— Składam zawiadomienie do prokuratury w sprawie zaniechań władz miasta — mówi Onetowi krakowski radny klubu Kraków dla Mieszkańców Rafał Zawiślak.
— Bo to, co jest najbardziej kuriozalne, to fakt, iż dwa lata od zawiadomienia, że w tym miejscu jest niebezpiecznie, ani Miejski Inżynier Ruchu, ani nikt od prezydenta nie zareagował i nic nie zrobiono. Chcę, żeby prokuratura określiła, czy doszło do zaniedbań — zaznacza.
Zarzuty o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym usłyszał kierujący samochodem Hubert B. Prokuratura twierdzi, że bezpośrednią przyczyną tragedii była nadmierna prędkość. Ulica Solna jest objęta strefą „tempo 30”. Kierowca — co wykazali obecni na miejscu biegli — pędził ponad 70 km na godz. Był trzeźwy, ale dopiero wyniki badania krwi mają wskazać, czy miał w organizmie inne niedozwolone substancje.
Hubert B. następne trzy miesiące spędzi w areszcie, bo tak zdecydował sąd w obawie m.in. przed jego ucieczką. Potem czeka go proces, w którym grozi mu do ośmiu lat pozbawienia wolności. Ale od początku nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. Śledczym powiedział, że stracił panowanie nad pojazdem z powodu złego stanu nawierzchni, a nie dlatego, że jechał ponad dwa razy szybciej niż pozwalają przepisy.
— To bezczelność, żeby po zabiciu dwojga młodych ludzi w taki sposób się tłumaczyć. Od kilku dni nie mogę przestać myśleć o tym wypadku, bo niemalże codziennie przechodzę z dzieckiem wzdłuż ul. Solnej. Paraliżuje mnie myśl, że to mogło mi się przytrafić — mówi Marta, mieszkanka krakowskiego Zabłocia.
— Kilka lat temu podobny wariat prawie na mnie wpadł, kiedy szłam chodnikiem przy ul. Nadwiślańskiej. W ostatniej chwili udało mu się odbić kierownicą i odjechać z piskiem opon. To, co tu się dzieje, to wariactwo — podkreśla Ewelina, mieszkająca w Podgórzu.
„Na ul. Nadwiślańską, na której mieszkam, codziennie — zarówno w ciągu dnia, jak i późnym wieczorem oraz w nocy — przyjeżdżają kierowcy sportowych, często bardzo głośnych samochodów. Jeżdżą z dużą prędkością, gwałtownie przyspieszają i strzelają z silników, żeby wszystkim w okolicy pokazać, jak głośne mają auto” — napisała do redakcji Onetu pani Katarzyna.
To głosy, które wybrzmiewają nie przy okazji kolejnego wypadku, który wstrząsa Polską. To głosy, które od mieszkańców i radnych dzielnicowych spływały do władz miasta oraz do policji od kilku lat.
Dobrze to pamięta Rafał Zawiślak, który jako radny napisał też interpelację do prezydenta miasta. Był 2024 r. i w odpowiedzi od ówczesnego wiceprezydenta Stanisława Kracika usłyszał mniej więcej tyle, że w tej sprawie miasto niewiele może i jeszcze mniej zamierza.
Co „głosy mówiły” Patrykowi F.? Rozpędził auto i zamknął oczy. Zabił rodziców i dziecko
„Zgłaszałem wariatów. Większość spraw umarzano”
— Tak samo niejednokrotnie kierowane były zawiadomienia na policję zarówno przez mieszkańców, jak i przez radnych dzielnicowych. Zgłaszaliśmy problem rozpędzonych aut na ul. Nadwiślańskiej. Tutaj także nie było odpowiedniej reakcji — komentuje radny Zawiślak.
Potwierdza to także relacja Konrada Kordasa, który od 2021 r. nagłaśniał problem mieszkańców Podgórza.
„Zgłaszałem wariatów. Odwiedzałem komendantów Komisariatu Policji V w Krakowie. Spotykałem się z dzielnicowym. Chodziłem na zebrania Rady Dzielnicy, zgłaszając ten palący problem. W pewnym momencie przez brak snu spowodowany hałasem, który niemal każdej nocy generują ci wariaci, zacząłem chodzić wieczorem na spacery, nagrywać i zgłaszać te niedo-rajdy” — relacjonuje Krakowianin.
I dodaje, że większość spraw została umorzona, mimo dokładnych nagrań i zeznań. „Policja miała wizerunki kierowców, numery rejestracyjne. Wszystko. Zaledwie kilka spraw skończyło się mandatem” — twierdzi mieszkaniec.

Lukasz Gagulski / PAP
Miejsce tragicznego wypadku w rejonie skrzyżowania ulic Solnej i Nadwiślańskiej na krakowskim Podgórzu
Dziś władze miasta w wydanym w tej sprawie oświadczeniu zdają się mówić, że nie jest tak źle, jak się mieszkańcom wydaje.
„Uchwała Rady Dzielnicy XIII z maja 2024 r. dotyczyła innego odcinka drogi niż ten, na którym doszło do wypadku. Natomiast w oparciu o treść uchwały, w celu rzetelnego zbadania zgłaszanych problemów oraz podjęcia dalszych kroków, miasto przeprowadziło pomiary prędkości, które nie wskazały jednoznacznie występowania przekroczeń” — czytamy w oświadczeniu.
Miasto: w tym miejscu nie było wypadków
Dalej urzędnicy przypominają, że to Rada Dzielnicy miała wystąpić do policji o zrobienie pomiarów, więc miasto sprawą się nie zajmowało. A poza tym — argumentują władze Krakowa — od pięciu lat na ul. Solnej nie było wypadku i gdyby kierowca stosował się do ograniczeń prędkości, mogłoby do niego nie dojść także w sobotę.
— Najgorzej, gdy dwa ośrodki — władze miasta i policja — przerzucają się odpowiedzialnością. Kto zawinił, oceni prokurator — podkreśla radny Zawiślak.
Stanisław Kracik, który pełni teraz obowiązki prezydenta Krakowa, polecił urzędnikom ponowne przeanalizowanie możliwości wprowadzenia zmiany stałej organizacji ruchu, która pozwoli na uspokojenie ruchu w rejonie ul. Nadwiślańskiej, Solnej i Zabłocie.

Lukasz Gagulski / PAP
Znicze w miejscu tragicznego wypadku w Krakowie
Na konferencji prasowej we wtorek, a więc cztery dni po tragedii, komisarz Kracik zapowiedział zamontowanie progu zwalniającego lub szykan przy ul. Solnej. — Trzeba po prostu ten próg, mimo że do tej pory nie było ku temu powodu, jednak zamontować — stwierdził Kracik. Dodał, że decyzja jest reakcją na tragedię, choć jego zdaniem wcześniejsze analizy nie wskazywały na potrzebę zmian w organizacji ruchu.
— Nie ma takiego miejsca w Krakowie, a obserwujemy też wypadki na prostych odcinkach dróg, gdzie nieodpowiedzialny kierowca nie byłby w stanie sobie czy innym wyrządzić krzywdy — podkreślał Kracik. — Fakt, że w przypadku tragedii na Solnej kierowca nie przyznaje się do winy, twierdząc, że winna była nawierzchnia drogi, świadczy jak najgorzej o tym młodym człowieku — skwitował.
Komisarz zapowiedział również udostępnienie protokołu z wizji lokalnej przeprowadzonej z udziałem policji. Ma on zawierać ocenę oznakowania, stanu nawierzchni oraz możliwych zmian w tym miejscu.
— Nie chcemy czekać, aż w naszej okolicy wydarzy się kolejna tragedia. Po tragicznym wypadku na ul. Solnej szczególnie mocno wybrzmiewa pytanie, czy dopiero takie zdarzenia muszą się wydarzyć, aby odpowiednie służby zaczęły skutecznie reagować — komentuje Katarzyna, mieszkanka ul. Nadwiślańskiej.
Nocne wyścigi ulicami Krakowa
Krakowianie przy tej okazji zwracają uwagę, że pirackie rajdy to nie tylko problem Podgórza i Zabłocia. Ryk silników, zwłaszcza w letnie wieczory, nie daje spokoju mieszkającym w pobliżu szerokich arterii — ul. Bora-Komorowskiego, Opolskiej czy Wielickiej.
— Tak samo wyścigi samochodów i motocykli odbywają się co wieczór na al. 29 Listopada. Regularnie zgłaszam to przez policyjną stronę i zgłasza to mnóstwo osób z okolicznych osiedli. W ciepły, wakacyjny wieczór czy w nocy nie da się uchylić okna, taki jest huk i ryk silników. Reakcji brak — dodaje Justyna, mieszkanka Krakowa.
Także radny Zawiślak podkreśla, że od kilku dni spływają do niego informacje od mieszkańców Krakowa o innych miejscach potencjalnie niebezpiecznych dla niechronionych uczestników ruchu. To zainspirowało go do złożenia wniosku, by miasto ujawniło listę zgłoszeń od krakowian dotyczących ulic, po których grasują drogowi bandyci, wraz z informacją, jaka była reakcja urzędników.
Policja w poprzednich latach prowadziła akcje mające na celu wyłapanie tych, którzy umawiają się na wyścigi ulicami Krakowa. Funkcjonariusze chwalili się tym zwłaszcza latem 2023 r., gdy w Krakowie doszło do innego tragicznego wypadku. Przy moście Dębnickim rozbił się samochód prowadzony przez Patryka Perettiego. On i jego trzech kolegów zginęli na miejscu. Kierujący miał 2,3 promila alkoholu we krwi.„Tragedia przy moście Dębnickim nie dała wiele do myślenia”
Większość takich akcji i interwencji policji kończyła się zatrzymaniem dowodów rejestracyjnych albo mandatami, bo stuningowane pojazdy nie spełniały norm. Nie odstraszało to jednak młodych ludzi od urządzania kolejnych wyścigów.

Lukasz Gagulski / PAP
Znicze w miejscu wypadku przy moście Dębnickim w Krakowie, gdzie zginęło czterech młodych mężczyzn
— Te kontrole policji to pic na wodę i pokazówka. Bo stała się tragedia, to muszą pokazać, że coś robią. Pewnie ktoś tam dostanie mandat, zabiorą parę dowodów rejestracyjnych i na tym się kończy, bo w większości przypadków nic na nas nie mają. Jeszcze nikt nie zakazał spotykania się nocą na stacji benzynowej — mówił nam przy okazji takich policyjnych kontroli 20-letni chłopak, który uczestniczy w rajdach.
— Sprawdzą, spiszą, a my pojedziemy zrobić „ćwiartki” gdzie indziej — komentował kolejny.
Naczelnik krakowskiej drogówki zapewniał wtedy w rozmowie z Onetem, że nie będzie przyzwolenia na organizowanie w Krakowie wyścigów ulicznych. Ale też zastrzegał: — To, czy patrolować ulice wyjedzie 100, czy 300 funkcjonariuszy drogówki, nie zastąpi myślenia młodych ludzi, którzy powinni sami zdawać sobie sprawę, że nie ma czegoś takiego jak „szybka i bezpieczna jazda”, że przekraczając prędkość, mogą zabić siebie albo innych. Niestety, z naszych obserwacji wynika, że tragedia przy moście Dębnickim nie dała wiele do myślenia.CZYTAJ WIĘCEJ: „Cichy marsz” w Krakowie po tragicznym wypadku. „Najwyższy czas to zmienić”