Prawie pół miliona złotych czeka jeszcze na Radosława Piesiewicza w PKOl do końca kadencji. Dlatego prezes – choć widywany w Centrum Olimpijskim coraz rzadziej – odrzuca wezwania do dymisji. Także po kolejnej odsłonie afery Zondacrypto. Ale fakty są dla niego bolesne.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoRadosław Piesiewicz tłumaczy się z zegarka za 40 tys. euro
Polski Komitet Olimpijski i Radosław Piesiewicz od 16 czerwca funkcjonują w rzeczywistości równoległej.
Sprawozdanie z działalności zarządu — odrzucone.
Sprawozdanie z finansowe PKOl — odrzucone.
Wniosek o zwołanie walnego, na którym odbyłoby się głosowanie nad przyszłością Piesiewicza — przyjęty.
Prezes wybrał jednak grę na czas i gdyby nie afera zegarkowa w ogóle pewnie byśmy o nim tego lata nie usłyszeli. Ale znów musi się bronić przed bardzo poważnymi zarzutami, tym razem o przyjęcie korzyści majątkowej od Przemysława Krala, byłego szefa upadłej giełdy Zondacrypto. Mowa o luksusowym zegarku za 40 tys. euro.Ciąg dalszy afery Zondacrypto
Przeczytaj ustalenia Onetu w sprawie TV Republika

Według naszych informacji w przyszłym tygodniu zwoła konferencję prasową, na której — powołując się na opinie swoich prawników — chce ogłosić, że wniosek o zwołanie walnego nie ma podstawy prawnej. Statut PKOl jest tu faktycznie mocno niejednoznaczny, choć opozycja liczyła, że same proporcje ostatniego głosowania (117 za walnym, 48 przeciw, 10 wstrzymujących) dadzą Piesiewiczowi do myślenia.
— Środowisko wyraziło swój jasny głos. To sprzeciw wobec upolitycznienia PKOl, sprzeciw wobec uwikłania sportowców w aferę Zondacrypto, sprzeciw wobec niszczeniu wizerunku polskiego olimpizmu — mówił po tym ostatnim głosowaniu Robert Korzeniowski.
61 tys. zł — tyle zarobił za lipiec w PKOl Radosław Piesiewicz
Piesiewicz ani myśli jednak oddać funkcję przedterminowo, czyli przed kwietniem 2027 r. To niby już niewiele czasu, ale za każdy miesiąc prezesury w PKOl na jego konto trafia pensja wysokości 6 i pół średniej krajowej brutto. Podwyżkę uchwalił zarząd tuż po igrzyskach w Turynie. A to oznacza, że pensja Piesiewicza za sierpień wzrośnie do 61 808 zł i 63 gr (bo średnia krajowa w sektorze przedsiębiorstw za lipiec to 9509,02). Do końca kadencji czekają więc – przy dzisiejszym przeliczniku – 494 tys. zł.
— To chyba najbardziej boli wiele osób. Że on tam siedzi, choć w PKOl się pojawia coraz rzadziej, kompromituje nas coraz bardziej i nie ma nawet cienia refleksji — mówi nam jeden z członków zarządu.
Dodaje jednak, że opozycja też się zdążyła podzielić w kwestii następnych kroków. — Jest kilku ludzi, którzy chcieliby zostać kolejnym prezesem PKOl. Nie są tajemnicą ambicje Mariana Kmity, Adama Korola czy Roberta Korzeniowskiego. Nie wszyscy chcieliby zastępować Piesiewicza już teraz, na osiem miesięcy i sprzątać ten bałagan. A statut mówi jasno — przy odwołaniu urzędującego prezesa, musimy go do końca kadencji zastąpić jednym wiceprezesów. Korzeniowski tu by więc odpadał. Ale akurat on ma największy apetyt do działania już teraz — słyszymy.
„Piesiewicz łże w sposób oczywisty” — mówi Roman Giertych
Afera z zegarkiem, który Piesiewicz odebrał od Krala oraz liczne wizyty zagraniczne na zaproszenie szefa Zondacrypto — także w towarzystwie największych sojuszników ze środka PKOl, Grzegorza Kotowicza czy Andrzeja Suprona — kwestionują większość komunikatów, jakie wysyłał prezes Radosław po podpisaniu umowy z kontrowersyjnym partnerem i oddaniu mu nazwy siedziby komitetu (Zondacrypto Centrum Olimpijskie im. Jana Pawła II).
— Ja nie byłem aż na takim etapie znajomości z panem prezesem, to były bardziej takie oficjalne spotkania — mówił Piesiewicz w Radiu WNET.
— Piesiewicz łże w sposób oczywisty — skomentował linię obrony prezesa PKOl obrońca Przemysława Krala, Roman Giertych w programie Pytanie Dnia w TVP Info.