Format Drużynowego Pucharu Świata, w którym każda z reprezentacji wystawia czteroosobowy skład, wyraźnie służy biało-czerwonym.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Dotychczas rozegrano osiemnaście edycji DPŚ, a Polacy aż dziewięć z nich kończyli ze złotymi medalami. To zdecydowanie więcej od drugiej w klasyfikacji reprezentacji Danii, która ma na koncie „tylko” cztery triumfy. Po sezonie 2017 Międzynarodowa Federacja Motocyklowa postanowiła jednak zrezygnować z tego formatu na rzecz jazdy parą w Speedway of Nations.
W tych rozgrywkach biało-czerwoni radzą sobie jednak bardzo słabo — na siedem edycji nie wygrali nawet jednej, a dwukrotnie kończyli zmagania poza podium. Nic więc dziwnego, że informacja o powrocie DPŚ do żużlowego kalendarza, chociaż tylko raz na trzy lata, została przyjęta z ogromną radością.
Przełamią klątwę Narodowego?
Już turniej we Wrocławiu potwierdził, że była to dobra decyzja. Zawody na Stadionie Olimpijskim przypomniały o najlepszych latach w historii DPŚ i zaciętej rywalizacji reprezentacji Polski z Duńczykami, Australijczykami czy Szwedami. W 2023 roku o złotym medalu zdecydował dopiero ostatni wyścig dnia, przed którym o wygraną biły się aż trzy nacje. Ostatecznie Maciej Janowski dał Polsce złoto, a kolejne miejsce zajęły Wielka Brytania i Dania.
W Warszawie o powtórzenie tego sukcesu i zdobycie czwartego złota z rzędu będzie jednak niezwykle ciężko. W przeszłości PGE Narodowy nie był sprzymierzeńcem biało-czerwonych. Na dziewięć turniejów Grand Prix rozegranych w Warszawie Polak nie wygrał nawet jednego. Wciąż czekamy więc, żeby w stolicy wybrzmiał „Mazurek Dąbrowskiego” na zakończenie turnieju żużlowego.
Liderami kadry Stanisława Chomskiego będą Bartosz Zmarzlik, Patryk Dudek i Maciej Janowski. W przeszłości każdy z nich dwukrotnie stał na podium w Warszawie, ale do pełni szczęścia zawsze czegoś zabrakło. Być może wspólnymi siłami, razem z Dominikiem Kuberą i Kacprem Woryną, uda im się odczarować klątwę tego obiektu.
Faworytem nie Polska, tylko Australia
Patrząc na ostatnie lata, trudno nie odnieść wrażenia, że głównym kandydatem do złota będą jednak Australijczycy. Max Fricke i Jason Doyle znają smak zwycięstwa na PGE Narodowym w Warszawie, a Brady Kurtz podczas zeszłorocznego debiutu zajął tam drugie miejsce. Pierwszy był wówczas Jack Holder, którego z powodu kontuzji zabraknie w sobotniej imprezie, ale w jego miejsce pojedzie rewelacja Metalkas 2. Ekstraligi, Ryan Douglas.
Warto również wspomnieć, że podopieczni Marka Lemona czekają na złoto DPŚ już od 2002 roku. Australijczycy wygrali bowiem dwie pierwsze edycje, by później nie wrócić na najwyższy stopień podium. Groźni będą również Duńczycy, a w walce o medale raczej nie będą się liczyć Brytyjczycy, u których zabraknie Daniela Bewleya.
FINAŁ DRUŻYNOWEGO PUCHARU ŚWIATA W WARSZAWIE
Sobota, 29 sierpnia, godz. 19:00. Transmisja: Eurosport 3/HBO Max/Player, relacja tekstowa PS Onet.
AUSTRALIA: 1. Ryan Douglas; 2. Brady Kurtz; 3. Jason Doyle; 4. Max Fricke; 5. Rohan Tungate. Menedżer: Mark Lemon.
WIELKA BRYTANIA: 1. Robert Lambert; 2. Charles Wright; 3. Adam Ellis; 4. Leon Flint; 5. Tom Brennan. Menedżer: Oliver Allen.
DANIA: 1. Mikkel Michelsen; 2. Leon Madsen; 3. Michael Jepsen Jensen; 4. Anders Thomsen; 5. Frederik Jakobsen. Menedżer: Nicki Pedersen.
POLSKA: 1. Bartosz Zmarzlik; 2. Maciej Janowski; 3. Dominik Kubera; 4. Patryk Dudek; 5. Kacper Woryna. Menedżer: Stanisław Chomski.
Sędziuje: Aleksander Latosiński.