Triumfalną nutą alternatywy w wykonaniu Kuby i Kuby zakończył się drugi dzień Top of the Top Sopot Festival 2026. W środę byliśmy już na półmetku imprezy. Zostaliśmy w klimacie alternatywy, choć tajemnicza nazwa koncertu „Opera Leśna w czterech aktach” zwiastowała większą muzyczną różnorodność. Prowadzący — Dorota Wellman i Marcin Prokop — wyjaśnili, że motywem przewodnim jest „skupienie na sensie, melodii i piosence”, a w rzeczywistości podział na akty udało się zachować głównie dzięki przerwom reklamowym.
Tego wieczoru deski amfiteatru przejęli weterani Opery Leśnej, tacy jak Alicja Majewska, Włodzimierz Korcz czy Michał Bajor, za to zaskoczeniem była z pewnością obecność Artura Rojka, który raczej nie jest stałym bywalcem telewizyjnych koncertów.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoPo trzecim dniu Top of the Top Sopot Festival 2026
Na początek Igor Herbut wprowadził liryczny nastrój balladą „Jasny”. Wśród scenerii natury i roślin, umieszczonych specjalnie na tę okazję na scenie, zrobiło się jakoś magicznie. I już po chwili estrada należała do dawnego frontmana Myslovitz, który wyrwał z tej melancholii.
Wykonał najpierw solowe „Syreny” oraz „Bez końca”. Osobiste kompozycje, choć z kontemplacyjnym wydźwiękiem, okrasił wyjątkowo energicznym tańcem. Może i widzowie przed telewizorami byli zaskoczeni jego ekspresją, lecz jest to nieodłączny element jego występów na żywo. To nie było jego ostatnie słowo tego wieczoru.

PAP/Andrzej Jackowski
Artur Rojek podczas trzeciego dnia Top of the Top Sopot Festival 2026
Nadszedł czas na legendy Sopotu, czyli jedyny w swoim rodzaju duet Majewska/Korcz. Artyści jak zawsze ujęli swym profesjonalizmem i pogodą ducha. Najpierw wykonali balladę „Podróżą każda miłość jest”, ale dopiero ta klasyczna kompozycja — „Odkryjemy miłość nieznaną”, wydana dokładnie pół wieku temu — była kluczem do serc publiczności. Dosłownie zaczarowała Operę Leśną, a owacje na stojąco i śpiew słów piosenki trwały jeszcze długo po występie. To niebywały zaszczyt podziwiać dwie ikony polskiej sceny w tak wybitnej formie. Oni się nie starzeją — tak jak ich piosenki.
W lekkim singlu „Upał” wystąpiła Natalia Szroeder, ale podobnie jak pierwszego dnia naprawdę magnetyzowała balladą. Tym razem wraz z Igorem Herbutem w piosence „Rem” stworzyli dialog dusz. To było coś transcendentnego, po prostu pięknego.

PAP/Andrzej Jackowski
Alicja Majewska i Włodzimierz Korcz podczas trzeciego dnia Top of the Top Sopot Festival 2026

PAP/Andrzej Jackowski
Natalia Szroeder i Igor Herbut trzeciego dnia Top of the Top Sopot Festival 2026
Druga część koncertu była nieco bardziej popowa, ale zaczęła się… na ludowo. Do Ralpha Kaminskiego w utworze „Góra” dołączył zespół Mazowsze. Artystyczne, oszczędne w wyrazie, pełne patosu otwarcie było wstępem do dynamicznego performance’u.
Wokalista w „Nie bój się na zapas” i „Balu u Rafała” wraz ze spektakularną Kobietą Rakietą i zespołem tancerzy, jak to ma w zwyczaju, rozniósł scenę. Kipiąca, nieposkromiona energia, którą widziałem na własne oczy kilka tygodni temu podczas koncertu na Open’erze — ta sama, którą obserwowałem też podczas tegorocznego festiwalu w Opolu — nigdzie nie uleciała. I jeszcze na koniec recitalu wybrzmiał fragment jego „Kosmicznych energii”. Po raz kolejny zdaje mi się, że ten utwór stał się jedną z ulubionych piosenek polskiej publiczności ostatnich lat.
PAP/Andrzej Jackowski
Ralph Kaminski i Kobieta Rakieta podczas trzeciego dnia Top of the Top Sopot Festival 2026
Z tanecznej euforii przeszliśmy do poważnej elegancji. Michał Bajor zaśpiewał z Anią Dąbrowską premierową piosenkę „Nie ma pomyłek”, a debiut utworu kosztował go sporo stresu. — Mam bardzo wielką tremę — mówił, a nawet sam zwrócił uwagę, że pomylił się w trakcie. Nie było potrzeby się stresować, zwłaszcza że już za chwilę w żarliwym, fantastycznym wykonaniu „Nie chcę więcej” z udziałem Włodzimierza Korcza całkiem wymazał widzom z głowy tę drobną wpadkę.
Kuba Sienkiewicz: podatność na brednie mamy chyba w genach [WYWIAD]
Lider Elektrycznych Gitar i ciągle czynny zawodowo neurolog komentuje m.in. rosnące nastroje antyukraińskie, prezydenturę Karola Nawrockiego, aferę w Szpitalu Południowym i słowa Sławomira Mentzena o „nierobach i darmozjadach” pod adresem części artystów.
Był też mały hołd dla Andrzeja Zauchy ze strony postaci najbardziej predestynowanej do interpretowania jego piosenek na polskiej scenie, czyli Kuby Badacha. Na scenie towarzyszyła mu muzyczna ekstraklasa, którą słyszeć można na jego ostatnim albumie, „Radio Edit” (przeczytaj nasz wywiad z Kubą Badachem o tej płycie).
Na początek funkowa wersja „Myśmy byli sobie pisani”, a później tempo zwolniło nieco za sprawą „Wracam do siebie”. Niestety, czasu wystarczyło już tylko na jeszcze jedną piosenkę z „Radio Edit” — „Na drodze do wspomnień” — i aż prosiło się o nieco bardziej dynamiczny wybór na finał. Okazało się jednak, że prawdziwa bomba dopiero miała nadejść.

PAP/Andrzej Jackowski
Ania Dąbrowska i Michał Bajor trzeciego dnia Top of the Top Sopot Festival 2026

PAP/Andrzej Jackowski
Michał Bajor i Włodzimierz Korcz trzeciego dnia Top of the Top Sopot Festival 2026
Niespodziewanie w prezencie na 50. urodziny (Badach obchodził je 24 sierpnia) wyemitowano specjalną piosenkę „Chyba na Kubie” śpiewaną przez m.in. przez Marylę Rodowicz, Andrzeja Piasecznego i Natalię Kukulską. Był to podarek od jego żony, Aleksandry Kwaśniewskiej, a wokalista nie krył zdziwienia. — Misiu, strasznie ci dziękuję — powiedział tylko zdezorientowany.
To jednak wciąż nie ta bomba, o której wspomniałem. Ci, którzy biorą udział w „wyzwaniu Last Christmas” polegającym na unikaniu przeboju tak długo, jak tylko się da, oglądając Sopot, przegrali — nie ma jeszcze września, za to w Operze Leśnej spadł pierwszy śnieg, a widzowie usłyszeli jedną z najbardziej znanych kompozycji kojarzonych z Bożym Narodzeniem z repertuaru Wham!. Abstrakcyjne, trochę staroświeckie, ale całkiem zabawne. Publiczność skryta pod masą białego konfetti z pewnością bawiła się wyśmienicie.
PAP/Andrzej Jackowski
Kuba Badach trzeciego dnia Top of the Top Sopot Festival 2026

PAP/Andrzej Jackowski
Kuba Badach, Dorota Wellman i Marcin Prokop trzeciego dnia Top of the Top Sopot Festival 2026
Na wstępie trzeciego aktu znów wystąpiło Mazowsze — tym razem w pokazie spektakularnego „Oberka Opoczyńskiego”, a później przypomniało emocjonalne „Dwa serduszka”. Był to jednocześnie najmocniejszy element tej części koncertu, bo momentami melancholia zaczęła przeradzać się w znudzenie.
W gronie artystów rzadko pojawiających się na telewizyjnych festiwalach obok Rojka znalazł się też Kortez z „Z imbirem” i „Hej wy”, ale po jego występie zrobiło się nieco smętnie. Publiczność prędko znalazła nowy, żwawszy rytm do przeboju „W głowie” Ani Dąbrowskiej i tańczyła przy „Dreszczach”, choć nie był to do końca udany występ artystki. Klimat zmieniał się jak w kalejdoskopie, bo za chwilę w Operze Leśnej unosił się płaczliwy krzyk z nowej piosenki Igora Herbuta „Tak ma być” i ze znanego już dobrze utworu „Napraw”.

PAP/Andrzej Jackowski
Zespół „Mazowsze” trzeciego dnia Top of the Top Sopot Festival 2026

PAP/Andrzej Jackowski
Kortez trzeciego dnia Top of the Top Sopot Festival 2026
Czas na akt czwarty. Zrobiło się niepokojąco za sprawą nowego, poruszającego i niebywale aktualnego „Schronu” Katarzyny Nosowskiej oraz bezbłędnego, elektronicznego „Jeśli wiesz, co chcę powiedzieć”.
Na finał wieczoru powrócił Artur Rojek i kolejne zapowiedzi jego nadchodzącego albumu „Chciałbym urodzić się żeby latałem”. Publiczność usłyszała premierowo „Naukę tęsknoty” z udziałem Korteza. To kolejny z singli z niezwykle osobistym tłem, wspierany płynącym, sennym syntezatorem i sekcją smyczków. Kolejno wyśpiewał czułe i łagodne, gitarowe „Mirafiori”, a zwieńczeniem był przebój Myslovitz „Długość dźwięku samotności”. Kompozycja, której słowa Opera Leśna śpiewała od początku do końca.

PAP/Andrzej Jackowski
Katarzyna Nosowska trzeciego dnia Top of the Top Sopot Festival 2026
Pierwszego dnia koncert ku pamięci Stanisława Soyki podniósł poprzeczkę wyjątkowo wysoko. Drugiego dnia za to, mimo walki o Bursztynowego Słowika, momentami można było odczuć, że brakuje pomysłu na wypełnienie pasma i próbuje się je sztucznie przedłużyć.
W środę natomiast Opera Leśna parokrotnie wróciła na dobre muzyczne tory — głównie za sprawą elegancji Alicji Majewskiej i Włodzimierza Korcza, energii zespołu Ralpha Kaminskiego, funu Kuby Badacha i melancholijnej nuty wpuszczonej przez Artura Rojka — ale nie udało się wyzbyć wrażenia, że jednak czasem mniej znaczy więcej. Z drugiej strony rzadko widuje się tak emocjonalne i nastrojowe, nieprzebrzmiałe finały festiwalowych koncertów. Dziś zwykle takiej muzyki w telewizji po prostu nie ma.

PAP/Andrzej Jackowski
Artur Rojek i Kortez trzeciego dnia Top of the Top Sopot Festival 2026