Bartosz Zmarzlik wjechał w tor jazdy Mikkela Michelsena w 18. wyścigu finału DPŚ, ale nie dotknął Duńczyka. Michelsen położył motocykl i rzucił się z pięściami na mistrza świata. Najpierw próbował wymierzyć sprawiedliwość jeszcze na torze, a następnie wbiegł do parku maszyn i tam także chciał „oddać: Zmarzlikowi.

Duńczyka powstrzymały osoby z duńskiego teamu. Od razu Michelsen został wrogiem całych trybun. Rzadko na PGE Narodowym w Warszawie jest tak głośno, jak właśnie w momencie, w którym to kibice wygwizdywali Michelsena.

– Adrenalina we mnie buzowała. Szczerze mówiąc byłem chyba bardziej wściekły na samego siebie niż kogokolwiek innego. Zostawiłem Bartkowi furtkę przy krawężniku i wiedziałem, że wejdzie tam piką. Gdybym jechał swoją linią jazdy, to trąciłby moje koło, ale to ja w ostatniej sekundzie stchórzyłem, a potem zeskoczyłem z motocykla. Decyzja sędziego o moim wykluczeniu była słuszna. Zdecydowanie zrobiłem z siebie głupka i jestem najbardziej znienawidzoną osobą w całej Polsce dzisiejszej nocy – podsumował samokrytycznie Mikkel Michelsen. Gdy ciśnienie zeszło, Michelsen wziął winę na siebie.

ZOBACZ WIDEO: Chomski nie ma wątpliwości. Mamy problem z polskimi żużlowcami

Ostatecznie Duńczycy zdobyli srebrne medale DPŚ, co z perspektywy początku zawodów może ich cieszyć.

– Możemy się cieszyć z tego wyniku, bo po dwóch seriach wyglądało na to, że wrócimy do domu z niczym. Srebrny medal jest zatem dużym osiągnięciem. Oczywiście chcieliśmy więcej, ale w takich zawodach równe punktowanie daje złoty medal. I to właśnie pokazali dzisiaj pozostali Australijczycy. Gratulacje dla nich – mówi Michelsen.

Duńczycy włączyli się do walki o mistrzostwo w połowie zawodów. Trudno było wyprzedzić Australijczyków, ale zryw wystarczył na srebrny medal.

– Poza ostatnim biegiem miałem świetny wieczór. Nasi reprezentanci mieli kłopoty i rozkręcali się z wyścigu na wyścig. Trzymaliśmy się razem, dalej walczyliśmy i to się opłaciło. Przed ostatnią serią wciąż mieliśmy szansę na złoto, ale potrzebowaliśmy szczęścia i samych zwycięstw – podsumował Mikkel Michelsen.