Po sensacyjnym finale Rolanda Garrosa 2026 Maja Chwalińska przebojem wdarła się do kobiecego touru i Top 30 rankingu WTA. Potem przyszedł pechowy występ w Wimbledonie, okupiony kontuzją. Powrót do gry na amerykańskich kortach twardych przyniósł jedną wygraną w singlu.
Wyniki z pewnością nie należą do tych wymarzonych, ale Polka dopiero zadomawia się w głównym cyklu. Teraz zadebiutuje w nowojorskim US Open, w którym dotychczas grała tylko w eliminacjach. Maciej Trąbski z „Przeglądu Sportowego” zapytał, jak ostatnie przegrane wpływają na 24-latkę.
ZOBACZ WIDEO: Sukces Igi Świątek znaczy więcej niż jakiekolwiek słowa
– Na pewno odbija się to na mojej pewności siebie. Jestem tylko człowiekiem, a chcemy wygrywać zawsze. Ale przegrana jest też nieodłączną częścią sportu. Więc po prostu próbuję wyciągać jak najlepsze wnioski z tych meczów, łapać nowe doświadczenia i ciężko nadal pracować. I wierzę, że to przyniesie rezultaty we właściwym czasie – odpowiedziała Chwalińska.
W Nowym Jorku łatwo na pewno nie będzie. Już w poniedziałek nasza reprezentantka rozegra premierowy pojedynek. Jej rywalką będzie ofensywnie usposobiona Taylor Townsend. Amerykanka to od paru lat czołowa deblistka świata. Polka preferuje nawierzchnię ziemną, dlatego na nowojorskich kortach twardych może mieć problemy.
– To znaczy – jest to na pewno dla mnie większe wyzwanie, bo jednak na mączce mam więcej czasu, żeby kreować swoją grę. Ale ja też lubię grać na betonie, także raczej nie zwracałabym na to większej uwagi. Każdy ma swoją ulubioną nawierzchnię, ale ja nadal lubię grać na nawierzchni twardej – wyznała Chwalińska.
Spotkanie rozstawionej z 20. numerem Polki z Amerykanką odbędzie się w poniedziałek (31 sierpnia) jako drugie w kolejności od godz. 17:00 naszego czasu na Grandstandzie.