Zanim pójdę spać, przygotowuję drugie łóżko — moje „łóżko na wypadek alarmu powietrznego”.
Kiedy za moimi oknami rozbrzmiewa chór syren zwiastujących rosyjski atak i wyrywa mnie ze snu, jestem przyzwyczajona do tego, by zerwać się z łóżka i pobiec do przedpokoju, gdzie czeka na mnie drugie łóżko. Tam zazwyczaj próbuję zasnąć i czekam, aż atak dobiegnie końca nad ranem.
Jednak w ciągu ostatnich dwóch dni alarmy nie kończyły się o wschodzie słońca. Rozbrzmiewały przez cały dzień i następną noc. To wyczerpujące wycie, któremu towarzyszą wybuchy i świadomość, że twoje życie jest nieustannie zagrożone.
Od czwartkowej nocy Kijów przetrwał ponad 20 alarmów powietrznych. Niektóre trwały godzinę, inne — do 10 min.
Rzeczywiście, każdy alarm — podczas gdy Rosja nieustannie niszczy miliony książek, magazynów żywności i fabryk alkoholi — oznacza również, że wszystko musi się zatrzymać, dopóki nie usłyszymy słów: „alarm powietrzny został odwołany”. Dziesiątki pociągów mają opóźnienia, a firmy zamykają się i czekają, tracąc klientów i pieniądze.
Ale „ocaleni muszą i tak iść do pracy”, jak lubimy gorzko żartować. Od ludzi nadal oczekuje się dojazdów do pracy, mimo że kijowskie metro przestało kursować między lewym a prawym brzegiem Dniepru. Pozbawieni snu cywile muszą godzinami chodzić pieszo, tłoczyć się w autobusach lub tkwić w korkach na mostach, tylko po to, by dostać się do pracy i wrócić do domu. Chaos komunikacyjny na powierzchni oznacza jeszcze większe niebezpieczeństwo dla ludzi, którzy tkwią w dużych grupach w całym mieście.
„To będzie brutalna bitwa”. Kreml sięga po radziecką taktykę walki. Pas obronny w Donbasie bliski upadku
Jednak nasza gospodarka wojenna, na której musimy coraz bardziej polegać ze względu na spowolnienie pomocy zagranicznej, nie może sobie pozwolić na zatrzymanie się.Rosyjska propaganda
— Wydatki kraju na obronę stale rosną, a to wymaga maksymalnej mobilizacji zasobów krajowych — mówi Hlib Wyszlinski, dyrektor wykonawczy think tanku Centrum Strategii Gospodarczej z siedzibą w Kijowie. — Polityka zerowej tolerancji dla zagrożenia życia i zdrowia ludności cywilnej w obliczu nieustannych ataków rakietowych i dronowych traci sens, ponieważ państwo nadal nie jest w stanie zapewnić im stuprocentowej ochrony.
Jako mieszkanka Kijowa mogę powiedzieć, że ten terror doprowadza do spirali zaburzeń psychicznych.
I właśnie dlatego Rosja to podtrzymuje.
— Myślicie, że wzywamy do jakichś okrucieństw, podczas gdy naszym celem jest zdemoralizowanie społeczeństwa do tego stopnia, by wyszło z podniesionymi łapami na spotkanie z naszymi oddziałami — powiedział w tym tygodniu wiceprzewodniczący rosyjskiej Dumy Państwowej Piotr Tołstoj.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
W Kijowie nikt nie bierze tego na poważnie.
Takie oświadczenia rosyjskiego urzędnika, wzywające do popełniania zbrodni wojennych i stworzenia warunków życia nie do wytrzymania, powinny skutkować wydaniem nakazu aresztowania przez Międzynarodowy Trybunał Karny.
Jeśli chodzi o „podniesione ręce” — jedynym powodem, by je podnieść, jest pokazanie Tołstojowi i jego kolegom-zbrodniarzom wojennym środkowego palca — odparł rzecznik ukraińskiego ministerstwa spraw zagranicznych Heorhij Tychyj.
Oczywiście nie jest tak, że Ukraina nie odpłaca Rosji tym samym.

Danylo Antoniuk / AFP
Ukraińskie służby po akcji po rosyjskim ataku w Kijowie, 27 sierpnia 2026 r.
Maksymalna eskalacja
Negocjacje pokojowe utknęły w martwym punkcie. Obie strony przeszły do taktyki wojny totalnej w zakresie, na jaki pozwalają ich możliwości. Podczas gdy Ukraina rozszerzyła obecnie swoje cele z magazynów ropy i fabryk zbrojeniowych na bombardowanie hurtowni detalicznych i obiektów energetycznych, Rosja rozpoczęła maksymalną eskalację, atakując budynki mieszkalne, placówki pocztowe, przedsiębiorstwa, magazyny książek i żywności — a lista ta obejmuje jedynie ostatnie kilka dni.
W lipcu ONZ odnotowała najwyższy wskaźnik śmiertelności wśród ukraińskiej ludności cywilnej od marca 2022 r. Rosja również zgłasza większą liczbę ofiar śmiertelnych wśród cywilów spowodowanych atakami ukraińskimi, mimo że, w przeciwieństwie do Moskwy, Kijów nie atakuje ich celowo, ale dąży do przeniesienia wojny „tam, skąd się zaczęła”.
Wicepremier Ukrainy Denys Szmyhal najlepiej opisał tę sytuację, rozmawiając ze mną o atakach na system energetyczny w zeszłym miesiącu. — To jak 12. runda, w której każdy bokser ma nadzieję, że jego rywal upadnie pierwszy — powiedział.
Podczas gdy oddziały na linii frontu w dużej mierze utknęły w martwym punkcie, a żadna ze stron nie osiąga znaczących postępów w terenie, to właśnie my, cywile, stajemy się coraz częściej celem ataków.
Ukraiński analityk wojskowy Mykoła Bielieskow nazwał to „wzajemnym spychaniem się do epoki kamienia łupanego, z nadzieją, że uda się to zrobić, zanim zrobi to strona przeciwna”.
Podczas gdy nasi żołnierze powstrzymują armię rosyjską na linii frontu, to właśnie zwykli Ukraińcy — dzięki naszej sile psychicznej, zdolności do przetrwania kolejnego ataku rakietowego oraz umiejętności dostosowania się i kontynuowania pracy, by utrzymać gospodarkę na nogach bez względu na wszystko — ostatecznie zadecydują o wyniku tej wojny — mówi Wyszlinski.
— Jak powiedział pan Tołstoj, jest to taktyka celowego wyczerpywania ludności cywilnej, zmuszająca tyły do zaakceptowania niekorzystnego dla państwa wyniku wojny — dodaje.
Musimy więc wytrwać, dopóki przeciwnik nie upadnie.
A przede wszystkim musimy czekać na te najlepsze słowa, które mogą rozbrzmieć z naszych głośników: „alarm przeciwlotniczy został odwołany!”.