Miał mieć swoje święto „Jędza”, a tymczasem na boisku była nędza. Legia Warszawa zaprezentowała się bardzo źle w meczu ze Śląskiem Wrocław, zasługiwała na porażkę, ale najpierw przy życiu utrzymał ją Otto Hindrich, a w czwartej minucie doliczonego czasu gry bramkę na wagę remisu zdobył Rafał Adamski.

Zanosiło się na pierwszą przegraną lidera Ekstraklasy w sezonie 2026/27. I jednocześnie pierwszą wyjazdową wygrana beniaminka. Dodajmy, że byłoby to jak najbardziej sprawiedliwe. Gdyby nie fenomenalny Hindrich, skończyłoby się totalną klapą. Jednak nawet rumuński bramkarz był bezradny, gdy w 35. minucie za wykonywanie rzutu karnego wziął się Piotr Samiec-Talar. Tyle tylko, że goście nie zdołali utrzymać prowadzenia. Dzielnie się bronili, ale w tej decydującej akcji czegoś zabrakło – Adamski sfinalizował dobre dośrodkowanie Pawła Wszołka.

Tak czy inaczej – do kogo może mieć teraz pretensje trener Marek Papszun? Najłatwiej byłoby powiedzieć, że do analityka, który nieuważnie „szpiegował” Śląsk na środowym treningu.

ZOBACZ WIDEO: Polak żyje w Hiszpanii jak w raju. „Nie muszę się martwić o jutro”

Najlepszy moment Legii? Na samym początku, gdy efektownie pożegnany został Artur Jędrzejczyk. To było symboliczne kopnięcie piłki, po którym 38-latek został zmieniony (—–> WIĘCEJ).

Śląsk początkowo dał się zepchnąć do obrony, ale wraz z upływem czasu nabierał coraz więcej pewności siebie. I w końcu przeprowadził kluczową akcję. A w zasadzie wykorzystał bezmyślne zachowanie Rafała Augustyniaka, który wykonał absurdalny wślizg we własnym polu karnym i faulował Enissa Shabaniego. A „jedenastkę” – jak wspomnieliśmy – bardzo pewnie wykorzystał najlepszy na boisku Samiec-Talar.

A co do rzutu karnego, to z niewyjaśnionych powodów siedzący w centrum VAR Tomasz Musiał zawołał sędziego Marcina Szczerbowicza do monitora. „Jedenastka” była klarowna i oczywista, natomiast Musiał uznał, że arbiter główny popełnił błąd. On jednak nie wycofał się ze swojej decyzji.

Wracając na boisko – pierwsza połowa kiepska, druga trochę lepsza. I Śląsk powinien w Warszawie wygrać. I to nie 1:0, lecz w 73. i 75. minucie stuprocentowych sytuacji nie wykorzystali Przemysław Banaszak i Luka Marjanac. I cóż, jak to często bywa – kolejny raz sprawdziło się ulubione powiedzenie Dariusza Szpakowskiego.

Legia Warszawa – Śląsk Wrocław 1:1 (0:1)
0:1 Piotr Samiec-Talar (k.) 35′
1:1 Rafał Adamski 90+4′

Składy:

Legia: Otto Hindrich – Paweł Wszołek, Kamil Piątkowski, Rafał Augustyniak, Robert Deziel Jr (85′ Mileta Rajović), Ruben Vinagre – Michal Sevcik (46′ Wojciech Urbański), Artur Jędrzejczyk (2′ Bartosz Kapustka), Henrique Arreiol (77′ Mateusz Szczepaniak) – Łukasz Zjawiński, Jan Kuchta (77′ Rafał Adamski).

Śląsk: Karol Niemczycki – Michał Rosiak, Jehor Macenko (82′ Dominik Szala), Lamine Ba, Mariusz Malec, Marc Llinares – Piotr Samiec-Talar, Eniss Shabani (64′ Jorge Yriarte), Grzegorz Tomasiewicz – Malaly Dembele (69′ Przemysław Banaszak), Luka Marjanac.

Żółte kartki: Wszołek (Legia) oraz Shabani, Rosiak (Śląsk).

Sędzia: Marcin Szczerbowicz (Olsztyn).