Z większości dużych gospodarek europejskich od czasów pandemii COVID-19 napływają złe wiadomości. W świetle danych statystycznych giganci, tacy jak Niemcy, Francja, Włochy czy Wielka Brytania, wyglądają, jakby byli na skraju wyczerpania, a ich przywódcy i elity biznesowe wydają się bezradni w poszukiwaniu wyjścia z tej sytuacji.
Jedynym dużym krajem europejskim, który odnotowuje solidny wzrost gospodarczy, jest — co zaskakujące — Hiszpania. To kraj, który jeszcze niedawno, po kryzysie finansowym z 2008 r., znajdował się w niemal najgorszej sytuacji spośród gospodarek unijnych i wraz z Portugalią, Włochami i Grecją tworzył grupę krajów zagrożonych bankructwem państwowym. W najgorszych latach bezrobocie tam wzrosło aż do 27 proc., gospodarka się załamała, rynek nieruchomości zamarł — kraje te przetrwały tylko dzięki solidarności pozostałych członków Unii Europejskiej.
— Przez długi czas wydawało się, że hiszpański koszmar gospodarczy nigdy się nie skończy — tak w lipcu tego roku ówczesną sytuację dla amerykańskiego magazynu „The Atlantic” podsumował Jorge Galindo, szef think tanku ekonomicznego Esade Centre, który w 2008 r. ukończył studia wyższe.
W końcu Jorge i jego rodacy doczekali się jednak końca mrocznego okresu, a hiszpańska gospodarka gwałtownie odbiła się w górę. Dziś rozwija się w tempie, o którym zdecydowana większość krajów europejskich może tylko pomarzyć. Na wyboistej drodze wyjścia z kryzysu Hiszpanie często szli wbrew dominującym europejskim receptom i trendom.
Wybiórcza migracja
W ostatnich latach migracja stała się w wielu krajach Unii Europejskiej głównym tematem walki politycznej. Chociaż populacja starzeje się we wszystkich państwach, a zatem przyjmowanie zagranicznej siły roboczej wydaje się nieuniknione dla przetrwania gospodarczego, jest to niepopularne rozwiązanie w dzisiejszych społeczeństwach. Pod presją ekstremistycznych ugrupowań niewiele osób opowiada się nawet za ostrożnym poparciem dla migracji. Wyjątkiem jest lewicowy rząd Hiszpanii, który otworzył drzwi dla imigrantów. W efekcie w ciągu ostatnich 12 lat liczba mieszkańców kraju wzrosła z 46 do 49 mln.
Premier Pedro Sanchez i jego koledzy chcieli w ten sposób, po wstrząsach związanych z pandemią COVID-19, wesprzeć gospodarkę, dostarczając jej siłę roboczą, która pozwoliłaby w jak największym stopniu wykorzystać jej potencjał. Udało się. Aby jednak ograniczyć szanse przeciwników na wykorzystanie napływu „obcokrajowców, którzy zabierają nam pracę” do celów politycznych, rząd skupił się przede wszystkim na wspieraniu migracji z krajów Ameryki Łacińskiej, bliskich Hiszpanom pod względem kulturowym i językowym.
Taki zamysł ma kilka zalet, z których największą jest łatwa integracja dzięki znajomości języka. To pozwala nowo przybyłym praktycznie od razu podjąć pracę i nie obciążać i tak już mocno napiętego systemu socjalnego, co znacznie zmniejsza niechęć rdzennych mieszkańców i ogranicza konflikty z nimi. Rząd hiszpański starał się przy tym ograniczyć napływ osób z Afryki Subsaharyjskiej. Ich integracja ze społeczeństwem jest trudniejsza, a nacjonalistyczna opozycja odnosi największy sukces dzięki protestom przeciwko migracji z tego regionu.
Jak podkreśla amerykański magazyn „The Atlantic”, trudno jest określić, czy jest to podejście postępowe, ponieważ kraj przyjął dużą liczbę cudzoziemców, czy też wręcz przeciwnie — konserwatywne, ponieważ rząd Sancheza dokonał selekcji migrantów i dał zielone światło tym, którzy łatwiej wkomponują się w społeczeństwo. Dla Sancheza jednak ostateczna klasyfikacja tego podejścia może nie mieć znaczenia. Najważniejsze dla niego jest to, że zamierzenie jego rządu się powiodło — według wielu analiz ekonomicznych to właśnie nowa siła robocza miała kluczowe znaczenie dla ożywienia gospodarki po pandemii.
Impuls dla branży turystycznej
Po zakończeniu COVID-19 w kraju ponownie rozkręciła się branża turystyczna, która wchłonęła znaczną część nowo przybyłych osób. Jest to istotne, ponieważ turystyka stanowi około 13 proc. hiszpańskiej gospodarki. A w ostatnich latach do kraju przyjeżdża co roku ponad 90 mln osób w celach rekreacyjnych.
Migracja pracowników, w połączeniu z innymi czynnikami, przyczyniła się do tego, że wzrost gospodarki hiszpańskiej w ostatnich latach przekraczał nawet 3 proc., co w obecnej sytuacji w Unii Europejskiej jest wyjątkowym wynikiem. Ponadto Hiszpanii udało się obniżyć stopę bezrobocia do 10 proc. Nadal wprawdzie jest to jedna z najwyższych wartości w UE, ale w Hiszpanii jest to poziom najniższy od 2008 r.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Oprócz rozwoju turystyki migracja stworzyła jednak również więcej możliwości dla lokalnych mieszkańców, którzy dotychczas nie mogli podjąć stałej pracy. Brytyjski dziennik „Financial Times” zacytował jakiś czas temu ekonomistkę z Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) Claudię Ramirez. Stwierdziła ona, że napływ kobiet w wieku produkcyjnym oznaczał dla Hiszpanii zastrzyk nowych pracowników w zawodach związanych z opieką, niezależnie od tego, czy chodzi o osoby opiekujące się dziećmi, czy osobami starszymi.
Według Ramirez pomocnice te odciążyły hiszpańskie kobiety od nieodpłatnej opieki nad członkami rodziny i dały im możliwość powrotu do przerwanej kariery lub znalezienia pracy zarobkowej.
Moc w zielonej energii
Nie jest to jednak cała historia. Rządowi Sancheza udało się również zrealizować kolejny krok, który wielu polityków w innych krajach odrzuca. Przeprowadził reformę prawa pracy mającą na celu ograniczenie powszechności umów na czas określony i innych form zastępujących klasyczne stosunki pracy. Zdaniem ekspertów przyczyniło się to do spadku bezrobocia ze wspomnianego rekordowego poziomu 27 proc. po kryzysie finansowym.
Jednocześnie politycy z otoczenia Sancheza, zanim otworzyli granice dla migrantów, wprowadzili jeszcze jedną zmianę, aby napływ obcokrajowców do kraju nie wywoływał wśród mieszkańców, zwłaszcza z uboższych warstw społecznych, poczucia zagrożenia. Rząd wprowadził zasiłek socjalny, który pod względem formy jest dość zbliżony do dochodu bezwarunkowego dla najbiedniejszych rodzin. Dzięki temu rodziny te mogą liczyć na minimalny miesięczny dochód w wysokości 1900 euro (ok. 8200 zł). Dodatkowo rząd podniósł płacę minimalną o 30 proc.
Premier Hiszpanii walczy o swoją przyszłość. Jego pewność siebie może go zgubić
Ostatnim elementem wspomnianej hiszpańskiej układanki było postawienie na zieloną energię. „Po dziesięcioleciach szeroko zakrojonych inwestycji publicznych i prywatnych zwiększyliśmy udział energii elektrycznej wytwarzanej ze źródeł odnawialnych z niecałych 20 proc. w 2019 r. do 56 proc. w zeszłym roku” — napisał w artykule dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego były hiszpański minister finansów Carlos Cuerpo. Postawienie na wytwarzanie energii elektrycznej przy pomocy słońca, wiatru i wody opłaciło się w czasach wstrząsów geopolitycznych, które są ściśle związane z zagrożeniem dla dostaw paliw kopalnych.
Wszystko w rękach wyborców
Jak wszystko na świecie, również hiszpańska droga ma oczywiście swoje negatywne aspekty. Chociaż lewicowy rząd starał się z całych sił, nie udało mu się utrzymać tematu migracji z dala od walki politycznej. Hiszpańska scena nacjonalistyczna początkowo nie reagowała na napływ Latynoamerykanów tak gwałtownie, jak na migrację z Afryki. Z czasem jednak znalazła sposób, by wykorzystać również tę kwestię do formułowania zarzutów wobec rządu i podsycania społecznego gniewu.
Wraz z gwałtownym wzrostem liczby mieszkańców w krótkim czasie, a także w związku z rozkwitem branży turystycznej, naturalnie w znacznym tempie wzrosły również ceny mieszkań. Podobnie jak w innych krajach europejskich, również w Hiszpanii zbyt wysokie koszty zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych stały się jednym z głównych tematów politycznych. W takich okolicznościach wzrost gospodarczy może bowiem oznaczać, że wielu Hiszpanów nie odczuje jego korzyści, ponieważ w tym samym czasie ich koszty utrzymania wzrosną bardziej niż ich dochody.
Ceny mieszkań i domów mają oczywiście swoje złożone przyczyny — w przypadku Hiszpanii źródłem obecnej sytuacji jest okres po kryzysie finansowym z 2008 r., który w znacznej mierze wiązał się właśnie z bańką spekulacyjną na niektórych rynkach nieruchomości. W odpowiedzi na kryzys zmieniono w kraju przepisy tak, aby realizacja nowych projektów budowlanych była trudniejsza — a także bezpieczniejsza — tak, by nie dopuścić do dalszej eskalacji kryzysu. Obecnie, 16 lat później, skutkiem tego jest niedobór podaży na rynku, co prowadzi do wzrostu cen.
Lider spektrum nacjonalistycznego, partia Vox, wykorzystała tę sytuację i pod hasłem „Bezpieczne granice oznaczają przystępne cenowo mieszkania” zdobyła poparcie polityczne, zwłaszcza wśród młodszych Hiszpanów. Czy doprowadzi to prawicę do władzy? To okaże się już wkrótce. Jednym z problemów dzisiejszej Hiszpanii jest bowiem niestabilność polityczna.
Lewicowemu rządowi Pedra Sancheza, ze względu na jego mniejszościowy charakter, od 2023 r. nie udało się przeforsować prawidłowego projektu budżetu. Wszystko wskazuje więc na to, że w 2027 r. odbędą się pełne napięć wybory, w których znajdą odzwierciedlenie wydarzenia ostatnich lat i które dadzą odpowiedź na pytanie — czy droga obrana przez Sancheza jest akceptowalna dla większości Hiszpanów?