Pan Jarosław z ciężkim zawałem próbował dostać się do izby przyjęć szpitala na ul. Herberta w Lublinie. Przywiozła go żona, licząc na szybką pomoc. Tymczasem nikt nie reagował na dzwonek przy drzwiach i w końcu potrzebna była pomoc pogotowia. Karetka zabrała pacjenta do innego szpitala.

Lublin. Szpitalna izba przyjęć zignorowała pacjenta z zawałem


Małżeństwo opowiedziało o swoim przypadku redakcji radiozet.pl. Oczekiwanie na pomoc miało trwać ponad pół godziny. – Pracuję w służbie zdrowia grubo ponad 30 lat, ale takie sytuacje powodują, że krew się we mnie gotuje. Trzeba je nagłaśniać. Nie może być tak, że ktoś potrzebuje pomocy, jedzie do dużego szpitala w stolicy województwa i nie tylko jej nie otrzymuje, ale nawet nikt mu nie otwiera drzwi. To niewytłumaczalne – komentował sprawę doświadczony lekarz.


U mężczyzny rozpoznano ostry zawał serca pełnościenny ściany prawej, czyli stan zagrażający życiu. Pan Jarosław miał szczęście, że żona wcześnie zadzwoniła po karetkę, a ambulans przybył na czas.


– Później powiedzieli mi, że to ten tzw. wdowi zawał. Że do rana bym nie dożył. Ale cudem żyję. Mam też całą siatkę leków na najbliższe cztery miesiące – opowiadał chory. W szpitalu MSWiA spędził tydzień. Do domu wrócił o własnych siłach, ale z długą listą zaleceń.


– Ja nie wiem, czy ten szpital funkcjonuje, czy nie funkcjonuje. Na co dzień mieszkamy i pracujemy za granicą, kilka razy w roku przyjeżdżamy do kraju. Uznaliśmy, że szpital to miejsce, gdzie powinniśmy otrzymać pomoc, ale może się pomyliliśmy, może czegoś nie wiedzieliśmy. Jeżeli ktoś w nocy będzie potrzebował pomocy to raczej na Herberta jej nie uzyska – podkreślała żona pana Jarosława.

Czy izba przyjęć w dużym szpitalu może być nieczynna? NFZ komentuje


Gdy dziennikarze pojechali na miejsce, spotkali pracownika szpitala. Zapytano o opisaną wyżej sytuację, stwierdził, że to „niemożliwe”. – Zawsze ktoś tu jest – podkreślał. Zastępca dyrektora ds. lecznictwa Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Lublinie Alicja Ciechan potwierdziła jednak wersję małżeństwa.


Dyrektor placówki Piotr Matej w rozmowie z radiozet.pl także przyznał, że do opisanej sytuacji rzeczywiście doszło. Szpital podjął działania, które mają wyjaśnić przyczyny. „W czasie objętym zgłoszeniem w Izbie Przyjęć dyżur powinny pełnić zgodnie z obowiązującym harmonogramem pracy dwie pielęgniarki, z zabezpieczeniem lekarza dyżurnego„ – informował Matej.


„W lokalizacji Szpitala przy ul. Herberta w tym dniu obecny był lekarz dyżurny, który – zgodnie z przyjętą organizacją udzielania świadczeń zdrowotnych – powinien być niezwłocznie wezwany przez personel pielęgniarski Izby Przyjęć” – dodawał.


„Szpital stoi jednoznacznie na stanowisku, że każdy pacjent zgłaszający się do Izby Przyjęć powinien zostać odpowiednio przyjęty przez personel, a jego stan zdrowia powinien zostać oceniony w sposób umożliwiający podjęcie adekwatnych działań medycznych. Obowiązek ten ma szczególne znaczenie w porze nocnej, kiedy możliwość uzyskania pomocy medycznej w innych miejscach może być ograniczona” – podkreślał.


Dyrekcja nie wyklucza konsekwencji dyscyplinarnych. Komentarza udzieliła też rzeczniczka lubelskiego NFZ Małgorzata Bartoszek. Jak mówiła, izba przyjęć powinna funkcjonować 24 godziny na dobę. „W celu wyjaśnienia sprawy zwróciliśmy się do dyrekcji szpitala o informacje w tej sprawie” – zapewniła.


Czytaj też:
Agnieszka Wołczenko: Patrząc na pacjenta, powinniśmy widzieć nie tylko jego wyniki Czytaj też:
Eksperci na Dniu Zdrowia z Wprost: Mamy unikatowe narzędzie w Europie