Zespół Dawida Kroczka stracił gola już po kilkudziesięciu sekundach rewanżu z Hajdukiem Split, ale ostatecznie doprowadził do dogrywki. W niej kolejny cios na 3:2 wyprowadziła ekipa z Chorwacji i awansowała do fazy ligowej Ligi Konferencji.Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideoProblemy podczas transmisji z meczu Rakowa. Mateusz Borek nie wytrzymał

Kibice całe spotkanie mogli oglądać w internecie na kanale YouTube. Kanał Sportowy zaraz po ostatnim gwizdku przeniósł się na poziom murawy, gdzie miało rozpocząć się studio. Nagle transmisja została jednak przerwana, a fani zobaczyli zaskakujący komunikat: „Film niedostępny. Został usunięty w wyniku żądania usunięcia treści przesłanego przez: Mediastalker”.

Transmisja z meczu Rakowa usunięta

Kanał Sportowy

Transmisja z meczu Rakowa usunięta

Nie trzeba było za długo czekać na reakcję współwłaściciela Kanału Sportowego, który komentował to spotkanie.

— Słuchaj Mediastalker, leszczu. Pójdziesz z torbami. Naprawdę, bo właśnie dowiedzieliśmy się, że to jest jakaś technologiczna firma AI zajmująca się nielegalnymi transmisjami — zaczyna Mateusz Borek.

— My jako Kanał Sportowy prowadziliśmy transmisję legalnie, z zastrzeżeniem Chorwacji, a także Bośni i Hercegowiny. Bo tak stanowił kontrakt. Zapłaciliśmy pieniądze za tę transmisję i ty tę transmisję zablokowałeś, zniszczyłeś, zdjąłeś. Uznałeś, że ona była nielegalna — wyjaśnia.

We wcześniejszych transmisjach widzowie mogli bez problemu obejrzeć spotkanie ponownie i przewinąć do dowolnego fragmentu. Tym razem wszystko to, co nagrało się w Częstochowie, zostało zablokowane przez YouTube i nie wiadomo, czy zostanie ponownie udostępnione w sieci.

— Znajdziemy cię. Dorwiemy cię. Nawet jak jesteś AI, wirtualny… nasi ludzie cię znajdą. Będziesz dojechany i zapłacisz dużo pieniędzy. To się tak nie skończy — dorzucał pół żartem, pół serio Borek.

W spotkaniu nie obyło się bez boiskowych kontrowersji. Gdy futbolówka ewidentnie trafiła w rękę Dario Maresicia, sędzia nie zdecydował się podyktować „jedenastki”. Do tego Michael Ameyaw był wściekły po zmianie. „Kuriozalna sytuacja” — opisuje ze stadionu dziennikarz Kamil Głębocki. Wiele wskazuje na to, że to nie Polak miał zejść z boiska.