— Nie ma zgody na przemoc, nie ma zgody na pogardę — zadeklarował, a sala nagrodziła go oklaskami. Premier zaapelował, by siły używać do obrony słabszych i wtedy nie bać się konfrontacji. Kilka razy powtórzył, że Polska stoi na rozstaju dróg i musi wybierać między dobrem a złem. I że młodego pokolenia nie można zostawić na pastwę kłamstwa i manipulacji. — Siła, kiedy towarzyszy dobru, jest dobrodziejstwem — powtórzył. I zaapelował: — Nie dajcie złym ludziom rządzić Polską. Znowu dostał gorące oklaski. A potem jeszcze raz, gdy powiedział, by z porażek nie wyciągać pochopnych wniosków — ważne jest to, jak się z nich wychodzi. Sala odebrała to jako aluzję do porażki Rafała Trzaskowskiego w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich.

— Młodzi muszą wziąć odpowiedzialność za kraj. Po tamtej stronie młodzi już to robią. Nie pozwólcie, by młoda prawica przejęła rządy — zaapelował.

Kiedy zapowiedział, że teraz czas na pytania publiczności, kilkadziesiąt osób podniosło dłonie. Pytania były grzeczne: o niemiecką politykę, o metody ograniczania wszechwładzy technologicznych gigantów. A także o to, z jakich dokonań swojego rządu premier jest zadowolony, a czego nie udało mu się zrobić. Odpowiedzi — gładkie, po tuskowemu dowcipne — publiczność witała oklaskami. Jak wtedy, gdy tłumaczył, że jest tak długo w polityce, bo ktoś musi stawiać czoło Jarosławowi Kaczyńskiemu i tym wszystkim, którzy chcą go zastąpić. Bo są od niego groźniejsi.

Zbył też pytanie o zgłoszenie kandydatury Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego. Oświadczył, że chodzi o skuteczność, a Berek nie jest politykiem.

Najbardziej zadziorne pytanie brzmiało tak: czy nie uważa pan, że pańskie ego może być przyczyną wyborczej porażki w przyszłym roku? Może czas usunąć się, wejść do szafy i dać szansę komuś innemu? Tusk odpowiedział prosto: gdyby był ktoś lepszy ode mnie, to by sobie tę władzę wziął. Po tych słowach dostał głośne owacje jak na wiecu partyjnym.

— Co dalej ze związkami partnerskimi? — zapytała jedna z uczestniczek, chcąc wiedzieć, jaki jest plan B po zawetowaniu ustawy o statusie osoby najbliższej przez prezydenta Nawrockiego. Premier Tusk zapowiedział, że nie wycofa się z prób wprowadzenia związków partnerskich w Polsce. Ale na razie — dodał — prezydenckiego weta nie przeskoczy. Oszukiwać w tej sprawie nie chce.

I ostatnie pytanie: co sądzi o wizycie szefa CIA w Moskwie?

— Polska jest w stałym kontakcie z CIA. Bo nie można wykluczyć poważnych prowokacji ze strony Rosji. Moskwa szykuje się do eskalacji napięcia, nie tylko w Ukrainie, ale także w całym regionie. Chce zmobilizować 600 tys. żołnierzy i musimy być na to przygotowani. Najbliższe sześć, osiem miesięcy będzie krytyczne — powiedział Donald Tusk.

Siedzą nad jeziorem

Campus powoli dobiega końca, pozostał jeszcze tylko jeden dzień.

— Jakoś nas tutaj mniej — mówi znana prawniczka, rozglądając się po kampusie Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w olsztyńskim Kortowie. Opinia o tyle zaskakująca, że wokół kręci się mnóstwo osób, przede wszystkim młodych. Jest piątek, przedostatni dzień Campusu Polska Przyszłości. Po rocznej przerwie inicjatywa Rafała Trzaskowskiego wróciła do Kortowa, a z nią około tysiąca młodych ludzi wybranych z blisko 3,5 tysiąca tych, którzy zgłosili chęć udziału w pięciodniowym spotkaniu.

— Pogratulujmy Rafałowi, że podniósł się po porażce i zorganizował Campus. I podziękujmy mu za to — powiedział Leszek Jażdżewski, publicysta i współzałożyciel magazynu „Liberte”. Kilkaset osób, które przyszły na panel o populizmie, zareagowało oklaskami. Bo dla wszystkich, którzy przyjechali do Olsztyna, jest oczywiste, że Campus powinien trwać nawet wtedy, gdy Trzaskowski dwa razy przegrał wybory prezydenckie. Bo tylko tutaj — tłumaczą — mogą zadać pytanie ministrowi sprawiedliwości Waldemarowi Żurkowi, wziąć udział w debacie oksfordzkiej, w której senator Krzysztof Kwiatkowski udaje krwawego dyktatora, a europoseł Michał Wawrykiewicz przekonuje, że demokracja jest jednak lepszym ustrojem. I mogą wytknąć temu pierwszemu, że w jego wywodzie tkwił błąd logiczny.

Tylko tutaj ministra edukacji Barbara Nowacka jest na wyciągnięcie ręki i można ją rozliczać z reform, których nie wprowadziła, a także śmiać się z jej przejęzyczeń. A do wyboru jest ok. 120 paneli, spotkań i warsztatów dotyczących m.in. bezpieczeństwa Europy, Ukrainy, nowych technologii i gospodarki. A także kryptowaluty, hejt w sieci oraz czekające Polskę i świat kryzysy.

Ale w odróżnieniu od poprzednich lat frekwencja na tych spotkaniach nie jest oszałamiająca. To widzą i czują wszyscy: choć na tegoroczny Campus przyjechało tyle samo osób, co na poprzednie, to w subiektywnych odczuciach stałych bywalców jest ich tym razem znacznie mniej.

— Siedzą nad jeziorem Kortowskim — mówi jedna z wolontariuszek.

— Piją piwo w akademikach — dorzuca inna. Widziała osoby, które wcale nie ukrywały, że w campusowym miasteczku dobrze się bawią. I że przede wszystkim po to przyjechały do Olsztyna.

Od osób odpowiedzialnych za organizację Campusu słyszę, że w tym roku podczas przeglądania aplikacji organizatorzy zwracali szczególną uwagę na to, by wybierać więcej osób, które jeszcze w Kortowie nie były. Chodzi także o takie osoby, które pochodzą z mniejszych miast, a nie tylko z dużych ośrodków uniwersyteckich. Efekt jest taki, że dla połowy uczestników jest to pierwszy Campus, wszystko jest tu dla nich nowe. I być może — zgadują organizatorzy — są jeszcze trochę onieśmieleni. I podczas gdy w poprzednich latach zatrzymywali znanych polityków, prosząc o wspólne zdjęcie, teraz często pytają: kto to jest? Nie znają tych osób, nie słyszeli o nich i nie oglądają telewizji.

Tymczasem wielu stałych bywalców powtarza to samo zdanie: energii na Campusie jest znacznie mniej niż w poprzednich latach. Nie ma zadziornych pytań, nie ma młodych osób, które kontestują poczynania rządzącej koalicji z pozycji zwolenników Konfederacji.

— Jesteśmy w gronie ludzi, którzy mają podobne poglądy — uważa znana polityczka Koalicji Obywatelskiej. I to chyba jest ta największa zmiana: na Campus przyjechali głównie młodzi zwolennicy Koalicji Obywatelskiej i jej koalicjantów. Wykształceni, interesujący się tym, co się dzieje w Polsce na świecie, ale niekontestujący polskiej polityki. A przynajmniej nie robiący tego głośno, bo kiedy Leszek Jażdżewski zapytał w czasie debaty, kto jest zadowolony z sytuacji w Polsce, podniosło się zaledwie kilkanaście rąk. A na sali było grubo ponad sto osób.

Gdzie jest aborcja?

Kiedy pytam uczestników, co podobało im się na Campusie najbardziej, odpowiadają bez wahania, że spotkanie z Andrzejem Poczobutem, który kilka miesięcy temu został po ponad pięciu latach zwolniony z białoruskiego więzienia. Kiedy odbierał nagrodę specjalną Campusu Polska Przyszłości, niektórzy płakali. A potem mówili, że Poczobut to dla nich autorytet, chcieliby takich w życiu publicznym więcej. I że martwią się tym, że zamierza wrócić na Białoruś. Kiedy obecna na spotkaniu białoruska dziennikarka zapytała Poczobuta, czy nie uważa, że mógłby znacznie więcej zdziałać tutaj, w demokratycznej Polsce, znowu zerwały się oklaski. I jeszcze raz, gdy poprosił słuchaczy, by nie zapominali, że Białoruś jest demokratycznym państwem. Równie gorące przyjęcie zgotowali też Alesiowi Białackiemu, liderowi białoruskiej opozycji i laureatowi Pokojowej Nagrody Nobla.

— Wspaniały był też panel o kulturze z Patrycją Markowską, Michałem Zadarą i Marysią Kowalską, czyli Mery Spolski — mówi jedna z uczestniczek Campusu. Inni potakują: artyści byli szczerzy i mówili o miłości do tego, co robią. I o tym, że każdy z nas może odkryć w sobie artystę i warto go szukać.

Bardzo czekają na sobotnie spotkanie z liderem PSL Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, chcieliby go zapytać, kiedy w końcu zmieni zdanie w sprawie aborcji. Ci, którzy byli na Campusie dwa lata temu, jeszcze przed przegranymi przez Trzaskowskiego wyborami prezydenckimi, pamiętają, że kiedy minister obrony wszedł na scenę, publiczność zaczęła buczeć i skandować hasło: „Gdzie aborcja?”. Przestała dopiero, gdy gospodarz Campusu Rafał Trzaskowski poprosił o uszanowanie poglądów gościa i kulturalną rozmowę.

— Poprzednim razem minister sprytnie zaczął mówić, że pokazał odwagę, przyjeżdżając na Campus i ludzie mu uwierzyli, dali się kupić. Teraz już tak łatwo się nie wywinie. Zamierzam go zapytać, kiedy w końcu zacznie słuchać swoich wyborców, bo oni nie mają z aborcją żadnych problemów — mówi uczestniczka.

Inna opowiada, że najbardziej podobał jej się nocny występ Mery Spolski. — Ona mówi wszystko to, co ja myślę i chciałabym powiedzieć. Jest sobą i jest z tego dumna — tłumaczy.

Ten koncert Mery Spolski był chyba najbardziej energetycznym punktem tegorocznego Campusu. Ludzie śpiewali razem z nią i tańczyli. Po bisach zrobiło się lekkie zamieszanie i wtedy artystka po swojemu powiedziała: „ktoś tu się wp******* na scenę!”. Najpierw rozległ się śmiech, a potem okrzyki: gospodarz! I to rzeczywiście był Rafał Trzaskowski, który chciał po prostu podziękować artystce za występ.