Andrij Sadowy rządzi Lwowem od 2006 r., dłużej niż jakikolwiek prezydent Ukrainą. Przetrwał Wiktora Juszczenkę, Wiktora Janukowycza, Petra Poroszenkę i pierwszą kadencję Wołodymyra Zełenskiego. Przetrwał nawet własną partię Samopomoc, która w 2014 r. jako trzecia siła weszła do Rady Najwyższej Ukrainy, a po pięciu latach została zredukowana do roli politycznego planktonu.

Sadowy przetrwał też zarzuty Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP), podejrzewającej go o łapownictwo i przyczynienie się do kryzysu śmieciowego, z powodu którego Lwów stał się symbolem niekompetencji i celem ataków ukraińskich dziennikarzy.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Choć trzeba również przyznać, że za jego czasów Lwów był jednym z lepiej zarządzanych miast Ukrainy. Mer, świetnie władający językiem angielskim, otwarty na zachodnie inwestycje, promujący stolicę Galicji jako centrum technologiczne i kulturalne, wydaje się nowoczesnym samorządowcem. Jednak w zakresie polityki historycznej jego działania drastycznie odbiegają od zachodnich standardów rozliczania trudnej przeszłości i ujawniają twardy pragmatyzm nastawiony na lokalnego, nacjonalistycznego wyborcę.

Andrij Sadowy przez lata wspierał inicjatywy upamiętniające Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię. Lwowski samorząd nie tylko akceptował, ale i współfinansował projekty edukacyjne, zatwierdzał nazewnictwo ulic oraz wspomagał inicjatywy stawiania pomników członkom tych formacji. Pamięć o ludziach odpowiedzialnych za czystki etniczne na Wołyniu stała się jednym z filarów polityki historycznej, a banderowska symbolika i oficjalne obchody rocznicowe na trwałe wpisały się w miejski kalendarz.

Prof. Norman Davies o kulcie UPA: ta afera będzie kosztować Polskę w przyszłościNorman Davies (2025 r.)Mer i pamięć historyczna

Przykładem ilustrującym postawę Sadowego była reakcja na zniszczenie przez rosyjski dron w nocy z 31 grudnia 2023 r. na 1 stycznia Muzeum Romana Szuchewycza w lwowskiej dzielnicy Biłohorszcze. Mieściło się w domu, w którym ukrywał się dowódca UPA i w którym zginął w marcu 1950 r. w walce z funkcjonariuszami MGB (Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego). To dziś jedno z sanktuariów ukraińskiego nacjonalizmu.

Pierwsza reakcja mera Lwowa była zaskakująca — ewentualnym darczyńcom publicznie odradził finansowanie odbudowy, sugerując, by pieniądze przeznaczyli na Siły Zbrojne Ukrainy, a odbudowę muzeum zapowiedział „po zwycięstwie”.

Odpowiedź środowisk narodowych była natychmiastowa. Fundacja Petra Poroszenki już 2 stycznia zaoferowała 4 mln hrywien i gwarancję bankową na odbudowę.

17 stycznia zaś w Lwowskim Muzeum Historycznym odbyło się zebranie z udziałem córki Szuchewycza Marii Trylowskiej, Bohdana Borowycza, szefującego Wszechukraińskiemu Bractwu OUN-UPA im. generała-chorążego Romana Szuchewycza-Tarasa Czuprynki, i dysydenta Myrosława Marynowycza. Zachowanie mera zostało podczas spotkania skrytykowane.

Premier Mateusz Morawiecki i mer Lwowa Andrij Sadowy

Premier Mateusz Morawiecki i mer Lwowa Andrij Sadowy

6 lutego Lwowska Rada Obwodowa przyjęła uchwałę o odbudowie muzeum w pierwotnym kształcie, a 28 lutego fundacja Poroszenki wystąpiła z listem otwartym, w którym nazwała Sadowego „człowiekiem, który świadomie lub nieświadomie hamuje proces odbudowy muzeum”. Kiedy ten zorientował się, że podjął złą decyzję — przeszedł na drugą stronę barykady. Zrobił to w tak spektakularny sposób, że dziś jest twarzą projektu odbudowy Muzeum Romana Szuchewycza. Dowódcę UPA, bezpośrednio odpowiedzialnego za ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, nazwał bohaterem narodowym i symbolem walki o niepodległość.

Z jego inicjatywy rada miejska stworzyła w celu odbudowy muzeum specjalną grupę roboczą, a ratusz przejął rolę zamawiającego. Inwestycja oficjalnie ruszyła w marcu 2026 r. Sadowy osobiście informuje o postępach prac. Zapowiedział powiększenie powierzchni muzeum o połowę, wykup sąsiedniej chaty na „przestrzeń publiczną, gdzie płastuni (skauci ukraińscy — przyp. red.) i młodzież będą studiować historię”, odtworzenie stawu, budowę parkingu itp.

Sadowy jednak nie został ideologicznym motorem kultu Szuchewycza, lecz jego niezawodnym wykonawcą. Gdy kalkulacja polityczna wskazała, że koszt oporu jest wyższy niż koszt uczestnictwa — stanął na czele pochodu.

„Może to dusze pomordowanych?” Pani Szura dba o pamięć ofiar rzezi wołyńskiejPani Szura i Magdalena Rigamonti

W kwestii rzezi wołyńskiej mer Lwowa od lat prezentuje stanowisko wpisujące się w oficjalną ukraińską narrację symetrii win. Unikając jednoznacznego potępienia zbrodni popełnionych na polskiej ludności cywilnej, Sadowy wielokrotnie apelował o „wzajemne wybaczenie”, stawiając na równi polskie akcje odwetowe i zaplanowaną, masową czystkę etniczną przeprowadzoną na Kresach Południowo-Wschodnich przez oddziały UPA.

W sprawie odblokowania prac ekshumacyjnych i poszukiwawczych na terenie obwodu lwowskiego władze miejskie pod jego wodzą wykazywały bierność, uzależniając postępy od polityki władz centralnych w Kijowie i odbudowy ukraińskich miejsc pamięci w Polsce.

Nie udało mi się odnaleźć żadnej inicjatywy Sadowego wspierającej miejski program upamiętnienia polskich ofiar. Jest za to ostentacyjna dbałość o „miękką” warstwę polskiego dziedzictwa we Lwowie: renowacje, cmentarze, festiwale, wspólne deklaracje samorządowe. Pełne zaangażowanie w restaurację polskich zabytków, a zarazem całkowita obojętność wobec pamięci ofiar Wołynia. I to moim zdaniem jest najlepszy opis doktryny historycznej Sadowego. Dziedzictwo stanowi zasób turystyczny i dyplomatyczny. Ofiary są ryzykiem politycznym.

Dla naszych polityków to złe informacje. Z merem administratorem, dla którego gloryfikacja UPA jest kolejną pozycją w budżecie i elementem budowy wizerunku, nie ma o czym rozmawiać.

Witold Szabłowski o rzezi wołyńskiej. „Ukraińcy przerazili się tym, co okazało się w czasie ekshumacji”Witold Szab³owskiMąż swojej żony

Według deklaracji majątkowej za 2025 r. Andrij Sadowy z tytułu wynagrodzenia uzyskał dochód w kwocie 1 mln 266 tys. 807 hrywien, co dało mu czwarte miejsce w Ukrainie. Więcej od niego zarabiali: mer Charkowa Ihor Terechow — 2 mln 260 tys. 248 hrywien, mer Odessy Hennadij Truchanow (za okres od stycznia do października) — 1 mln 744 tys. 835 hrywien oraz mer Kijowa Witalij Kliczko — 1 mln 444 tys. 944 hrywny. Mer Lwowa nie posiada żadnych nieruchomości ani samochodów.

Za to jego żona Kateryna Kit-Sadowa, z wykształcenia historyczka sztuki, zgłosiła ponad 13 mln hrywien dochodu z aktywności biznesowej i medialnej. Jej najważniejszymi aktywami są udziały w lwowskim holdingu medialnym TRK Lux, do którego należą m.in. Radio Lux FM, Radio Maximum, Telekanal 24, serwis Zaxid.net, Football 24 oraz agencja reklamowa Lux.

W deklaracji za rok 2024 r. Kit-Sadowa wpisała ponad 10,7 mln hrywien dywidend oraz 2,3 mln hrywien wynagrodzenia. Należy do tego doliczyć dom we Lwowie o powierzchni 600 m kw., dwie działki będące jej własnością oraz trzecią działkę w mieście, użytkowaną na podstawie najmu. Kit-Sadowa jest też wskazana jako beneficjent rzeczywisty 15 spółek. Ma dwa samochody: Skodę Kodiaq, rocznik 2017, oraz Mercedesa V 300 d z 2021 r., kupionego za ok. 2,3 mln hrywien.

Andrij Sadowy i Kateryna Kit wzięli ślub w 2001 r. Mają pięciu synów. Najstarszy, Iwan-Paweł, ukończył Nottingham Business School przy Nottingham Trent University w Wielkiej Brytanii. Dwaj młodsi bracia, Tadej-Łuka i Mychajło, zdaniem ukraińskich mediów także kontynuują naukę w Wielkiej Brytanii. Warto wspomnieć, że roczne czesne i podstawowe koszty utrzymania studenta w Wielkiej Brytanii to zwykle ok. 36-55 tys. funtów. Oznacza to, że rodzina Sadowych musi się liczyć z rocznym wydatkiem ok. 110 tys. funtów na edukację synów. Przy założeniu, że Iwan-Paweł już pracuje. Najmłodsi synowie, Josyp i Anatolij, uczą się w ukraińskich szkołach, więc pewnie koszt ich utrzymania jest niższy.

Reakcja Ukraińców na informacje o najstarszych synach Sadowego — zwłaszcza w mediach społecznościowych — była krytyczna i emocjonalna. Ich pobyt w Wielkiej Brytanii podczas wojny wielu odbiera jako symbol nierówności — dzieci wpływowych osób mogą zdobywać zagraniczne wykształcenie, podczas gdy inne są mobilizowane i giną na froncie.

Prawdziwy powód wizyty dyrektora CIA w Moskwie. „Rosjanie testują nie Warszawę, ale Waszyngton” [KOMENTARZ]Władimir Putin

Krytyka mera Lwowa nasiliła się w tym roku po apelu dotyczącym obowiązkowego przeszkolenia wojskowego mężczyzn. Wypominano mu wtedy synów, którzy tworzą zalążek tzw. Batalionu Londyn. Sadowy musiał przyznać, że temat wywołuje silne reakcje. Trudno się dziwić. Zwłaszcza media społecznościowe pełne są zdjęć i filmów ilustrujących podróże do egzotycznych krajów synów i córek wpływowych ukraińskich polityków. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że na ogół posługują się oni językiem Puszkina, a nie Tarasa Szewczenki.

Afery

Obraz mera Andrija Sadowego byłby niepełny, gdyby nie wspomnieć o licznych skandalach i podejrzeniach o machinacje finansowe.

W 2015 r. Lwowska Rada Miejska sprzedała 23,49 ha gruntu w mikrorejonie Rzęsna-2 spółce będącej częścią holenderskiego giganta parków przemysłowych CTP. Inwestor obiecywał m.in. ok. 3 tys. miejsc pracy i budowę pierwszego w Ukrainie wysokiej klasy parku przemysłowego. 21 listopada 2019 r. SAP postawiła Sadowemu oraz p.o. dyrektorowi departamentu urbanistyki Serhijowi Korowajnykowi zarzuty nadużycia władzy.

Komunikat SAP mówił o szkodzie wycenionej na 93,5 mln hrywien. Obu panom zarzucano, że grunty leżały na terenie wsi Rzęsna Ruska, więc rada miasta nie miała prawa nimi rozporządzać. Poza tym sprzedano je rażąco tanio — za 52,5 mln hrywien przy normatywnej wycenie wynoszącej ok. 140 mln hrywien. W grudniu 2020 r. SAP poinformowała jednak, że sprawa nie zostanie skierowana do sądu z powodu braku dowodów winy. Projekt w praktyce został zablokowany, a holenderski inwestor pierwszego w Ukrainie parku przemysłowego utknął w konflikcie kompetencyjnym. Park przemysłowy M-10 w Rzęsnej Ruskiej buduje dziś inny podmiot — Dragon Capital.

Mer Lwowa Andrij Sadowy

Onet

Mer Lwowa Andrij Sadowy

O wiele głośniejszą sprawą był skandal związany z wysypiskiem śmieci w Hrybowyczach (Grzybowicach) Wielkich pod Lwowem. Czynne od dekad, formalnie wyeksploatowane i wielokrotnie wskazywane w kontrolach jako zagrożenie ekologiczne wysypisko przez cały okres rządów Sadowego było jedynym miejscem składowania odpadów z miasta liczącego ponad 700 tys. mieszkańców. 30 maja 2016 r. doszło na nim do pożaru i osunięcia się masy odpadów. W akcji ratunkowej zginęli ludzie, w tym strażacy.

Zamknięcie wysypiska wywołało trwający ponad rok kryzys, podczas którego Lwów wywoził odpady do kilkunastu obwodów Ukrainy, a inne samorządy — często z powodów politycznych — blokowały ich przyjmowanie. Ulice miasta z zalegającymi hałdami śmieci stały się sensacyjnym materiałem dla mediów w całej Europie. Wobec urzędników miejskich toczyły się postępowania karne. Sam Sadowy konsekwentnie przedstawiał sprawę jako element nacisku administracji prezydenta Poroszenki, z którym był skonfliktowany.

Przy czym Lwów od dawna korzystał z kredytów i grantów EBOiR mających wspierać powstanie projektu nowoczesnego zakładu przetwarzania odpadów. Tyle że prace ciągnęły się latami, dlatego katastrofa nie była wypadkiem, lecz konsekwencją odkładania decyzji, które trzeba było podjąć dekadę wcześniej.

"Tygodnik Przegląd" nr 35

Tygodnik Przegląd

„Tygodnik Przegląd” nr 35

Paradoksem jest, że skandaliczna porażka Sadowego nie okazała się gwoździem do jego politycznej trumny. Stało się wręcz przeciwnie — sięgnięcie po narrację o „śmieciowej blokadzie Lwowa przez Kijów” pozwoliło mu przekuć własne zaniedbania w opowieść o prześladowanym mieście.

W 2021 r. krakowska spółka Control Process wygrała międzynarodowy przetarg na budowę instalacji przetwarzania odpadów komunalnych we Lwowie, co miało rozwiązać śmieciowy problem. Kontrakt przewidywał zakończenie prac i uruchomienie zakładu do 4 października 2025 r. W marcu br. miasto zerwało umowę i uruchomiło gwarancje bankowe. Polacy twierdzą, że to Lwów powodował opóźnienia, zalegał z płatnościami i bezprawnie odstąpił od kontraktu. Żądają jego wznowienia oraz ok. 17 mln euro — wliczając w tę kwotę niezapłacone wynagrodzenie, zwrot środków z gwarancji i odszkodowanie.

Rok w areszcie za problemy z koncesją na fajerwerki. „Dali mnie do celi z dzieciobójczyniami”Mariola Scherner

W procedurach arbitrażowych nasza firma uzyskała korzystne dla siebie decyzje dotyczące części sporów, lecz nie ma jeszcze prawomocnego wyroku arbitrażu ICC (Międzynarodowej Izby Handlowej) w Paryżu, który rozstrzygnie całą sprawę.

W czerwcu br. temat publicznie podniósł minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, a polskie MSZ skrytykowało sposób potraktowania polskiego wykonawcy. Nic to nie dało.

I to powinno niepokoić Polskę oraz Unię Europejską. Przed nami perspektywa odbudowy Ukrainy — z setkami miliardów euro przechodzących przez samorządy takie jak lwowski. To już nie jest kwestia historyczna, ale rachunkowa.