Edyta Żemła: Nagła wizyta szefa CIA Johna Ratcliffe’a w Moskwie wywołała wiele spekulacji. Jak pan ją interpretuje?

Gen. Piotr Pytel: Zwróciła moją uwagę właśnie dlatego, że była niestandardowa. Takie wizyty odbywają się zwykle wtedy, gdy trzeba przekazać pilną informację albo rozwiązać nagłą sytuację kryzysową.

Od dłuższego czasu zwracam uwagę na możliwość czasowego zajęcia przez Rosję fragmentu terytorium jednego z państw bałtyckich. Nie mówię o pełnoskalowej wojnie, ale o ograniczonej operacji wojskowej, której celem byłoby pokazanie i udowodnienie rosyjskiemu społeczeństwu, że konflikt z Ukrainą jest w rzeczywistości konfliktem z NATO.

Sygnałem ostrzegawczym były dla mnie słowa ministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Ławrowa, który stwierdził, że Wielka Brytania przystąpiła do wojny. Takie deklaracje wpisują się w przygotowywanie opinii publicznej do możliwych działań militarnych wobec państw Sojuszu w bliskim horyzoncie czasowym.

A może ta wizyta nie była związana z Europą, tylko z sytuacją na Bliskim Wschodzie? Stany Zjednoczone mają tam dziś wiele problemów i być może potrzebują Rosji do wywarcia presji na Iran.

Tego nie można wykluczyć, ale brałbym tu pod uwagę oportunistyczną zmianę postawy Rosji wobec Iranu. Przez lata Iran był dla Moskwy niezwykle ważnym partnerem. Dziś w Teheranie słychać głosy rozczarowania, że Rosja nie udzieliła oczekiwanego wsparcia podczas ostatniego kryzysu.

Dlatego nie jestem przekonany, że Kreml ma obecnie możliwość skutecznego wpływania na decyzje Iranu w sprawach takich jak konflikt w rejonie cieśniny Ormuz. Znacznie bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że chodziło o kwestie związane z bezpieczeństwem europejskim, które mogłyby postawić Trumpa w kłopotliwej sytuacji.

Z czego wynikałaby taka gotowość Rosji do podjęcia ryzyka konfrontacji z NATO?

Moim zdaniem przede wszystkim z sytuacji wewnętrznej. Rosja musi stale podtrzymywać narrację o zewnętrznym zagrożeniu. Wbrew popularnym opiniom o rosyjskim imperializmie, to nie ekspansja terytorialna jest celem samym w sobie. Najważniejsze jest utrzymanie władzy.

W Rosji od ponad stu lat ogromny wpływ na kierownictwo państwa, jego optykę i procesy decyzyjne mają służby specjalne. System polityczny jest zbudowany wokół kontroli społeczeństwa, kształtowania nastrojów i zarządzania strachem. Wojna jest jednym z narzędzi takiej polityki.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Czyli uważa pan, że fundamenty obecnej władzy w Rosji zaczynają się chwiać?

Zdecydowanie. Właśnie stąd może wynikać potrzeba coraz bardziej agresywnych działań. Jeżeli Kreml przekonuje obywateli, że Rosja walczy z NATO, to sama propaganda może już nie wystarczyć. Demonstracyjne wejście na terytorium jednego z państw Sojuszu byłoby przedstawione jako dowód, że Rosja rzeczywiście mierzy się z Zachodem.

Mówi pan o Putinie czy o całym rosyjskim establishmencie?

O całym systemie władzy skupionym wokół Kremla. Warto pamiętać, że rosyjskie służby nie zajmują się wyłącznie zwalczaniem opozycji. Regularnie dochodzi do zatrzymań wysokich urzędników, generałów czy przedstawicieli biznesu. To pełni funkcję dyscyplinującą i jednocześnie pokazuje społeczeństwu, że państwo rzekomo walczy z każdym przejawem korupcji, nawet na szczytach władzy.

To element komunikatu: władza jest silna, sprawiedliwa i kontroluje sytuację.

Ostatnim razem, gdy szef CIA odwiedzał Moskwę, krótko później wybuchła wojna w Ukrainie. Czy tym razem może być podobnie?

Tego oczywiście nie wiemy. Zakładam jednak, że Amerykanie przekazali Rosjanom informacje, które posiadają. Jeżeli rzeczywiście zaobserwowali przygotowania do określonej operacji wojskowej, mogli przedstawić dowody pochodzące z rozpoznania satelitarnego, ale przede wszystkim z zaawansowanego technicznie rozpoznania lotniczego i ostrzec przed konsekwencjami. Zdjęcia rzucone na stół, które kłują w oczy.

Dla Putina oznaczałoby to konieczność kalkulacji politycznej. Ewentualny atak na państwo NATO mógłby doprowadzić do utraty dotychczasowego, systematycznego wsparcia administracji Donalda Trumpa czy przynajmniej znacząco ograniczyć możliwości współpracy.

Nowe doniesienia o celu wizyty szefa CIA w Rosji. „Służyła ostrzeżeniu przed atakiem na NATO”John Ratcliffe; Kreml w tle

Jakie działania Rosji mogłyby wskazywać na przygotowania do takiej operacji?

Charakterystyczne są przede wszystkim działania logistyczne. Przemieszczanie zapasów paliwa, rozwijanie stanowisk dowodzenia i łączności, podnoszenie gotowości jednostek, organizowanie zabezpieczenia materiałowego, bojowe rozwijanie mobilnych stanowisk rozpoznania radioelektronicznego i masy innych symptomatycznych przygotowań do operacji zbrojnej na docelowym terenie.

Takich przygotowań nie da się ukryć, jeśli planuje się większą operację lądową. Jeżeli Amerykanie rzeczywiście zaobserwowali podobne sygnały, mogło to być bezpośrednią przyczyną wizyty Ratcliffe’a w Moskwie.

W jakiej perspektywie czasowej widziałby pan możliwość takiego scenariusza?

Jeśli moja interpretacja jest trafna, to z pewnością nie mówimy o latach czy nawet o wielu miesiącach. Wypowiedź Ławrowa traktuję jako element bezpośredniego przygotowania czy preparacji informacyjnej rosyjskiego społeczeństwa. Tego rodzaju narracja zwykle poprzedza konkretne działania.

Dlatego raczej mówiłbym o najbliższych tygodniach lub miesiącach. Zwłaszcza że warunki pogodowe ograniczają możliwości prowadzenia niektórych operacji wojskowych późną jesienią i zimą.