To łasice syberyjskie.

Jak przekazują pracownicy ogrodu zoologicznego, tatuś maluchów przyjechał „na gościnne występy z bydgoskiego ZOO i jak widać się spodobał”. – Sześć, na razie dość nieporadnych, futrzanych owoców jego pobytu pojawiło się na tym świecie. Wiemy już, że to jedna samica i aż pięć samców. Tatuś wrócił już z delegacji w Poznaniu do Bydgoszczy – tłumaczą.

Co ciekawe, ciąża u łasic syberyjskich trwa zaledwie nieco ponad miesiąc. – Podczas ciąży, co jest u łasicowatych dość rzadkie, nie występuje opóźniona implantacja zarodka. U wielu gatunków łasicowatych (Mustelidae) po zapłodnieniu następuje zatrzymanie rozwoju zarodka. Owa diapauza może trwać nawet do 10 miesięcy. Chodzi o to, by w ciążę zajść, kiedy organizm jest dobrze odżywiony, a młode urodzić i wychować wtedy, gdy dostępność pokarmu jest dość łatwa. Nie zawsze można z tym wszystkim „zdążyć” podczas jednego „sezonu obfitości” w przyrodzie – informują pracownicy poznańskiego ZOO.

– Łasice syberyjskie są jednym z niewielu gatunków łasicowatych, który tej strategii nie stosuje. Prawdopodobnie dlatego, że są w stanie w krótkim czasie zajść w ciążę, urodzić i wychować młode. Podobnie zresztą rzecz ma się u żyjących w Polsce w naturze łasic pospolitych, dużo mniejszych od swoich syberyjskich kuzynek. Sporo znaczenia ma tu również dość krótki czas życia tych gatunków. W hodowli łasice syberyjskie dożywają nawet dziewięciu lat, w warunkach naturalnych starsze niż dwuletnie praktycznie nie występują.