Wojna z Iranem osłabia zdolność Pentagonu do projekcji siły w innych regionach świata i sprawia, że sojusznicy oraz byli urzędnicy resortu obrony nie są przekonani, że Waszyngton jest jeszcze w stanie skutecznie powstrzymać swoich przeciwników.
Aby skoncentrować zasoby na Bliskim Wschodzie, Pentagon wycofał z Pacyfiku kluczowe systemy obrony powietrznej oraz swój ostatni pozostały lotniskowiec. W znacznym stopniu wstrzymał misje morskie na Morzu Południowochińskim, mające na celu powstrzymanie chińskich ambicji terytorialnych. Ograniczył również rotację myśliwców w Europie, które bronią granic NATO z Rosją.
Znacznie ograniczona obecność wojskowa USA na Pacyfiku i w Europie — oraz pojednawcze podejście prezydenta Donalda Trumpa do tradycyjnych wrogów, takich jak Rosja i Korea Północna — zagraża wpływom Pentagonu na całym świecie, twierdzi pięciu byłych urzędników resortu obrony oraz osoba zaznajomiona z planami Departamentu Obrony.
— Oczywiste pytanie, którego nikt nie chce obecnie zbyt głośno stawiać administracji, brzmi: czy nadal dysponujemy wiarygodnym środkiem odstraszającym? — mówi jeden z urzędników. — Biorąc pod uwagę obecny stan zasobów, luka jest dość duża — dodaje.
Niezdolność Pentagonu do opanowania sytuacji w Teheranie, w połączeniu z drastycznie zmniejszonymi zapasami pocisków przechwytujących i innej kluczowej amunicji, przyczyniła się do rosnącego konsensusu, że amerykańskie siły zbrojne tracą wpływ, jaki niegdyś miały wśród sojuszników.
— Mamy do czynienia z prawdziwą erozją zaufania — mówi drugi były urzędnik resortu obrony.
Stany Zjednoczone nadal dysponują znacznymi zasobami na Bliskim Wschodzie. Ponad 50 tys. amerykańskich żołnierzy, kilkanaście okrętów wojennych i setki samolotów są gotowe do wznowienia działań bojowych, jeśli Trump podejmie taką decyzję. Jednak dystansowanie się Ameryki od sojuszników — w tym krytykowanie Kanady i odwołanie ćwiczeń wojskowych z Koreą Południową — sprawiło, że tradycyjni partnerzy czują się narażeni. Dotyczy to zwłaszcza Azji, gdzie Trump wydaje się przychylnie nastawiony do chińskiego przywódcy Xi Jinpinga i północnokoreańskiego przywódcy Kim Dzong Una.

Evan Vucci / POOL / AFP / AFP
Przywódca Chin Xi Jinping (L) i prezydent USA Donald Trump podczas spotkania w Pekinie, Chiny, 15 maja 2026 r.
— Widoczne zainteresowanie prezydenta porozumieniem z Chinami składa się na najgorszy scenariusz, który zwiększa podatność [sojuszników] na zagrożenia — mówi drugi były urzędnik.
Biały Dom postawił na presję gospodarczą wobec Teheranu, gdy wojna z Iranem utknęła w martwym punkcie, co stanowi potencjalnie ryzykowny ruch dla światowych rynków. Jednak Pentagon w dużej mierze z zadowoleniem przyjął zmianę kursu sekretarza skarbu Scotta Bessenta z nalotów na sankcje, biorąc pod uwagę, jak trudno było opracować strategię zakończenia wojny — twierdzi osoba zaznajomiona z planami Pentagonu.
— Trudno jest wycofać się z wojen, bez względu na to, jak łatwo można się w nie wplątać. Nie zawsze udaje się uzyskać sytuację podobną do tej w Wenezueli — mówi.
Pentagon zaprzecza, jakoby prestiż USA był w jakikolwiek sposób zagrożony.
Amerykańskie siły zbrojne pozostają najpotężniejszą siłą bojową na świecie. Przeprowadziliśmy już udane operacje, dysponując jednocześnie rozbudowanym, gotowym do użycia arsenałem w celu obrony naszych obywateli i naszych interesów. Każdy przeciwnik, który pomyli medialny szum z amerykańską słabością, przekona się o prawdzie w bolesny sposób
— mówi rzecznik Pentagonu Sean Parnell.
Biały Dom argumentował, że Stany Zjednoczone nadal mają zdolność do osiągnięcia każdego z celów prezydenta. — Jak pokazała operacja Epicka Furia, potęga militarna Ameryki jest silniejsza niż kiedykolwiek — twierdzi rzeczniczka Białego Domu Anna Kelly, nawiązując do kampanii przeciwko Teheranowi.
Wojna z Iranem doprowadziła do swego rodzaju żonglowania zasobami w zakresie dostaw broni. Generał Xavier Brunson, dowodzący siłami amerykańskimi w Korei, poinformował w kwietniu Senacką Komisję Sił Zbrojnych, że Pentagon wycofał amunicję z półwyspu na potrzeby konfliktu zbrojnego z Iranem. Dodał jednak, że główny system obrony przeciwrakietowej regionu, znany jako THAAD, pozostał na miejscu.
Jednak sojusznicy — od Australii po Tajwan — wyrażają obawy, że w razie konfliktu w regionie nie będą mieli dostępu do potrzebnej im amunicji amerykańskiej. W ostatnich miesiącach Pekin nieustannie narusza przestrzeń powietrzną Tajwanu.
— Panuje głęboki niepokój. Osobiście uważam ten brak poczucia wagi zagrożeń za szokujący — mówi urzędnik z regionu Pacyfiku.
Jednak to mniejsze kraje azjatyckie odczują największy wpływ tej sytuacji — twierdzi Bryan Clark, były oficer marynarki wojennej, a obecnie ekspert ds. operacji morskich w konserwatywnym think tanku Hudson Institute. — Brak obecności naszego lotniskowca w regionie, podczas gdy Chiny tam są, nie pomoże naszej sprawie — dodaje.
Wojna z Iranem postawiła ogromne wymagania również przed Marynarką Wojenną Stanów Zjednoczonych. Dwa kluczowe lotniskowce, USS Gerald Ford i USS Abraham Lincoln, właśnie powracają z rekordowo długich misji i wymagają prac konserwacyjnych.
W najbliższych tygodniach z San Diego wypłynie USS Theodore Roosevelt, a przedstawiciele władz już zapowiedzieli, że jego misja potrwa dłużej niż standardowe siedem miesięcy.
— Zazwyczaj nie jestem zwolennikiem przedłużania misji. Zdecydowanie się temu sprzeciwiam. Jednak o tym decyduje wróg — powiedział w tym tygodniu admirał Daryl Caudle, najwyższy rangą oficer Marynarki Wojennej USA.
Oznaki ograniczeń amerykańskich działań pojawiają się również w Europie. Sekretarz obrony Pete Hegseth ogłosił w czerwcu sześciomiesięczny przegląd sił zbrojnych w Europie. Usunął również kilku wysokich rangą oficerów, którzy odegrali kluczową rolę we wspieraniu Ukrainy w wojnie z Rosją.
Dowódca Sił Lądowych USA w Europie i Afryce, gen. Christopher Donahue, którego Hegseth odwołał w lipcu, pomagał w wyposażaniu firm technologicznych współpracujących z armią w ramach programów dotyczących dronów. Generał Christopher LaNeve, nowy pełniący obowiązki szefa sztabu armii, również niedawno wstrzymał wspólny program szkoleniowy dla żołnierzy amerykańskich i ukraińskich dotyczący prowadzenia wojny z wykorzystaniem dronów.
— Wkrótce stracimy ogromną wiedzę na temat tego, jak toczą się wielkie wojny, pochodzącą od ludzi, którzy faktycznie biorą w nich udział — komentuje amerykański urzędnik.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Nawet na Bliskim Wschodzie Stany Zjednoczone odkrywają, że mają coraz mniej bezpiecznych opcji.
Okręty wojenne Marynarki Wojennej musiały uzupełniać zapasy daleko poza zasięgiem irańskiej broni. — Nie mogą operować z żadnego z portów położonych blisko Iranu, z których zwykle korzystały, więc całe zaopatrzenie realizują z Diego Garcia [atolu w archipelagu Czagos na Oceanie Indyjskim, gdzie znajduje się baza wojskowa Wielkiej Brytanii i USA], które znajduje się jakieś 2000-3000 mil [około 3220-4830 km] dalej — mówi informator blisko związany z Pentagonem.
Problem ten, jak dodaje źródło, uległby spotęgowaniu w przypadku wojny z Chinami, ponieważ dysponują one arsenałami wystarczająco dużymi, by wielokrotnie atakować amerykańskie bazy za pomocą pocisków balistycznych.
Wszystkie te czynniki zaszkodziły reputacji i wiarygodności Stanów Zjednoczonych.
— Ważniejsze jest jednak przesłanie, które dyplomaci przekazują po cichu za zamkniętymi drzwiami, a mianowicie, że Stany Zjednoczone są niewiarygodne, nie mają jasno określonego celu, podczas gdy Chiny są skoncentrowane na swoich projektach. To już się stało i nie zniknie — podsumowuje drugi były urzędnik amerykańskiego Departamentu Obrony.