Niniejszy tekst powstał w ramach projektu Axel Springer Global Reporters Network, którego Onet jest częścią.

W ciągu prawie ośmiu miesięcy, które minęły od momentu, gdy amerykańskie siły specjalne schwytały dyktatora Wenezueli, hotel Marriott w centrum Caracas stał się centrum działań USA w tym kraju.

Przed ponownym otwarciem ambasady USA w marcu gościł on dziesiątki amerykańskich dyplomatów, agentów i urzędników. Wielu z nich nadal mieszka w hotelu, obok żołnierzy piechoty morskiej i grupy prywatnych ochroniarzy. Kucharz serwujący śniadania zna ich zamówienia na omlety, a personel wita ich po imieniu. Przedstawiciele amerykańskich firm energetycznych negocjują umowy w holu.

Obecnie hotel stał się bazą wypadową dla ostatniej fazy amerykańskiego planu, który ma udowodnić, że pojmanie dyktatora Wenezueli było tego warte. To plan ustanowienia w kraju demokracji.

Na początku sierpnia hotel Marriott przyjął nową grupę gości: wenezuelskich polityków opozycyjnych. Przez lata żyli oni na wygnaniu, niektórzy w Hiszpanii, inni w Stanach Zjednoczonych. Bali się, że po powrocie do Wenezueli zostaną aresztowani. Tym razem, na zaproszenie Departamentu Stanu, swobodnie spacerowali po mieście, z którego musieli uciec.

Od stycznia Waszyngton rządzi Wenezuelą praktycznie w każdym aspekcie. Obecnie sprawuje równie ścisłą kontrolę nad tym, w jaki sposób dąży ona do ustanowienia nowego demokratycznego rządu, a także nad tym, kto może brać udział w tym procesie. W imieniu rządu wenezuelskiego rozmowom przewodniczy Jorge Rodriguez. Jest on bratem Delcy Rodriguez, byłej wiceprezydentki i minister ds. ropy naftowej, którą Biały Dom mianował w styczniu tymczasową prezydentką po odsunięciu od władzy długoletniego przywódcy Nicolasa Maduro.

Opozycję reprezentuje Dinorah Figuera, polityk wyłoniona przez administrację Trumpa. Została wybrana na przewodniczącą przebywającego na wygnaniu Zgromadzenia Narodowego Wenezueli z 2015 r. — ostatniego demokratycznie wybranego organu ustawodawczego uznanego przez Stany Zjednoczone. Pomimo pełnienia tej funkcji Figuera nie była znaczącą postacią w wenezuelskiej opozycji.

— Nikt z wenezuelskiej opozycji, absolutnie nikt, nie wybrałby jej na przedstawicielkę opozycji — mówi Elliott Abrams, wysłannik USA ds. Wenezueli podczas pierwszej kadencji prezydenckiej Donalda Trumpa. Uważa on, że zbrojna interwencja w tym kraju była słuszna, ale jest zagorzałym krytykiem obecnej administracji Trumpa.

Dinorah Figuera uczestnicząca w spotkaniu w ramach procesu dialogu politycznego między przedstawicielami rządu a opozycją w Centrum Kongresowym w dzielnicy La Carlota w Caracas, 7 sierpnia 2026 r.

FEDERICO PARRA / AFP

Dinorah Figuera uczestnicząca w spotkaniu w ramach procesu dialogu politycznego między przedstawicielami rządu a opozycją w Centrum Kongresowym w dzielnicy La Carlota w Caracas, 7 sierpnia 2026 r.

Figuera wybrana została kosztem Marii Coriny Machado — niezwykle popularnej przywódczyni, która otrzymała Pokojową Nagrodę Nobla za walkę o uczciwe wybory w Wenezueli i która od dawna była postrzegana jako najbardziej prawdopodobna kandydatka do stania na czele przyszłego demokratycznego rządu w tym kraju.

W materiałach związanych z transformacją w USA redakcja POLITICO opiera się na wywiadach z kilkunastoma obecnymi i byłymi amerykańskimi oraz wenezuelskimi politykami, przedstawicielami opozycji, dyplomatami i innymi osobami zaznajomionymi z negocjacjami.

Stawka jest wysoka — zarówno dla krytyków tego procesu, jak i jego zwolenników. Wielu z nich obawia się ujawnienia czegokolwiek, co mogłoby zrazić Waszyngton i zniweczyć jedyną, ich zdaniem, szansę Wenezueli na wyzwolenie się spod opresyjnych rządów. Starają się więc tego nie robić, nawet jeśli miałoby to oznaczać pozwolenie Stanom Zjednoczonym na dyktowanie warunków.

Machado, która odmówiła udzielenia wywiadu na potrzeby tego artykułu, nie skrytykowała otwarcie Białego Domu ani nie sprzeciwiła się rozmowom. Na tydzień przed ich rozpoczęciem wydała starannie sformułowane oświadczenie, w którym stwierdziła, że „nie będzie stwarzać przeszkód” dla „namacalnego postępu” [w procesie demokratyzacji], jednocześnie dając jasno do zrozumienia, że nie ponosi odpowiedzialności za wynik rozmów.

W lipcu Figuera napisała w wiadomości na WhatsAppie w związku z wyborem jej na to stanowisko: „Było mi ciężko, ale jestem spokojna”. W przeddzień rozmów jednak zamilkła i odwołała zaplanowany wywiad w Caracas. Dla Białego Domu rozmowy te są dowodem jego zaangażowania na rzecz demokracji, nawet jeśli jednocześnie realizuje on w ten sposób swoje ambicje gospodarcze. Administracja USA obiecała trzyetapowy plan dla tego kraju: stabilizację i odbudowę, a następnie wybory. Nie podała jednak żadnych szczegółów dotyczących swojej roli w procesie transformacji demokratycznej Wenezueli.

Sekretarz stanu Marco Rubio stwierdził, że Stany Zjednoczone będą „ułatwiać ten proces, a nie narzucać go”. Rzecznik Departamentu Stanu Tommy Pigott odmówił jednak podania szczegółów dotyczących tego, na czym miałoby polegać to „ułatwianie”. Zamiast tego stwierdził w oświadczeniu: „w miarę realizacji trzyetapowego planu Stany Zjednoczone nadal uważnie monitorują prowadzony przez Wenezuelę proces bezpośrednich rozmów z władzami tymczasowymi”.

Biały Dom napisał w swoim oświadczeniu: „stosunki między Wenezuelą a Stanami Zjednoczonymi są dla nas i dla narodu wenezuelskiego niezwykle ważne”, chwaląc współpracę z Rodriguez oraz nadzwyczajne zyski z wydobycia ropy w tym kraju. Dodał, że Stany Zjednoczone z zadowoleniem przyjmują rozmowy i „pozostają zaangażowane we wspieranie tego procesu prowadzonego przez Wenezuelę”.

Nieoczekiwana liderka opozycji

Przed pojmaniem przez siły USA Nicolasa Maduro Machado wydawała się faworytką do objęcia przywództwa w Wenezueli, gdyby krajowi kiedykolwiek udało się zrzucić z siebie ciężar prawie trzech dekad coraz bardziej autorytarnych rządów — najpierw lewicowego rewolucjonisty Hugo Chaveza, a następnie Nicolasa Maduro.

Machado, była parlamentarzystka i wieloletnia krytyczka rządu, stała się dominującą postacią antyrządową w Wenezueli po miażdżącym zwycięstwie w prawyborach opozycji w 2023 r. Pozostała czołową postacią opozycji nawet po tym, jak reżim Maduro zakazał jej startu w wyborach prezydenckich w 2024 r. i uwięził wielu jej kluczowych sojuszników, zmuszając ją do ukrycia się.

Chociaż represje Maduro skutecznie uniemożliwiły jej kwestionowanie jego rządów na ulicach, większość Wenezuelczyków uważała ją oraz kandydata, którego poparła w wyborach w 2024 r., by startował w jej imieniu, za prawowitych przywódców Wenezueli. Waszyngton miał jednak inne plany. Dzień po tym, jak siły amerykańskie zatrzymały Maduro, Trump określił Machado jako „bardzo miłą kobietę”, której brakuje jednak „szacunku” niezbędnego do kierowania Wenezuelą. Następnie poparł Delcy Rodriguez w roli tymczasowego prezydenta.

Wielu członków opozycji miało nadzieję, że mianowanie Rodriguez było krótkoterminowym rozwiązaniem mającym utorować drogę do powrotu Machado. Trump nadal jednak bagatelizował znaczenie Machado dla kraju — nawet po tym, jak w styczniu przekazała mu swoją Pokojową Nagrodę Nobla.

22 kwietnia na oficjalnym koncie Michaela Kozaka — ówczesnego najwyższego urzędnika Departamentu Stanu ds. półkuli zachodniej — w serwisie X pojawiło się zdjęcie przedstawiające go z Figuerą, mało znaną wenezuelską polityk przebywającą na wygnaniu. Napisał, że omówili „drogi prowadzące do stabilnej, uporządkowanej i trwałej transformacji demokratycznej”.

Był to pierwszy publiczny sygnał dotyczący posunięcia, które administracja Trumpa planowała już od pewnego czasu — wyboru Figuery, a nie Machado, na przywódcę transformacji w kraju.

Osoba blisko związana z administracją Trumpa mówi, że urzędnicy zaczęli omawiać potencjalną rolę kierowanego przez opozycję Zgromadzenia Narodowego w procesie „pojednania politycznego” jeszcze przed poparciem Rodriguez jako przywódczyni Wenezueli. Uczynili to warunkiem uznania Rodriguez. Ona i jej brat Jorge zgodzili się na te warunki.

Stany Zjednoczone od 2019 r. traktowały Zgromadzenie Narodowe Wenezueli na uchodźstwie jako prawowity rząd kraju, mimo że w 2017 r. pozbawiono je uprawnień, a jego członkowie uciekali z kraju w ciągu ostatniej dekady (obecnie funkcję oficjalnego organu ustawodawczego pełni odrębne, lojalne wobec rządu Zgromadzenie Narodowe działające w kraju). To sprawiło, że dla administracji Trumpa Figuera stała się oczywistą kandydatką.

— Jest poważna, trzeźwo myśląca i jest przywódczynią instytucjonalną, którą uznawaliśmy aż do lutego — mówi informator bliski administracji Trumpa. — Ponadto nie ma ambicji prezydenckich. Dzięki temu może poważnie negocjować transformację instytucjonalną bez przeszkód ze strony osobistego ego i ambicji.

Dwie osoby zaznajomione z tym procesem mówią, że pośrednik powiązany z Białym Domem przeprowadził na początku tego roku w Madrycie rozmowy, w których uczestniczyło dwóch znanych wenezuelskich polityków na wygnaniu należących do jedynych dwóch partii, które obecnie wchodzą w skład delegacji opozycji do rozmów o transformacji w Caracas. Zapytany o te spotkania, Pigott z Departamentu Stanu mówi, że „co do zasady departament nie komentuje swoich działań dotyczących prywatnych rozmów dyplomatycznych”.

Figuera stwierdziła, że zaangażowanie Stanów Zjednoczonych ma jedynie zachęcić do „współpracy i koordynacji” — mimo że jej zespół i Departament Stanu regularnie publikują te same treści w mediach społecznościowych.

W czerwcu Figuera wylądowała na międzynarodowym lotnisku Simon Bolivar w pobliżu Caracas samolotem linii American Airlines z Miami, stawiając stopę na wenezuelskiej ziemi po raz pierwszy od ośmiu lat — jak sama powiedziała dziennikarzom, „na zaproszenie Departamentu Stanu USA”. Dodała, że wróciła, by pomóc w stworzeniu podstaw dla wolnych i uczciwych wyborów, z korzyścią dla „wszystkich kandydatów”, którzy mogliby chcieć w nich uczestniczyć.

W Caracas jej pierwszym przystankiem była ambasada USA, gdzie spotkała się z charge d’affaires Johnem Barrettem. Następnie udała się do Pałacu Legislacyjnego ze złotą kopułą, gdzie odbyła rozmowę z Jorge Rodriguezem, który oprócz tego, że jest bratem Delcy, pełni również funkcję przewodniczącego lojalistycznego Zgromadzenia Narodowego. Następnego dnia wróciła samolotem do Miami, gdzie, jak powiedziała agencji informacyjnej AFP, odbyła „wiele spotkań”, nie podając jednak dodatkowych szczegółów.

W wydanym wówczas oświadczeniu Departament Stanu określił spotkanie Figuery z Rodriguezem jako „pierwszy krok w ramach przemyślanego procesu mającego na celu stworzenie wolnego i otwartego społeczeństwa wenezuelskiego”. Dodał, że „podstawą każdej transformacji demokratycznej jest dialog oparty na inkluzywności”.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Tymczasem osoba blisko związana z administracją Trumpa oskarża Machado o „wywołanie wojny domowej w szeregach opozycji” z powodu wczesnych rozmów, jakie przeprowadziła z innymi przywódcami opozycji w celu stworzenia struktury umożliwiającej współpracę ze Stanami Zjednoczonymi w zakresie transformacji. — Machado stworzyła więcej problemów niż zwolennicy Chaveza — kontynuuje ta osoba, twierdząc, że ma ona „kompleks mesjasza”.

W odpowiedzi David Smolansky, starszy doradca Machado, napisał: „Machado nigdy nie sprawi więcej problemów niż komuniści-chavistowie, którzy zawsze byli sprzymierzeni z przeciwnikami USA. Kieruje ona procesem demokratycznym, ciesząc się 92-procentowym poparciem po tym, jak została wybrana w prawyborach opozycji. Wyniki te zostały uznane przez wszystkich członków opozycji”.

Po dwóch trzęsieniach ziemi, które pod koniec czerwca spustoszyły część Wenezueli, Machado obiecała swoim zwolennikom, że wkrótce wróci, by pomóc w likwidacji skutków katastrofy. Według doniesień kilku mediów Waszyngton jednak zainterweniował, informując osoby pomagające Machado — której brak ważnego wenezuelskiego paszportu utrudnia powrót — że nie popiera tego planu.

Biały Dom nie udzielił bezpośredniej odpowiedzi na pytanie, czy administracja interweniowała, by zablokować jej powrót do Wenezueli. W oświadczeniu stwierdził jednak, że „to do narodu wenezuelskiego należy decyzja”, czy Machado powinna odgrywać rolę w procesie transformacji.

Mimo frustracji administracji Trumpa związanej z Machado jej popularność w Wenezueli nie zmalała. W sondażu przeprowadzonym przez AtlasIntel dla agencji Bloomberg w lipcu 72 proc. Wenezuelczyków stwierdziło, że ma o niej pozytywne zdanie, w porównaniu z zaledwie 19 proc. respondentów, którzy stwierdzili, że popierają Delcy Rodriguez.

Podczas wiecu zorganizowanego przez partię Machado „Vente Venezuela” w Caracas pod koniec lipca atmosfera radości przeplatała się z niepokojem związanym z jej ciągłą nieobecnością. Po latach unikania publicznych demonstracji z obawy przed aresztowaniem zwolennicy Machado obejmowali się, pozowali do zdjęć i trzymali transparenty, z których wiele przedstawiało wizerunek Machado. Sprzedawcy przeciskali się przez tłum, oferując flagi i vuvuzele — długie plastikowe trąbki kojarzone z meczami piłkarskimi.

— Machado musi wrócić, ludzie na ciebie czekają! — krzyknął mężczyzna ubrany na biało. — Wracaj już!

Tajemnica i podziały

Wzniesienie Figuery do rangi faktycznego przywódcy opozycji w rozmowach spowodowało głęboki rozłam w wenezuelskim ruchu demokratycznym.

Niecały miesiąc przed podróżą Figuery do Caracas Machado zwołała w Panamie spotkanie Platformy Jedności — koalicji partii opozycyjnych. Spotkanie zaowocowało dokumentem zatytułowanym „Manifest z Panamy”. Jego sygnatariusze zgodzili się prowadzić „poważne, zdecydowane i odpowiedzialne negocjacje” z rządem tymczasowym przy wsparciu Stanów Zjednoczonych — z Machado jako główną przedstawicielką opozycji.

Nagłe pojawienie się Figuery w Caracas sugerowało, że Waszyngton nie popiera tego rozwiązania. Machado, najwybitniejsza przywódczyni opozycji w kraju, wydawała się pominięta na rzecz postaci, o której wielu mieszkańców kraju nigdy wcześniej nie słyszało.

— Pomysł, że to odzwierciedla wolę narodu wenezuelskiego, jest dość absurdalny — mówi Phil Gunson, analityk z Międzynarodowej Grupy Kryzysowej (International Crisis Group) z siedzibą w Caracas, który pozostaje w stałym kontakcie zarówno z frakcjami opozycji, jak i przedstawicielami rządu. — To ładny papier, dzięki któremu mogą twierdzić, że dokument ten jest rzeczywiście reprezentatywny, choć tak nie jest.

Brian Naranjo, który w latach 2014-2018 pełnił funkcję zastępcy szefa misji w ambasadzie USA w Wenezueli, mówi, że pamięta, jak „prawie spadł z krzesła”, gdy usłyszał o mianowaniu Figuery. — Dinorah nigdy nie była politykiem z pierwszej ani nawet drugiej ligi — twierdzi. Poprzednie osiem lat Figuera spędziła na wygnaniu w hiszpańskiej Walencji. Jako członkini Zgromadzenia Narodowego Wenezueli z ramienia centroprawicowej partii Primero Justicia (Najpierw Sprawiedliwość) uciekła w 2018 r. w obawie przed aresztowaniem przez tajną policję.

„Ugoszczę panią w kraju, w którym się pani zakocha”. O jakiej Wenezueli marzy Maria Corina Machado? Jedyny taki wywiad z noblistkąMaria Corina Machado, wenezuelska opozycjonistka, wygłasza przemówienie w Heritage Foundation. Waszyngton, 16 stycznia 2026 r.

W Hiszpanii Figuera była tylko jedną z setek tysięcy innych imigrantów z Wenezueli borykających się z trudnościami. Jako samotna matka i chirurg z wykształcenia pracowała jako opiekunka starszego pacjenta cierpiącego na cukrzycę, prasowała ubrania i wykonywała inne prace domowe, a w kwestii jedzenia i ubrań polegała na pomocy charytatywnej.

W 2023 r., pięć lat po opuszczeniu Wenezueli, koledzy z parlamentu wybrali ją jednak na przewodniczącą pozostałości równoległego Zgromadzenia Narodowego Wenezueli na wygnaniu. Organ ten nie miał żadnej władzy w samej Wenezueli, a wśród Wenezuelczyków o poglądach opozycyjnych jego znaczenie zostało przyćmione przez wschodzącą gwiazdę Machado. Uznanie tego organu za granicą dało Figuerze jednak coś, co stało się cenne: pozycję instytucjonalną.

Jako przewodnicząca Zgromadzenia Narodowego Figuera miała kanał komunikacji z amerykańskimi urzędnikami, lobbując na rzecz ochrony wenezuelskich aktywów państwowych, takich jak rafineria ropy Citgo z siedzibą w Houston. Jednak w momencie schwytania Maduro imię Figuera nie było powszechnie znane w Waszyngtonie.

— Nie wiem [nic o tym], żeby miała jakieś szczególne wpływy w Waszyngtonie. Nie była postacią znaną w Waszyngtonie, nie znała tam zbyt wielu ludzi — mówi James Story, były ambasador USA w Wenezueli.

Zwolennicy Figuery twierdzą, że to właśnie jej względna nieznajomość sprawia, że jest ona idealną postacią do kierowania procesem transformacji. Twierdzą, że Machado jest postacią budzącą kontrowersje i że jej wybór zraziłby zwolenników Chaveza ze względu na jej uparty charakter oraz prawicowe, wolnorynkowe poglądy.

Wielu krytyków rozmów, z których część zna Figuerę od dziesięcioleci, poręczyło za nią osobiście i stwierdziło, że nie kwestionuje jej uczciwości. Twierdzą jednak, że porozumienie to nie ma legitymacji demokratycznej, ponieważ wyklucza zarówno partię Machado, jak i tych, którzy również byli członkami Zgromadzenia Narodowego z 2015 r.

Sojusznicy Figuery twierdzą, że Machado została włączona do planu pod koniec kwietnia, ale odrzuciła ten format. Obóz Machado z kolei zarzuca Figuerze brak przejrzystości w kwestii jej kontaktów z Departamentem Stanu USA. Kilka osób bliskich Machado zaprzeczyło, jakoby została ona poinformowana lub poproszona o opinię na temat Figuery.

Mario Diaz Balart, wpływowy członek Komisji Budżetowej Izby Reprezentantów reprezentujący liczną społeczność wenezuelską na południu Florydy, mówi, że podchodzi do Figuery z otwartym umysłem. — Moim jedynym celem jest przeprowadzenie wyborów, prawdziwych wyborów. W przeciwnym razie nic dobrego się nie wydarzy — mówi.

„Jak możemy im wierzyć?”

W Caracas wyraźnie było widać zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w sześciodniowe rozmowy, które odbyły się w sierpniu.

Według osoby blisko związanej z rozmowami przed każdą sesją negocjacyjną i po niej dyplomaci amerykańscy spotykali się z delegacją, aby omówić potencjalne punkty sporne. Delegacja opozycji korzystała również z amerykańskich pojazdów dyplomatycznych i ochrony przez cały okres pobytu w hotelu Marriott.

Gdy 12 sierpnia zakończyła się pierwsza runda rozmów, obie delegacje wydały wspólne oświadczenie przed salą pełną dziennikarzy. Figuera nakreśliła szeroko zakrojone reformy Sądu Najwyższego, natomiast Delcy Rodriguez ogłosiła porozumienie w sprawie działań na rzecz odblokowania 4 mld dol. (15 mld zł) wenezuelskiego złota przechowywanego w Banku Anglii.

Oba te kroki uznano za niezbędne do stworzenia podstaw dla wzmocnienia demokracji i pomocy Wenezuelczykom w odbudowie po trzęsieniach ziemi — są to dwa z celów uzgodnionych przez obie delegacje. Oczekuje się, że rozmowy zostaną wznowione w połowie września.

Dla krytyków rządu tymczasowego jednym z najsilniejszych dowodów na to, że nie jest on zaangażowany w demokratyczne zmiany, jest fakt, że pomimo uchwalenia nowej ustawy o amnestii nadal przetrzymuje setki przeciwników politycznych za kratkami. Osoba zaznajomiona z negocjacjami twierdzi, że kwestia więźniów politycznych została celowo wyłączona z agendy negocjacyjnej, aby uniemożliwić rządowi tymczasowemu wykorzystanie ich jako karty przetargowej.

Kobieta trzymająca transparent z napisem: "Wolne i przejrzyste wybory w Wenezueli” podczas protestu odbywającego się w czasie procesu dialogu politycznego między przedstawicielami rządu a opozycją, Caracas, 12 sierpnia 2026 r.

Juan BARRETO / AFP / AFP

Kobieta trzymająca transparent z napisem: „Wolne i przejrzyste wybory w Wenezueli” podczas protestu odbywającego się w czasie procesu dialogu politycznego między przedstawicielami rządu a opozycją, Caracas, 12 sierpnia 2026 r.

Dwa dni po zakończeniu sierpniowych rozmów, w ramach pozornego gestu dobrej woli, rząd Rodriguez ogłosił uwolnienie 131 więźniów politycznych, nie podając jednak ich nazwisk. Organizacja praw człowieka Foro Penal potwierdziła jedynie około 80 zwolnień. Wielu z uwolnionych nadal podlega ograniczeniom, w tym zakazom podróżowania i obowiązkowi regularnego zgłaszania się do władz.

Chociaż przywódcy opozycji i działacze na rzecz praw człowieka z zadowoleniem przyjęli ten krok, ostrzegają, że brak przejrzystości należy postrzegać jako sygnał ostrzegawczy — że nawet w trakcie trwania rozmów reżim jest bardziej zainteresowany pozami niż prawdziwymi reformami.

— To nieprawda, że jesteśmy wolni — mówi Henry Alviarez, jeden z najbliższych współpracowników Machado. Został zwolniony w lutym po dwóch latach spędzonych w znanym ze złej sławy więzieniu El Helicoide w Caracas pod warunkiem comiesięcznego zgłaszania się do władz.

Podobnie jak wielu innych, Alviarez jako powód do sceptycyzmu przytacza kilkanaście rund poprzednich negocjacji z rządem chavistowskim, które miały miejsce w ostatniej dekadzie. Przypomina, jak w ciągu kilku miesięcy od ostatniej rundy rozmów między rządem a opozycją na Barbadosie pod koniec 2023 r. Machado została zmuszona do ukrycia się, a członkowie jej zespołu zostali zatrzymani.

— Jak możemy im wierzyć? — pyta, odnosząc się do obecnych przywódców Wenezueli.

Kolejnym takim sygnałem, jak twierdzą organizacje praw człowieka, było traktowanie dziennikarzy pragnących relacjonować przebieg negocjacji. Przez cały sześciodniowy proces byli w dużej mierze trzymani w niewiedzy i nie mieli możliwości zadawania delegacjom pytań. Pierwszego dnia rozmów, 6 sierpnia, gdy obie strony spotkały się w wojskowej bazie lotniczej La Carlota, jedna z dziennikarek została zatrzymana przez uzbrojonych mężczyzn na motocyklach, którzy zabrali jej telefon i usunęli zdjęcia miejsca spotkania. Takie informacje podał Wenezuelski Krajowy Związek Pracowników Prasy. Dodał, że mężczyźni krótko dyskutowali przez radio, czy zabrać ją do wojskowego kontrwywiadu, po czym ją wypuścili.

Według wenezuelskich mediów opozycyjnych Jorge Rodriguez powiedział delegacjom, że wybrał bazę lotniczą na pierwsze spotkanie obu stron, ponieważ jest to miejsce „prawie jak bunkier”, które pomoże „utrzymać z dala zarówno media, jak i inne czynniki, które mogłyby próbować podważyć rozmowy”.

W oczekiwaniu na demokrację

Rozmowy w Caracas były jedynie pierwszym krokiem w procesie, który zapowiada się na długotrwały. Jak dotąd Figuera nie podała konkretnego harmonogramu wyborów, choć stwierdziła, że do końca roku Wenezuela powinna mieć nową komisję wyborczą i Sąd Najwyższy — dwa organy, które pomogłyby zagwarantować uczciwy wynik wyborów.

— Sposób, w jaki postępuje administracja [USA], sprowadza się do stwierdzenia: „cóż, najpierw musimy stworzyć odpowiednie warunki. Kiedy wszystkie warunki zostaną spełnione, będziemy mogli wyznaczyć datę wyborów” — mówi Abrams, były wysłannik USA. Według niego to „bardzo zły pomysł”, ponieważ daje to reżimowi motywację do tego, by warunki te nigdy nie zostały w pełni spełnione.

Nawet wielu krytyków rozmów żywi jednak nadzieję, że zaangażowanie Waszyngtonu i groźba działań zbrojnych będą trzymać reżim w ryzach.

— Obecność Amerykanów musi zagwarantować, że nie powtórzy się to, co miało miejsce podczas poprzednich procesów negocjacyjnych w Wenezueli, w których jedynym celem reżimu było zyskanie na czasie i utrzymanie się przy władzy — mówi Juan Pablo Guanipa, wybitny polityk opozycji, przemawiając podczas wideokonferencji ze swojego domu w Maracaibo, drugim co do wielkości mieście Wenezueli.

Na ulicach Caracas wielu ludzi jest jednak przygnębionych i twierdzi, że nie dostrzega postępów w kierunku obiecanej transformacji demokratycznej.

— To jak rozwód, który ciągnie się w nieskończoność — mówi Rosa, sprzedawczyni w średnim wieku o ciemnych włosach sięgających ramion, która pracuje w prawie pustym centrum handlowym w Chacao, niegdyś zamożnej dzielnicy biznesowej Caracas. — Jedna figurka [Maduro] została usunięta, ale jego miejsce zajęli inni, którzy są tacy sami jak on — mówi.

Krewni więźniów politycznych demonstrujący przed budynkiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Caracas, 7 sierpnia 2026 r.

FEDERICO PARRA / AFP

Krewni więźniów politycznych demonstrujący przed budynkiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Caracas, 7 sierpnia 2026 r.

Przedłużająca się transformacja może działać na korzyść Delcy Rodriguez, jeszcze bardziej przedłużając jej czas u władzy, pogłębiając jednocześnie jej relacje z Waszyngtonem i utrzymując podziały wśród jej przeciwników politycznych. Niektórzy obawiają się również, że Rodriguez może wykorzystać negocjacje, by zapewnić Trumpowi symboliczne zwycięstwo w polityce zagranicznej przed wyborami uzupełniającymi w USA, na przykład zgadzając się na wybory regionalne zamiast prezydenckich.

Byłoby to symboliczne ustępstwo na rzecz demokracji bez faktycznego ryzyka utraty stanowiska w wyniku wyborów. Przedłużający się proces negocjacyjny mógłby również przynieść korzyści Waszyngtonowi, przedłużając jego współpracę z reżimem, który Trump otwarcie chwalił za jego uległość.

Pigott, rzecznik Departamentu Stanu, odmówił komentarza na temat harmonogramu transformacji w Wenezueli, stwierdzając jedynie, że Stany Zjednoczone „pozostają zaangażowane w realizację trzyetapowego planu stabilizacji Wenezueli, ożywienia gospodarczego, pojednania i transformacji demokratycznej”.

W Wenezueli pojawia się pytanie, jak daleko Stany Zjednoczone są skłonne się posunąć, aby ta transformacja miała znaczenie polityczne — a nie była jedynie symboliczna. — To jasne, że jesteśmy teraz częścią strategii Stanów Zjednoczonych — mówi jeden z wysokich rangą wenezuelskich oficerów wojskowych. — Nie jest jednak jasne, na czym ta strategia polega.

„Wenezuela nie jest miejscem, gdzie spełniają się marzenia”

Jedna z mieszkanek Wenezueli mówi, że w tygodniach po schwytaniu Maduro na ogromnym billboardzie naprzeciwko jej domu, górującym nad ruchliwym skrzyżowaniem, widniało hasło wzywające do „sprowadzenia dyktatora do domu”, podczas gdy obok pędziły samochody i motocykle. Dziś na tym billboardzie widnieje reklama napoju bezalkoholowego marki Pepsi.

W miarę jak Rodriguez, jej brat Jorge oraz minister spraw wewnętrznych Diosdado Cabello osiadali w swoich rolach — trójki osób sprawujących władzę — wielu Wenezuelczyków odczuwało coraz większą irytację, że najważniejsza część planu Rubio — transformacja polityczna Wenezueli — pozostaje nierozwiązana.

Jocelyn, 30-letnia kosmetyczka, spogląda w telefon, na próżno czekając, aż klienci pojawią się w jej salonie. — Wenezuela nie jest miejscem, gdzie spełniają się marzenia. To miejsce, gdzie po prostu trzeba przetrwać — mówi.

***

Na proteście przeciwko interwencji USA stoi kobieta trzymająca plakat z odręcznym napisem w języku angielskim: „Panie Donaldzie Trumpie, chcemy z powrotem Marię Corinę”.

77-letnia Antonieta Aleman mówi, że uczestniczyła w niemal każdej większej demonstracji antyrządowej w ciągu ostatnich kilku dekad. Wątpi, by jakakolwiek transformacja mogła się powieść bez długoletniej przywódczyni opozycji na czele.

Kobieta trzymająca ulotki przedstawiające prezydenta USA Donalda Trumpa oraz symbol Wujka Sama podczas protestu przeciwko ingerencji Stanów Zjednoczonych w sprawy Wenezueli na placu El Venezolano w Caracas, 4 sierpnia 2026 r.

FEDERICO PARRA / AFP

Kobieta trzymająca ulotki przedstawiające prezydenta USA Donalda Trumpa oraz symbol Wujka Sama podczas protestu przeciwko ingerencji Stanów Zjednoczonych w sprawy Wenezueli na placu El Venezolano w Caracas, 4 sierpnia 2026 r.

— Machado jest naszą nadzieją. To właśnie jej udało się zjednoczyć wszystkich — mówi Aleman.

— Chcemy mieć pewność, że proces [transformacji] odbędzie się z nami, a nie bez nas — dodaje stojący obok Samuel Bolivar, student o poważnym wyglądzie.

Zwolennicy Machado mogą jednak na to trochę poczekać. Zarówno Trump, jak i Delcy Rodriguez ostrzegli, że Wenezuela nie jest jeszcze gotowa na wybory. Rubio zasugerował jednak krótszy harmonogram, mówiąc o „tygodniach, miesiącach, a nie latach”.

Abrams, były wysłannik USA do Wenezueli, twierdzi, że Waszyngton powinien najpierw wyznaczyć datę wyborów, a następnie działać. Mimo że wielu członków opozycji z zadowoleniem przyjęło zaangażowanie USA, opisując ich jako jedyną siłę, która może utrzymać reżim w ryzach, ingerencja Waszyngtonu w politykę wewnętrzną wywołała sprzeciw wśród zagorzałych zwolenników Chaveza.

„Porozumienie narzucone przez Stany Zjednoczone i obejmujące wyłącznie uczestników wybranych przez Stany Zjednoczone jest gorsze niż kapitulacja” — napisał na X Francisco Arias Cardenas, który w 1992 r. wraz z Hugo Chavezem brał udział w nieudanym zamachu stanu, a obecnie pełni funkcję wiceprzewodniczącego komisji obrony parlamentu. Nie odpowiedział na prośbę o komentarz.

Po tym, jak Trump opublikował mapę Wenezueli jako „51. stanu” w dniu, w którym miały się rozpocząć rozmowy, przedstawiciele chavizmu przyłączyli się do kampanii w mediach społecznościowych pod hashtagiem #FueraTrumpDeVenezuela, czyli „Trump, precz z Wenezueli”.

Najwyraźniej po to, by uspokoić twardogłowych zwolenników chavizmu, przed rozmowami minister spraw wewnętrznych na konferencji partyjnej Diosdado Cabello oświadczył, że jedynym celem rządu jest doprowadzenie do zniesienia sankcji amerykańskich, podkreślając, że „podjęcie dialogu nie oznacza kapitulacji”.

Z satysfakcją stwierdził, że rozmowy rozbiły opozycję na „małe kawałki”. Nie wszystkich przekonuje jednak takie pokazywanie siły. Zapytany o to, czy ma jakąś radę dla Figuery, chwilę się waha. Po tym odpowiada: — Powinna postawić Wenezuelę na pierwszym miejscu.