Iga Świątek rezygnuje z miksta. „Takie są priorytety”
Wiadomo już, że w US Open zagra tylko w singlu. Pod koniec tygodnia wycofała się z gry w mikście. Miała wystąpić u boku Caspera Ruuda, ale zastąpi ją Diana Sznajder. — Jeżeli porównamy sytuację do zeszłego roku, gdzie Iga grała finał w Cincinnati w poniedziałek i na łeb na szyję musiała lecieć do Nowego Jorku, żeby we wtorek od razu zagrać miksta, nie dziwię się, że uznała, że jakby mikst nie jest dla niej priorytetem. W tym roku nie grała w finale w Cincinnati, ale za to ma za sobą więcej spotkań w Toronto — analizuje redaktor naczelny magazynu „Tenisklub”.
— To była taka decyzja pokazująca, jakie są priorytety. Te są oczywiście w singlu, a nie w mikście — nie ma wątpliwości Romer, który w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet wymienia, co była liderka rankingu WTA poprawiła w swojej grze.
— Czuje się ewidentnie pewniej. Już kiedyś powiedziała, że jeśli ktoś ma pewność siebie na korcie, to od razu wiąże się to z lepszą formą i wynikami. Po Wimbledonie przepracowała czas rozsądnie — twierdzi.
Iga Świątek „po remoncie”
Przeczytaj, dlaczego Polka jest faworytką US Open

W związku z tym nie zabrakło pochwał dla nowego szkoleniowca. — Jestem bardzo przekonany do Francisco Roiga. Uważam go za bardzo dobrego warsztatowca. Widziałem ich parę wspólnych treningów. On jej bardzo pomaga. Iga jest zawodniczką, która potrzebuje trochę czasu, żeby się przekonać do trenera. Ten czas już nadszedł. Przekonała się do Hiszpana i przyszły wyniki, forma rośnie. W Toronto i Cincinnati pojawiła się Iga, której dawno nie widzieliśmy. Przede wszystkim jest spokojniejsza na korcie i wierzy w swoje uderzenia. Tego brakowało na Wimbledonie, a także w starciu z Martą Kostiuk na Roland Garros — wraca do trudnych momentów Świątek Romer.
Maja Chwalińska z wielką szansą w US OpenDruga polska rakieta wróciła właśnie na życiowe miejsce w rankingu WTA. Lokata numer 21 oznacza rozstawienie w wielkoszlemowej rywalizacji. Po sukcesie w Roland Garros szybko odpadła z dwóch turniejów na trawie, w tym z Wimbledonu, a na twardej nawierzchni także nie wyglądało to dotąd dobrze pod względem wyników.
Po szybkim odpadnięciu z turnieju WTA 1000 w Toronto Chwalińska wygrała pierwszy mecz, notując przełom. W Cincinnati Polka wyrzuciła Cristinę Bucsę, by później odpaść po zaciętym starciu z rosyjską gwiazdą, Dianą Sznajder. Te dwa mecze mogą być więc dowodem, że ze swoim stylem gry może radzić sobie także z silnymi zawodniczkami na kortach twardych. A więc takich, na jakich zagra podczas US Open.
— Mecz ze Sznajder w Cincinnati pokazał, że naprawdę niewiele jej brakuje. Przed startem tego sezonu na kortach twardych były obawy, że gra idealnie na ziemnych kortach, sprawdza się na trawie, ale na „hardzie” nie nadąża za tenisistkami, które mocno biją. Nie do końca tak musi być — zauważa Romer i przekonuje, że jej ostatnie wyniki nie muszą o niczym świadczyć przed najważniejszym występie w końcówce sezonu 2026.
— Dajmy tej dziewczynie trochę pograć, bo ona na razie zagrała dwa turnieje na „hardzie”. W Toronto i Cincinnati nie występowała nigdy wcześniej. To trzeba zaznaczyć, że jest to debiut na takim poziomie. Nigdy nie grała turniejów WTA 1000, przez co spokojnie będziemy mogli oceniać ją w październiku — zauważa ekspert.
— Celem jest wygranie najbliższego meczu. Taka jest zasada, a Maja jest na tyle doświadczoną zawodniczką, że ma już takie podejście. To może przynieść efekt. Było tak na Roland Garros. Nie musi stawiać sobie żadnych celów — dodaje z dużym optymizmem.
Minionej nocy do kibiców dotarła jeszcze jedna świetna wiadomość. Hubert Hurkacz wygrał finał turnieju ATP Challenger 125 w Cancun, pokonując rozstawionego z numerem pierwszym Sebastiana Baeza 4:6, 6:0, 6:3. Mimo pierwszego tytułu od wielu miesięcy na US Open nie będzie rozstawiony.
Dla Romera kluczowe będzie losowanie głównej męskiej drabinki. — Może dostać w pierwszej rundzie nawet Alexandra Zvereva albo Bena Sheltona. Z jego punktu widzenia wolałbym unikać Amerykanów i to najdłużej, jak się da — przestrzega, nawiązując do żywiołowej publiczności zza oceanu, która mocno wspiera gospodarzy.
— Równie dobrze może się tak zdarzyć, że dopiero w trzeciej rundzie trafi na rozstawionego tenisistę. To oni powinni się go obawiać przed losowaniem. Wiadomo, jakie są jego walory, szczególnie na kortach twardych. To dobry serwis i bardzo solidny forhend. Na pewno chce dużo, ale presja będzie po drugiej stronie kortu — słyszymy.