Policja, chcąc zatrzymać podejrzewanych o napaść, opublikowała zdjęcie z monitoringu, które ma przedstawiać jednego z pięciu sprawców.

— To członek „Młodej Ferajny”, bojówki związanej z Wisłą Kraków, który wcześniej sam został napadnięty przez innych bywalców stadionu tego klubu. Doszło do przemocy seksualnej na nim. Chodziło o walkę o wpływy na trybunach — mówi Onetowi człowiek doskonale zorientowany w realiach grup chuligańskich działających przy polskich klubach piłkarskich.

— Ten gość został napadnięty i skrzywdzony we własnym domu przez innych kiboli Wisły. Jemu musiało potem odwalić, skoro wraz z innymi skopali teraz „Yankesa”, związanego z Hutnikiem Kraków — dodaje.

Wersję o wcześniejszym upokorzeniu jednego z poszukiwanych za skatowanie „Yankesa” próbowaliśmy zweryfikować w krakowskich organach ściganiach. Nikt ze śledczych nam tego ani nie potwierdził, ani temu nie zaprzeczył. W biurze prasowym Komendy Wojewódzkiej Policji (KWP) w Krakowie w czwartek usłyszeliśmy wręcz, że obowiązuje całkowite embargo informacyjne. Policja zaznaczyła, że teraz nie skomentuje niczego, co jest związane ze śmiercią „Yankesa”.

— Nikt z nas, z policji i prokuratury, tego nie potwierdza, bo może być tak, że nikt nie dostał zawiadomienia o takim czynie na tym chłopaku z „Młodej Ferajny”. Prawda jest taka, że chuligani nie zgłaszają takich spraw, nie chcą przyznać, że ktoś ich upokorzył w taki sposób, a przede wszystkim nie skarżą się policji — mówi Onetowi przedstawiciel krakowskich organów ścigania.

— W przypadku Wisły mieliśmy inny podobny przypadek, bo wiedzieliśmy, że jeden z fanatycznych kibiców był ofiarą przemocy seksualnej. Gdy został o to przez nas zapytany, stanowczo i do końca temu zaprzeczał. Potwierdził jednak sam sprawca tego czynu. Powiedział o tym, gdy poszedł z nami na współpracę i postanowił ujawnić swoje „dokonania” — dodaje.

Wojna chuliganów o wpływy na Wiśle

Nasz rozmówca związany z ruchem kibicowskim podkreśla, że aby zrozumieć genezę niedawnego ataku na „Yankesa” oraz brutalną działalność „Młodej Ferajny”, należy wrócić do wydarzeń sprzed dobrych kilku lat.

Organy ścigania rozbijały wtedy gang kiboli Wisły Kraków — „Wisła Sharks”. Wcześniej był on na tyle prężny i bezkarny, że na pewien czas przejął nawet kontrolę nad zasłużonym klubem, czyli nad Wisłą, a nieoficjalną jego działalnością był handel narkotykami, rozboje, czerpanie korzyści z prostytucji.

Śledczym udało się rozbić gang, bo na współpracę poszli niektórzy jego członkowie, w tym słynny „Misiek”, który stał na czele tej grupy przestępczej, a w 1998 r. z trybun Wisły rzucił nożem w głowę włoskiego piłkarza Dino Baggio. „Misiek” i niektórzy jego koledzy z „Wisły Sharks” po wielu latach, idąc na współpracę ze śledczymi, stawali się tzw. małymi świadkami koronnymi — „sześćdziesiątkami”.

Dla prokuratora taki przestępca idący na współpracę w zamian za złagodzenie kary to olbrzymi sukces — to przełamanie środowiskowej zmowy milczenia. Z kolei dla fanatycznych bywalców polskich stadionów każda „sześćdziesiątka” to zdrajca, konfident, bo w zamian za korzyści od prokuratora i sądu wsypuje swoich kolegów od nielegalnych interesów, zwłaszcza od handlu narkotykami.

Lata, które niosły śmierć. Wojna gangów w KrakowieLata, które niosły śmierć. Wojna gangów w KrakowieCzęść „starych” wsparło „Młodą Ferajnę”

Po tym, jak kilka lat temu część członków „Wisła Sharks” poszła na współpracę z policją, a część „trzymała się sztywno” (bo nigdy nikogo nie wsypali), na łonie tej grupy wybuchł w Krakowie totalny konflikt.

Z jednej strony byli bowiem tacy, którzy najpierw współpracowali ze śledczymi i potem szukali różnych wytłumaczeń, dlaczego zaczęli zeznawać.

Z drugiej strony stali ci, którzy nimi gardzili i swoje odsiedzieli, choćby za skatowanie maczetami „Człowieka”, kibica Cracovii. Zginął w 2011 r. po zadaniu mu na ulicy kilkudziesięciu ciosów różnymi narzędziami.

Ta „stara gwardia” z kryminalną przeszłością, „nieskażona” współpracą z organami ścigania, po wyjściu na wolność zaczęła wspierać „Młodą Ferajnę”, czyli grupę młodych, gniewnych i brutalnych stadionowych chuliganów kibicujących Wiśle Kraków, którzy chcieli zająć miejsce po „skompromitowanych sześćdziesiątkach” i którym nieobce są brutalne bójki z maczetami w dłoniach. Aspirowali do zastąpienia „starych”, którzy stali się „kapusiami prokuratury”.

Członkowie „Młodej Ferajny” to głównie mieszkańcy krakowskiej Nowej Huty, gdzie w nocy z 20 na 21 sierpnia został zaatakowany kibic „Yankes”.

Kibole. Gangsterzy. DeweloperzyMagdalena K. stała się twarzą brutalnego gangu narkotykowego

Jedną z odsłon konfliktu chuliganów Wisły Kraków można było zauważyć sześć lat temu na forach internetowych. Osoby skupione wokół starych „Sharksów” wydały wtedy szyderczy komunikat atakujący „Młodą Ferajnę”, twierdząc, że „ta pseudochuligańska grupa” została już rozwiązana, straciła flagę i nic nie znaczy „na mieście”. Komunikat zarzucał także „Młodej Ferajnie” tchórzostwo oraz wzywał do niemieszania się w nieswoje sprawy — w domyśle chodziło o niekomentowanie tego, że część „Sharksów”, która próbuje odzyskać poważanie na trybunach, współpracowała z prokuraturą.

„Młoda Ferajna” odgryzła się wtedy zarzutem, że atakują ich frajerzy, konfidenci, ludzie, którzy sprzedawali własne środowisko i poszli na współpracę z prokuraturą. „Młoda Ferajna” dyskredytowała też linię obrony „sześćdziesiątek” z grona „Sharksów”, którzy bronili się, że dla ugrania własnych korzyści wcale nie układali się ze śledczymi, lecz manipulowali prokuratorami.

— Pomiędzy tymi dwoma grupami skupionymi wokół tego samego klubu, co jest ewenementem, zaczęło dochodzić do podpaleń samochodów, do wywieszania wrogich sobie transparentów na stadionie Wisły, a w końcu do bezpośrednich ataków. Napadnięty przez „sześćdziesiątki” został m.in. członek „Młodej Ferajny”, którego teraz w sprawie śmierci „Yankesa” szuka policja — komentuje źródło Onetu dobrze znające środowisko pseudokibiców.

— Temu chłopakowi najwyraźniej odwaliło. W pięć osób skopali tego „Yankesa”, zapewne po to, by zdobyć rozgłos. Motywem, jak mówi się w środowisku pseudokibiców, było to, że chcieli, aby „Yankes” wydał im różne flagi. Poza tym jedna z wersji zakłada, że „Yankes” w Nowej Hucie wcześniej sam dojeżdżał tych młodych chłopaków. On święty na pewno nie był, ale to, co mu zrobili, jest absolutnie poza zasadami środowiska. Nie kopie się w pięciu leżącego człowieka — dodaje.

Śmierć „Yankesa” to nie pierwszy taki atak w Krakowie, z którym kojarzeni są członkowie „Młodej Ferajny”. W 2018 r. po ataku z użyciem maczet zginął 18-letni Miłosz, kibic Cracovii. Sprawcy, jak podawały media, prawie odcięli mu rękę. Zmarł w szpitalu wskutek odniesionych obrażeń. Policja zatrzymała potem m.in. pseudokibica Wisły Kraków o pseudonimie „Dzidek” oraz inne osoby — ich proces nadal się toczy.

Po tamtym brutalnym ataku na 18-latka odezwali się zamaskowani, domniemani członkowie „Młodej Ferajny”. Zamieścili w internecie swoje zdjęcie z zasłoniętymi twarzami. Grozili i przechwalali się, że w kolejce są następni do odcięcia rąk.

Za nic mieli fakt, że właśnie zginął ich rówieśnik, co jest tylko kolejnym dowodem, że chuligańskie porachunki w Krakowie już dawno zaszły zdecydowanie za daleko.