Maja Chwalińska w tym sezonie zadebiutuje w wielkoszlemowym US Open. Jednak jeszcze przed startem rywalizacji w Nowym Jorku nasza tenisistka zdecydowała się wystąpić w turnieju rangi WTA 500 w Monterrey.
Wycofania wyżej notowanych zawodniczek przyczyniły się do tego, że Polka została rozstawiona z „trójką” i uniknęła gry w pierwszej rundzie. W drugiej trafiła na Alycię Parks i była zdecydowaną faworytką. Choć w premierowej odsłonie Chwalińska zwyciężyła 6:3, to później została rozbita 2:6, 2:6.
ZOBACZ WIDEO: Sukces Igi Świątek znaczy więcej niż jakiekolwiek słowa
Amerykanka od samego początku popełniała masę błędów i na dzień dobry straciła podanie. Nasza tenisistka nie musiała robić za dużo, by w mgnieniu oka odskoczyć na 2:0. Od tego momentu niżej notowana zawodniczka nie była w stanie odrobić straty.
Ostatecznie doszło do tego, że Parks zdobyła raptem… jeden punkt przy serwisie Polki w premierowej odsłonie. Chwalińska zwyciężyła 6:3, korzystając głównie z fatalnej gry rywalki, która popełniła aż… 20 niewymuszonych błędów. Naszej zawodniczce taki się nie przytrafił.
Tymczasem już pierwszy gem II seta okazała się przełomowy. Wszystko z uwagi na to, że Amerykanka zaczęła trafiać, a po błędzie Polki wypracowała break pointy (40-0). Choć przy pierwszym zachowała się fatalnie, to przy kolejnym Chwalińska nie trafiła w kort.
Po tym, jak niżej notowana tenisistka zaczęła dobrze serwować, była praktycznie nieuchwytna. Zwłaszcza, że Amerykanka nie wstrzymywała ręki nawet przy drugim podaniu, które nawet funkcjonowało lepiej niż pierwsze. I choć podwójne błędy się wkradały, to niewiele zmieniały.
Tymczasem nasza tenisistka była w tarapatach, gdy za sprawą swoich pomyłek straciła serwis w siódmym gemie (2:5). Ostatecznie do samego końca nie wypracowała nawet break pointa i doszło do decydującej partii, przez którą Polka udała się na przerwę toaletową.
Choć już w drugim gemie trzeciego seta miała miejsce równowaga, gdy serwowała Parks, to ostatecznie utrzymała podanie. Z kolei trzeci okazał się bolesny dla Chwalińskiej, która prowadziła 40-0 i została przełamana. Od tego momentu w głównej mierze się myliła i miało to swoje konsekwencje.
Amerykanka bez większych problemów odskoczyła na 3:1, posyłając m.in. dwa asy serwisowe. W przypadku naszej tenisistki frustracja narastała, a niżej notowana tenisistka prezentowała się coraz lepiej, czego efektem było kolejne przełamanie.
Parks już do końca pojedynku utrzymała dobry rytm, który złapała na początku II seta. We własnych gemach serwisowych była nieuchwytna i choć zanotowała mnóstwo niewymuszonych błędów, to po nieudanej premierowej odsłonie zdecydowanie częściej trafiała i sprawiła, że Polka była bezradna.
Tym samym zeszłoroczna półfinalistka zmagań w Monterrey po raz drugi z rzędu odwróciła losy potyczki i tym razem wyeliminowała turniejową „trójkę”. Teraz czeka ją rywalizacja z rodaczką Ann Li.
II runda gry pojedynczej:
Alycia Parks (USA, WC) – Maja Chwalińska (Polska, 3) 3:6, 6:2, 6:2