Iga Świątek w czwartek trenowała na obiekcie Louis Armstrong Stadium, drugim co do wielkości korcie kompleksu. To, co uderzyło mnie od pierwszych minut, to zatrzęsienie ludzi na trybunach. Niemal cała dolna część widowni była szczelnie wypełniona spragnionymi tenisa kibicami. A to był jedynie przedsmak tego, co działo się przez tę godzinę.
— Tam można wejść? — dopytywał z niedowierzaniem pewien podekscytowany Amerykanin jednego z ochroniarzy strzegących wejścia na trening Igi Świątek. Odpowiedź brzmiała: można. I właśnie dlatego doszło do scen, gdzie napierający tłum musiała hamować ochrona, amerykańskie dzieci wykrzykiwały imię Polki, a ona sama wcale od tego nie uciekała. Była w „gazie”. Oto co zobaczyłem na żywo.
Wstęp oczywiście był darmowy, dzięki czemu poczynania Polki z bliska śledził nie tylko ten mężczyzna, ale też kilka tysięcy innych fanów. Atmosfera przypominała mecz turniejowy, a nie zwykły trening.

Zdjęcia własne
Tłumy na treningu Igi Świątek
Dla mnie najważniejsze było jednak to, jak ósma tenisistka rankingu WTA będzie wyglądała pod względem fizycznym po wyczerpującym maratonie: triumfie w Toronto i dotarciu do półfinału w Cincinnati.
W Nowym Jorku mieliśmy zobaczyć Igę w akcji już wcześniej, w turnieju miksta u boku Caspera Ruuda. Polka i Norweg mieli tam do wyrównania rachunki za ubiegłoroczny przegrany finał, jednak nasza tenisistka podjęła dojrzałą decyzję i wycofała się z tej rywalizacji. Pamiętam doskonale, jak podczas WTA Finals w Arabii Saudyjskiej zarzekała się, że wyciąga wnioski i wprowadza zmiany w kalendarzu startów na 2026 r. Jak widać, trzyma się tego planu. W zeszłym roku grała w Nowym Jorku, zmagając się z problemami ze stopą. Dziś stawia wszystko na jedną kartę — na singla, unikając zbędnego ryzyka przeciążeń.
Poruszenie na trybunach. Wystarczyła jedna akcja Świątek
Po czwartkowym treningu Igi trudno nie być pełnym optymizmu. Oglądałem jej wersję w idealnej kombinacji. Była w „gazie”, w pełni skupiona na pracy, ale jednocześnie zrelaksowana, pozwalająca sobie na uśmiechy i interakcję z fanami.
Ogromne brawa na trybunach wybuchły podczas jednej niecodziennej akcji. Po potężnym forhendzie Świątek zepchnęła swojego sparingpartnera, Tomka Moczka, do tak głębokiej defensywy, że ten zdołał jedynie ratunkowo przebić piłkę tuż za siatkę. Iga błyskawicznie podbiegła, w locie obróciła rakietę o 180 stopni i skończyła wymianę uderzeniem… samą końcówką rączki. Chwilę później wymieniła uśmiechy ze stojącymi przy linii końcowej Francisco Roigiem i Darią Abramowicz.

Zdjęcia własne
Uśmiechnięta Świątek tuż po efektownej akcji przy siatce
Trening miał jednak przede wszystkim wymiar praktyczny. Z poziomu trybun dało się wyłapać stałe elementy pracy z trenerem: uwagi dotyczące ustabilizowania ciała po zagranym forhendzie (podobnie jak wcześniej obserwowałem w Stuttgarcie, Paryżu i Londynie) oraz wskazówki serwisowe. Ostatnie 20 minut sesji sztab poświęcił wyłącznie szlifowaniu podania i returnu.

Zdjęcia własne
Trening Igi Świątek. Rozmowa z Francisco Roigiem i Darią Abramowicz

Zdjęcia własne
Trening Igi Świątek. Rozmowa z Francisco Roigiem i Darią Abramowicz
Pioruny, setki dzieci i interwencja ochrony
Wszystko to działo się w filmowej scenerii. Z powodu nadciągających nad Nowy Jork ciężkich chmur, rzęsistego deszczu i potężnego wiatru, dach nad Louis Armstrong Stadium został zamknięty. Przestrzenie pomiędzy dachem a trybunami pozostały jednak otwarte, dzięki czemu uderzenia Igi rozświetlały błyski piorunów trzaskających nad miastem.
Prawdziwe szaleństwo wybuchło dziesięć minut przed końcem treningu. Setki osób — zarówno dzieci, jak i dorosłych — zbiegły na sam dół trybun, ściskając w dłoniach gigantyczne piłki tenisowe i koszulki, by zapolować na autografy. Kiedy zajęcia dobiegły końca, a Polka podeszła do trybun, napór był tak ogromny, że trzech turniejowych ochroniarzy musiało dosłownie odpychać napierający tłum.

Zdjęcia własne
Ochroniarze muszą interweniować podczas podpisywaniu autografów przez Igę Świątek
Co najbardziej znamienne, ogromny odsetek tych ludzi wcale nie był Polakami. Skalę popularności Igi najlepiej oddaje scena tuż po wyjściu. Kiedy Polka opuszczała obiekt bocznym wyjściem w strugach deszczu, grupka amerykańskich dzieci zaczęła wykrzykiwać jej imię, a dosłownie chwilę później przy bramie czekał już kolejny tłum.
Początek rywalizacji na US Open już w niedzielę 30 sierpnia.