Prokuratura Regionalna w Łodzi postawiła jednemu z byłych dyrektorów wykonawczych Orlenu zarzut dotyczący nadużycia uprawnień oraz niedopełnienia obowiązków i w konsekwencji wyrządzenia spółce szkody majątkowej w kwocie przekraczającej 463 tys. zł.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoByły prezes Orlenu z zarzutami. Grozi mu więzienie
Zebrane przez śledczych dowody wskazują, że podejrzany zawarł w marcu 2023 r. w imieniu PKN ORLEN S.A. z amerykańską firmą umowę, na mocy której zlecono opracowanie raportu dotyczącego jednego z ówczesnych posłów PO, „w zakresie jego aktywności zawodowej i relacji biznesowych, związanych z wcześniejszą współpracą z koncernem”. Koszty opracowania raportu wynosiły 111 tys. dol. (ok. 411 tys. 847 zł).
„Dokonane ustalenia dostarczyły podstaw do przyjęcia, że zawarcie umowy pozbawione było uzasadnienia ekonomicznego, a podpisując ją, podejrzany nadużył udzielonych mu uprawnień” — wskazuje prokuratura, dodając, że „zlecenie raportu pozbawione było podstaw faktycznych i merytorycznych”
Podejrzanemu grozi do pięciu lat pozbawienia wolności.
Orlen miał zlecić inwigilację posła PO. Może chodzić o sprawę byłego ministraNajprawdopodobniej chodzi o sprawę byłego ministra kultury, a obecnie europosła Koalicji Obywatelskiej Bartłomieja Sienkiewicza. W kwietniu 2024 r. kolejny z dzisiejszych eurodeputowanych KO Borys Budka oznajmił, że dotarł do dokumentów, z których wynika, że „w środku kampanii wyborczej w 2023 r. zlecono inwigilację Sienkiewicza przez amerykański podmiot”. — Orlen zapłacił blisko pół miliona złotych za to, by sporządzić krótki raport na jego temat — powiedział Budka.Republika wypiera się interesów z Zondacrypto. „To afera Rywina do sześcianu”
Polityk przekazał także, że dokument zawiera powszechnie znane szczegóły dotyczące działalności ministra kultury. Jak stwierdził, chodzi o „różnego rodzaju bzdury mówiące o działalności Sienkiewicza, o prowadzonej przez niego działalności gospodarczej, o kwestii tego, jakich ekspertów zatrudniał”.
Sam Sienkiewicz o wszystkim dowiedział się od Budki. Polityk zwrócił się do ówczesnego prokuratora generalnego Adama Bodnara z prośbą o objęcie nadzorem działań prokuratury w tej sprawie.