Sarah Calenda z Würenlos w kantonie Aargau jest zszokowana. — Chciałam tylko kupić dwa rogaliki w okolicznej piekarni — mówi w rozmowie z „Blick”. Jednak zamiast zapłacić za zakupy 14 zł, niedzielna wizyta kosztowała tę mamę ponad 2 tys. zł. Stało się tak, ponieważ zaparkowała przy sąsiadującym budynku na miejscu objętym sądowym zakazem parkowania.
To było naprawdę na chwilę
— zapewnia.
Jej zdaniem fakt, że właściciel posesji i prokuratura ukarali ją za to, jest po prostu śmieszny.
— przyznaje.
Tak to wyglądało: w niedzielę, 29 marca, około godziny 11.40 Calenda podjechała pod piekarnię. — Wszystkie miejsca parkingowe przy piekarni były zajęte. — Pomyślałam więc, że szybko zaparkuję przed optykiem — tłumaczy.
Weszła do piekarni. — W ciągu trzech minut byłam z powrotem na zewnątrz — mówi zszokowana. — Za wycieraczką znalazłam mandat na 370 zł. Myślałam, że to jakiś żart — podkreśla.
Była to opłata manipulacyjna dla właściciela posesji.
Na początku po prostu to przyjęłam do wiadomości
— mówi kobieta.
Później Calenda próbowała wyprosić odstąpienie od kary. Jednak właściciel terenu i prokuratura pozostali nieugięci. Adrian Schuler z Prokuratury Aargau tłumaczy:
Jeśli organom ścigania zgłaszane jest wykroczenie, musimy się nim zająć i — jeśli są podstawy — podjąć odpowiednie kroki
Już na początku roku właściciel zamontował na posesji Daniela Meiera dwa znaki sądowego zakazu parkowania — zdecydował się na to, bo klienci pobliskiej piekarni notorycznie parkowali u niego. Jeden znak zawieszono przy podwójnym miejscu parkingowym, drugi przy wejściu do optyka Huber, gdzie mogą zaparkować dwa auta. Tuż obok znajduje się piekarnia Arnet, która dysponuje trzema miejscami parkingowymi z tyłu, jednym obok domu i dwoma przed sklepem.
Oświadczenie dla prokuratury
Meier wyjaśnia w oświadczeniu dla prokuratury:
W styczniu próbowaliśmy porozmawiać ze wszystkimi właścicielami aut, którzy nie stosowali się do zakazu. Niestety rozmowy nie przyniosły efektu.
Jak dodaje Meier, najczęstszym tłumaczeniem było: „Jestem tylko na chwilę w piekarni” — i rzeczywiście tak było.
Gdyby każdy kierowca tak tłumaczył, miejsce byłoby właściwie cały czas zajęte
Działania nie przyniosły efektu
W lutym zaczęto zostawiać na autach karteczki: „Państwa samochód stoi na zakazie parkowania. W przypadku kolejnych wykroczeń zgłosimy sprawę”. Niestety, i to nie podziałało.
— pisze Meier.
Z tego powodu w marcu zdecydowano się naliczać opłatę manipulacyjną lub składać zawiadomienie o wykroczeniu.
Teraz doszło jeszcze do postępowania karnego
Do 370 zł opłaty manipulacyjnej Sarah Calenda musiała dołożyć 370 zł mandatu oraz prawie 1 tys 400 zł opłaty za postępowanie karne, nałożone 11 sierpnia.
Moim zdaniem to nieuzasadnione. Przecież optyk w niedzielę jest zamknięty, więc nikomu nie przeszkadzałam.
— uważa kobieta.
Te dwa rogaliki kosztowały mnie ostatecznie ponad 2 tys. zł!
— mówi Calenda, która wszystko już zapłaciła, żeby nie generować kolejnych kosztów.
Możliwe, że właścicielowi chodzi tylko o pieniądze
— stwierdza.
Właściciele optyka i piekarni są bezradni
Flurin Huber (32), właściciel Optik Huber, i Janek Arnet (61), właściciel Beck Arnet, mówią tylko:
To frustrująca sytuacja dla wszystkich. Mamy nadzieję, że uda się znaleźć rozwiązanie
Ostateczna decyzja należy do właściciela terenu, Meiera. W mailu do „Blicka” powtarza niemal to samo, co w oświadczeniu dla prokuratury, i dodaje, że wielu odwiedzających zostawiało auta na naszym terenie.
Często prowadziło to do tego, że nasi goście nie mieli już wolnych miejsc
— tłumaczy i dodaje, że opłata manipulacyjna nie daje mu zysku, a jedynie pokrywa własne wydatki i koszty związane z nielegalnym parkowaniem
Sarah Calenda ma tylko jedno życzenie:
Żeby pan Meier trochę wyluzował i miał trochę więcej wyrozumiałości dla innych
Polecamy: