niepokojące objawy i szybciej trafiają do lekarza.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoBól łydki może być sygnałem alarmowymObjawy zakrzepicy bywają bagatelizowane, ponieważ łatwo pomylić je z przeciążeniem mięśni czy urazem.

Prof. Paluch zwraca uwagę, że jednym z charakterystycznych sygnałów jest ból łydki, zwłaszcza nasilający się podczas unoszenia stopy lub palców. Taki objaw może wskazywać na zakrzepicę żył śródmięśniowych.

Znacznie częściej jednak pacjenci trafiają do specjalisty dopiero wtedy, gdy choroba jest już zaawansowana.

Ostra zakrzepica zwykle powoduje silny ból, obrzęk kończyny, jej zaczerwienienie i wyraźne ucieplenie. Jeszcze groźniejsze objawy pojawiają się w przypadku zatorowości płucnej.

„W przypadku zatorowości płucnej występują duszność, krwioplucie i nie można przejść nawet kilkudziesięciu metrów” — podkreśla ekspert.

Zatorowość płucna może doprowadzić do zatrzymania krążenia

Według prof. Palucha w Polsce z zatorowością płucną zmaga się około 230 tys. osób. Choroba rozwija się wtedy, gdy skrzep powstały w innym miejscu organizmu przemieszcza się do naczyń płucnych.

Zakrzepica najczęściej kojarzy się z żyłami kończyn dolnych, ale skrzepy mogą tworzyć się również w obrębie miednicy mniejszej czy żył przymacicza u kobiet.

Jeżeli fragment skrzepu oderwie się i dotrze do płuc, może zablokować przepływ krwi przez naczynia płucne. W efekcie dochodzi do gwałtownego pogorszenia utlenowania organizmu.”Powodem nie jest brak dopływu powietrza, lecz zaburzenia przepływu krwi przez płuca. Czasami dochodzi nawet do zatrzymania akcji serca” — ostrzega specjalista.Liczy się czas. Kluczowe są pierwsze dni

Rokowanie zależy przede wszystkim od momentu rozpoznania choroby.

Ekspert podkreśla, że największe szanse na skuteczne udrożnienie naczynia istnieją w ciągu pierwszych od siedmiu do 12 dni od powstania skrzepu. Później dochodzi do jego zwłóknienia, przez co staje się bardziej odporny na leczenie.

Im większy skrzep, tym trudniej przywrócić prawidłowy przepływ krwi. Zdarzają się przypadki, gdy zakrzep rozciąga się na długości kilkudziesięciu centymetrów i obejmuje znaczną część układu żylnego kończyny.

Konsekwencje mogą okazać się długotrwałe. Długotrwała niedrożność uszkadza zastawki żylne odpowiedzialne za prawidłowy przepływ krwi. W rezultacie rozwija się tzw. zespół pozakrzepowy oraz przewlekła niewydolność żylna.

Leczenie jest możliwe, ale nie zawsze

Podstawą diagnostyki zakrzepicy pozostają badania obrazowe naczyń żylnych. Jeśli lekarz podejrzewa zatorowość płucną, konieczne jest wykonanie tomografii komputerowej naczyń płucnych.

Leczenie obejmuje przede wszystkim terapię przeciwzakrzepową. W części przypadków wystarczają zastrzyki z heparyny podawane samodzielnie przez pacjenta. Cięższe przypadki wymagają hospitalizacji i dożylnych wlewów leków.

Dostępne są także metody zabiegowe, takie jak mechaniczne usunięcie skrzepu lub założenie stentu przywracającego drożność naczynia. Nie każdy pacjent może jednak zostać zakwalifikowany do takiego leczenia.

„Wszystko zależy od tego, w jakim stanie zaawansowania choroby zgłosi się pacjent” — wyjaśnia prof. Paluch.

To nie jest choroba wyłącznie seniorów

Specjalista obala jeden z najczęściej powtarzanych mitów.

Zakrzepica może pojawić się w każdym wieku. U osób młodych często odpowiadają za nią czynniki genetyczne. Szacuje się, że około 5 proc. Polaków ma wrodzoną trombofilię, czyli zwiększoną skłonność do tworzenia zakrzepów.

Na ryzyko wpływają również ciąża, nowotwory, urazy kończyn, odwodnienie, długotrwałe unieruchomienie, nadużywanie alkoholu, a także antykoncepcja hormonalna.

Jak zwraca uwagę ekspert, szczególnie niebezpieczne jest nakładanie się kilku czynników jednocześnie.

Młoda kobieta z genetyczną trombofilią, stosująca antykoncepcję hormonalną i narażona dodatkowo na odwodnienie czy długotrwałe unieruchomienie, może znaleźć się w grupie bardzo wysokiego ryzyka.

Choroby nowotworowe i infekcje zwiększają zagrożenieSilny związek między nowotworami a zakrzepicą jest znany od lat. Powodem może być zarówno ucisk rozwijającego się guza na naczynia krwionośne, jak i prozakrzepowe działanie samej choroby nowotworowej.

Podobnie działają ciężkie infekcje wirusowe.

COVID-19 pokazał, że wirusy mogą zwiększać ryzyko zakrzepicy na kilka sposobów jednocześnie: uszkadzając śródbłonek naczyń, wywołując silny stan zapalny, prowadząc do niedotlenienia oraz wymuszając długotrwałe unieruchomienie chorego.

Zdaniem prof. Palucha podobny mechanizm obserwuje się także podczas innych infekcji układu oddechowego.

Siedzący tryb życia szkodzi żyłom

Ekspert zwraca również uwagę na rolę codziennych nawyków.

Długotrwałe siedzenie spowalnia przepływ krwi w żyłach kończyn dolnych. Mięśnie łydek, ud i stóp działają wtedy mniej efektywnie, przez co tzw. pompa mięśniowa nie wspomaga prawidłowego krążenia.

Dodatkowym problemem jest uciskanie niektórych naczyń żylnych podczas siedzenia.

Dlatego osoby pracujące przy biurku powinny regularnie wstawać, spacerować i wykonywać krótkie ćwiczenia aktywujące mięśnie nóg.

„Ucisk” naprawdę działa

Jednym z najskuteczniejszych sposobów wspomagania leczenia i profilaktyki zakrzepicy pozostaje kompresjoterapia.

Choć wielu pacjentów podchodzi sceptycznie do noszenia pończoch uciskowych, specjalista nie ma wątpliwości co do ich skuteczności.

„Warto. To jedna z najstarszych metod leczenia zakrzepicy, stosowana już w starożytności” — podkreśla prof. Paluch.

Odpowiednio dobrany ucisk poprawia przepływ krwi, zmniejsza zastój żylny, przyspiesza udrażnianie naczyń i ogranicza ryzyko kolejnych epizodów zakrzepowych.

Najważniejszy wniosek pozostaje jednak niezmienny: im wcześniej wykryta zakrzepica, tym większa szansa na uniknięcie groźnych powikłań, takich jak zatorowość płucna, przewlekła niewydolność żylna czy trwałe uszkodzenie naczyń.

Prof. Łukasz Paluch

Pracuje w Doppler Warszawskim Instytucie Naczyniowym. Jest pierwszym Polakiem, któremu przyznano niedawno tytuł honorowego profesora College of Phlebology. Otrzymał też nagrodę Amerykańskiego Towarzystwa Chirurgii Plastycznej za pracę naukową roku. Jest jednym z najmłodszych lekarzy posiadających stanowisko profesora w naszym kraju. Doktoryzował się z innowacyjnych technik diagnostyczno-terapeutycznych zakrzepicy żylnej. Jego badania były wdrażane w prestiżowych ośrodkach naukowych, takich jak Mayo Clinic w USA.

Treści z serwisu Medonet mają na celu polepszenie, a nie zastąpienie, kontaktu pomiędzy Użytkownikiem a jego lekarzem. Serwis ma charakter wyłącznie informacyjno-edukacyjny. Przed zastosowaniem się do porad z zakresu wiedzy specjalistycznej, w szczególności medycznych, zawartych w Serwisie należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem.