Karol Bugajski (Przegląd Sportowy): Czego brakuje Zagłębiu, żeby takie mecze, jak w poprzedniej kolejce w Radomiu (0:0) przechylać na swoją stronę?
Damian Dąbrowski (Kapitan KGHM Zagłębia Lubin): Faktycznie, momentami potrafimy naprawdę dobrze wyglądać, ale trzeba sobie powiedzieć, że częściowo nasze mecze nie są najpiękniejsze do oglądania. Ostatni mecz w Radomiu do takich należał, dlatego nie byliśmy po nim zadowoleni. Ten punkt trzeba szanować, jednocześnie pamiętając, że jeśli przy gorszym stylu są zwycięstwa, to nikt nie szuka drugiego dna, a w momentach, gdy styl pozostawia wiele do życzenia i punktów brakuje, to zaczynamy się zastanawiać, czy wszystko jest w porządku. Rozumiem to, taka jest piłka.
Miedziowi liczą na kolejny udany sezon
A generalnie jak pan odnajduje Miedziowych po 4 rozegranych meczach, w których zdobyliście 7 punktów (na wrzesień przełożono wyjazd do Rakowa Częstochowa). KGHM Zagłębia ponownie należy spodziewać się w walce w górnej połowie tabeli?
To jest na pewno dobry start i tak to traktujemy. Oczywiście chcielibyśmy nawiązać do poprzedniego sezonu i znowu być w górnej połowie tabeli (Miedziowi wiosną przez chwilę zajmowali nawet pozycję lidera tabeli – przyp. red.). Latem przestrzegaliśmy się jednak w klubie, że tak po dobrym wyniku, jakim było 7. miejsce, następny sezon może być trudniejszy, bo rywale mogą inaczej na nas patrzeć. Na to chcemy uważać i może właśnie dzięki takiej czujności zanotowaliśmy niezły start nowego sezonu. Życie napisze swój scenariusz, ale my zrobimy wszystko, by liczyć się w lidze.
W tym sezonie ma pan szansę rozegrać mecz numer 400 w PKO BP Ekstraklasie, a od debiutu minęło ponad 16 lat. Ma pan czasami refleksję, jak to się wszystko szybko potoczyło?
W dzisiejszej piłce nie ma czasu, żeby się zastanawiać, chociaż człowiek faktycznie czasami łapie się za głowę, gdy zdaje sobie sprawę, jak to zleciało. Grania jest coraz więcej, terminarze są naprawdę napięte, więc nie ma czasu na pogłębione analizy. Kiedyś przyjdzie moment, w którym będzie trzeba zrezygnować z piłki i to odpowiedni czas na przemyślenia, czy podsumowania. Do tego czasu zależy mi, żeby być w dobrej dyspozycji, walczyć o najwyższe cele i godnie się prezentować.

TOMASZ FOLTA / PRESSFOCUS NEWSPIXPL / newspix.pl
Damian Dąbrowski zadebiutował w Ekstraklasie w 2010 r.
Dąbrowski wrócił do KGHM Zagłębia z Pogoni
Ma pan czasami myśl, że gdyby nie kontuzje i epizod w I lidze licznik występów w najwyższej klasie rozgrywkowej Damiana Dąbrowskiego mógłby się dzisiaj zbliżać do rekordowych wyników Łukasza Surmy, czy Rafała Janickiego?
Może i tak. Nigdy nie podchodziłem jednak do tego w ten sposób, że przez kontuzje coś straciłem. Wiem, że one też były po coś. W trakcie absencji od gry stabilizowałem choćby swoją dyspozycję fizyczną i motoryczną. Taki mam do tego stosunek, chociaż oczywiście zdarzają się momenty, które pobudzają wyobraźnię. Słyszałem różne opinie, z jednej strony gdybanie, że mogłem wyjechałbym z Polski, a z drugiej też właśnie o szansach na śrubowanie liczby występów w PKO BP Ekstraklasie. Ja jednak zbyt dużo nad tym nie rozmyślam.

FOT. KRZYSZTOF CICHOMSKI / NEWSPIX.PL / newspix.pl
Damian Dąbrowski w barwach Pogoni
Rozpoczął pan czwarty sezon po powrocie do KGHM Zagłębia, który wzbudził duże zainteresowanie ze względu na piękną klamrę spinającą pańską karierę. Nieczęsto wychowanek wraca w takim stylu do miejsca, z którego ruszał w świat. Zastanawiam się, ile z rzeczy, które miał pan wtedy w głowie, sprawdziło się w trakcie drugiej przygody z Lubinem?
Faktycznie zapatrywałem się na ten ruch bardzo pozytywnie. Tutaj się wychowałem, tutaj żyje moja rodzina i wiele mnie łączy z tym miejscem. Byłem też w takim momencie kariery, że wiedziałem, że mogę jeszcze wiele od siebie dać pod względem sportowym. Jeśli spojrzymy na to z dystansu, trzy lata później, to wyobrażałem sobie zarówno, że ja będę wnosił do gry więcej, jak i Zagłębie będzie wyglądało piłkarsko po prostu lepiej. Piłka jest jednak dynamiczna i trzeba wyciągnąć maksa z tego co się ma. Na szczęście jeszcze zdrowie dopisuje, więc ta przygoda nie jest skończona.
Jak pan czuje się we współpracy z Filipem Kocabą? Widzi pan w nim siebie z młodzieńczych lat w Lubinie i zawodnika, który chce się od pana uczyć?
Myślę, że Filip jest już w takim momencie swojej kariery, że wiele nauki ode mnie nie potrzebuje. A na pewno nie tak dużo, jak w momencie mojego powrotu do Zagłębia. W klubie wszyscy od dawna byli świadomi jego potencjału, ale nie dostawał szans, więc nie mógł prezentować się tak dobrze, jak teraz. Wtedy bardzo często korzystał z moich rad, pracowaliśmy wspólnie nad paroma rzeczami. Było widać, że to zawodnik, który chce słuchać. To był dobry kierunek, wyszło mu to na dobre i jest na właściwych torach. Trzeba trzymać kciuki, żeby był zdrowy, a o formę sportową jestem spokojny.

Kacper Pacocha / PressFocus/NEWSPIX.PL / newspix.pl
Damian Dąbrowski w ostatnim meczu przeciwko Radomiakowi (0:0)
Reguła może odejść z KGHM Zagłębia
Do Lubina wrócił pan w 2023 roku z Pogoni Szczecin, która w sobotę przyjedzie zagrać przeciwko KGHM Zagłębiu. Taka okazja wzbudza u pana jeszcze dodatkowe emocje, czy zbyt dużo czasu już upłynęło, a w dodatku mecz odbędzie się na waszym stadionie?
Przyznaję, że kilka pierwszych meczów po odejściu wywołuje więcej emocji, bo chce się coś udowodnić poprzedniemu pracodawcy. To samo przeżywałem w Pogoni po transferze z Cracovii, pamiętam, że długo dostawałem podobne pytania. Potem adrenalina schodzi i traktuje się taką rywalizację jak normalny mecz ligowy. Na pewno miło, kiedy spotyka się znajome twarze i wywołuje to pozytywne emocje, ale już nie tak duże, jak w pierwszym okresie po opuszczeniu klubu.
Czy Marcel Reguła pytał pana, jako kapitana zespołu, jaką decyzję na temat swojej przyszłości powinien podjąć? W tym momencie wszystko wskazuje na to, że młoda gwiazda Zagłębia jednak zostanie w klubie.
Ta saga trwa już długo, więc nie ukrywam, że rozmawiamy o tym w szatni. Był też taki moment, gdy po jednym z treningów Marcel zapytał mnie, jakie mam na to spojrzenie. Pozwoli pan jednak, że przynajmniej na razie nie będę zdradzał, co mu powiedziałem, może kiedyś do tego wrócimy. Każdy z nas mu kibicuje. Jeżeli zostanie, to podniesie poziom naszej drużyny w perspektywie całego sezonu, ale jeżeli odejdzie, to naturalnie nikt nie będzie miał mu tego za złe. Mam nadzieję, że Marcel będzie spełniał swoje marzenia.