Batalia wrocławskich restauratorów z urzędem miasta

fot. Radosław Bugajski

Restauratorzy, którym wypowiedziano umowy dotyczące korzystania z miejskiego terenu pod ogródki gastronomiczne na wrocławskim Rynku, kwestionują wysokość kar naliczonych przez miasto. Sprawa trafiła do sądu, gdzie przedsiębiorcy domagają się uchylenia nałożonych opłat. Według danych magistratu na koniec lipca łączna kwota należności wynosiła blisko 700 tys. zł. Do tego czasu restauratorzy wpłacili około 190 tys. zł.

700 tysięcy złotych kar — tyle tylko do końca lipca miasto naliczyło restauratorom, którym wypowiedziało umowy na korzystanie z miejskiego terenu. Chodzi o kary za prowadzenie ogródków gastronomicznych na wrocławskim Rynku niezgodnie z zapisami umów i wymaganiami konserwatorskimi.

Restauratorzy podzielili się na dwie grupy. Część uregulowała należności i dostosowała ogródki do obowiązujących wymogów. Jak wynika z informacji przekazanych przez magistrat, wpłacili oni dotąd około 190 tysięcy złotych. Z kolei pozostali kwestionują naliczone należności, wynoszące 6 zł dziennie za każdy metr kwadratowy zajmowanej powierzchni i zdecydowali się na drogę sądową:

– Naliczanie sześciokrotności kary za pozostawienie ogródka bezumownie, no jest po prostu, nie licuje z żadnym prawem. Dlatego no większość restauratorów aktualnie jest w sporze sądowym z miastem. Oczywiście jeszcze raz wspominam, że prawo jakiekolwiek, czyli prawo cywilne dopuszcza wyłącznie tak zwane miarkowanie kary, ale nie więcej niż dwukrotność. Natomiast moim zdaniem skończy się to przegraną miasta — mówi Andrzej Dobek, restaurator i lider stowarzyszenia Nasz Rynek.


Aby odsłuchać załączonego dźwięku zaktualizuj przeglądarkę lub/i wtyczkę Adobe Flash Player.

Magistrat informuje, że ze spokojem czeka na wynik sprawy sądowej, i zapowiada, że wobec restauratorów, którzy nadal nie dostosują ogródków do wymaganych zasad, mogą zostać podjęte kolejne kroki. W pierwszej kolejności przedsiębiorcy mogą zostać wezwani do usunięcia ogródków. Jeśli tego nie zrobią, miasto złoży pozwy o eksmisję.

– Chęcią miasta nie jest to, żeby niszczyć restauratorów. Cały czas podkreślamy, to jest ogromna mniejszość. Zdecydowana większość chce się podporządkować do tych wymagań konserwatorskich. Jeżeli nadal będzie opór, no to już nie będzie naliczanie kar, tylko po prostu zostaną wezwani do usunięcia ogródka, ale w przypadku niedochowania tego terminu usunięcia ogródka, pójdą po prostu pozwy eksmisyjne — mówi Michał Guz z biura prasowego Urzędu Miejskiego Wrocławia.


Aby odsłuchać załączonego dźwięku zaktualizuj przeglądarkę lub/i wtyczkę Adobe Flash Player.

Co więcej, uzyskaliśmy informację od Wojewódzkiego Dolnośląskiego Konserwatora Zabytków, Daniela Gibskiego, że zgłoszenie dotyczące ewidentnych przypadków samowoli budowlanej zostało przekazane do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego dla miasta Wrocławia z wnioskiem o podjęcie działań zgodnie z właściwością. Zgłoszenie to nie spotkało się jednak z pozytywnym odzewem – PINB nie podjął w tych sprawach żadnych działań.

Ze swojej strony DWKZ prowadzi wobec podmiotów, które wybudowały obiekty kubaturowe w centrum Wrocławia bez wymaganego pozwolenia konserwatorskiego, postępowania w trybie nadzoru konserwatorskiego. Zamiarem DWKZ jest każdorazowo doprowadzenie do wydania nakazu przywrócenia stanu poprzedniego, tj. stanu istniejącego przed realizacją danej zabudowy.