W 2023 roku Drużynowy Puchar Świata wrócił do łask Międzynarodowej Federacji Motocyklowej po sześciu latach przerwy.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

W finale na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu spotkały się reprezentacje Polski, Australii, Wielkiej Brytanii i Danii. Zawody od samego początku dostarczały kibicom ogromnych emocji, a zacięta walka o zwycięstwo toczyła się do ostatniego wyścigu dnia.

Ten atak zdecydował o złocie

Po dziewiętnastu biegach najbliżej złota była reprezentacja Polski, która miała 31 punktów. Tuż za nią były jednak Wielka Brytania (30) i Dania (29). Oznaczało to, że o losach wszystkich medali zdecydować miała ostatnia gonitwa dnia. Na tor wyjechali Maciej Janowski, Robert Lambert, Anders Thomsen i Max Fricke.

— Pamiętam, że w parku maszyn się śmiałem. To była naprawdę trudna sytuacja. Przed wyścigiem wiedziałem, że muszę dojechać do mety przed Robertem (Lambertem), żeby zapewnić Polsce złoto — komentuje Janowski, wspominając tamten wieczór w rozmowie z fimspeedway.com.

— Mój start nie był zły, szczególnie jeśli porównamy go z poprzednimi biegami. Na początku próbowałem się napędzić przy płocie, ale zamiast tego spadłem na czwarte miejsce. Wtedy przeniosłem się na środek toru, gdzie złapałem przyczepność. I wtedy nagle otworzyły się przede mną drzwi i wjechałem między Lamberta a Thomsena. Byłem zaskoczony tym, jak mój motocykl się tam zachował, bo wcześniej przez całą noc mi tego brakowało. Tam musiało się wydarzyć coś magicznego. To było niesamowite uczucie, dokonać tego właśnie na tym obiekcie, przed moimi kibicami — przyznał Janowski.

W sobotę w Warszawie odbędzie się kolejna edycja Drużynowego Pucharu Świata. W finale po raz kolejny spotkają się Polska, Australia, Dania i Wielka Brytania. Czy podopieczni Stanisława Chomskiego podtrzymają świetną passę i wygrają czwartą edycję DPŚ z rzędu? Dowiemy się już wieczorem.