Atakująca pojawiła się na boisku w drugim secie, zastępując Magdalenę Stysiak. Nie była jednak zadowolona ani z własnego występu, ani z postawy całego zespołu. W rozmowie z Interią Sport nie zamierzała owijać w bawełnę.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

— Ciężko coś powiedzieć. Nie wiem, jak opisać ten mecz. Dla mnie to był jeden wielki rollercoaster — stwierdziła Szczurowska.

Łotyszki, zajmujące 65. miejsce w rankingu FIVB, zaskoczyły Polki bardzo dobrą zagrywką, przyjęciem i grą blokiem. Rywalki wykorzystały moment słabości Biało-Czerwonych i długo były o krok od sprawienia ogromnej niespodzianki.

— Zagrywka świetna, przyjęcie jeszcze lepsze. Zaczęły blokować. To, co się działo, było niesamowite. Myślę, że żadna z nas nie spodziewała się takiego poziomu u przeciwnika. I to nas trochę zgubiło — przyznała reprezentantka Polski.

Julia Szczurowska krytyczne wobec zespołu i siebie

Najmocniej Szczurowska oceniła jednak mentalne podejście zespołu. — Potrafimy grać, tylko kiedy mentalnie zeszło nam trochę skupienia i energii, na boisku w pewnym momencie był jeden wielki cmentarz. I nie było gry. Dopiero kiedy pobudziłyśmy się wzajemnie, dziewczyny wniosły fajną atmosferę, kiedy weszła Ala [Grabka], to już dużo lepiej wyglądało — powiedziała.

Sama atakująca również nie oszczędziła siebie. Zdobyła sześć punktów, ale była bardzo krytyczna. — To było chyba jedno z gorszych wejść, jakie miałam do tej pory. Jakbym zapomniała, jak się gra w siatkówkę — oceniła.

Polki ostatecznie uniknęły katastrofy. Odrobiły osiem punktów straty w trzeciej partii i zamknęły spotkanie w czterech setach, dzięki czemu po dwóch meczach mają komplet sześciu punktów.

Przed nimi jednak znacznie trudniejsze zadanie. Kolejnymi rywalkami Biało-Czerwonych będą Słowenki, które pokonały Niemki. Szczurowska wie, co trzeba zrobić po niespodziewanie trudnym spotkaniu z Łotwą.

— Najważniejsze, że jest wygrana i są trzy punkty. Powinnyśmy zapomnieć o tym meczu, przygotować się na kolejne z lepszą motywacją — podsumowała.